Start | Recenzje | Artykuły | Koncerty | Kompozytorzy | Nuty | Konkursy | Media | Linki

O stronie

Artykuły

 

Muzyka filmowa nie jest rozpieszczana przez media takie jak radio czy telewizja. Oczywiście oglądając film, możemy posłuchać w nim muzyki, ale na tym się kończy. W czasie, gdy niemal każdy gatunek muzyczny ma swój czas antenowy, muzyka filmowa traktowana jest jako sztuka nie warta uwagi. Niestety taka sytuacja nie sprzyja jej propagowaniu. W końcu to właśnie te dwa media (radio i telewizja) są chyba dla każdego największymi źródłami informacji. Oglądając serwisy informacyjne, filmy dokumentalne i programy tematyczne budujemy swoją wiedzę o otaczającym świecie i uczymy się postrzegać pewne rzeczy w taki, a nie inny sposób. Na szczęście ostatnio coraz większą rolę w życiu poszukującego informacji człowieka, odgrywa internet. To, niczym nieograniczone kompendium wiedzy, swoim ogromem sprawia jednak problemy w znalezieniu tych informacji, których naprawdę potrzebujemy. Tak się bowiem składa że nadmiar informacji powoduje dezorientację i jest przyczyną trudności w znalezieniu tych naprawdę istotnych.


Jerry GoldsmithMuzyka filmowa jest obecna w internecie, w postaci licznych portali tematycznych, tworzonych przez pasjonatów. Można na nich znaleźć niemal wszystkie informacje potrzebne do rozwijania swojej pasji i jednocześnie poznać wielu podobnych sobie ludzi. Jednak zarówno radio, telewizja jak i internet mają jedną wielką wadę. Są one efektem postępu cywilizacyjnego i jako takie są od niego zależne. Żadne z wyżej wspomnianych mediów nie może bowiem istnieć bez innej zdobyczy ludzkiego umysłu, jakim jest... elektryczność. Kiedy najzwyczajniej w świecie, nie ma prądu, nasze źródła informacji znikają cofając nas do mroków średniowiecza. Wtedy zdajemy sobie sprawę, że istnieje jeszcze inny nośnik informacji, który towarzyszy człowiekowi od zamierzchłych czasów - książka.

Mimo że książki w obecnej dobie internetu stały się niemal wyłącznie szkolnym rekwizytem, to nadal są wydawane nowe, coraz ciekawsze. Wśród nich można znaleźć także takie opowiadające o muzyce filmowej. Niestety nie jest ich zbyt wiele na naszym rynku wydawniczym. W takich krajach jak USA, muzyce filmowej poświęconych jest wiele naukowych publikacji, przewodników oraz książek o kompozytorach – wystarczy tutaj wspomnieć takie jak "Film Music and Everything Else" Charlesa H. Bernsteina, "Music for the Movies" Tony’ego Thomasa czy "Knowing The Score" Davida Morgana. W Polsce znalezienie takich publikacji graniczy z cudem. Przeglądając księgarniane półki można natrafić niemal wyłącznie na biografie takich kompozytorów jak chociażby Wojciech Kilar ("Kilar. Żywioł i modlitwa"). Publikacji poświęconych wyłącznie muzyce filmowej jako sztuce, jest naprawdę niewiele, dlatego cieszy mnie fakt, że miałem ostatnio okazję taką przeczytać.

Fenomen grozy w muzyceMaciej Żołnowski zabierając się do pisania książki o muzyce filmowej podjął się zadania niełatwego. Jednak skupiając się wyłącznie na muzyce do horrorów, utrudnił sobie zadanie jak tylko mógł. O ile publikacji w naszym języku, dotyczących muzyki filmowej można jednak kilka znaleźć, to o muzyce do horrorów nie poczytamy chyba nigdzie – wyjątkiem niech tutaj będzie specjalny dział poświęcony muzyce do horrorów na stronach Klubu Miłośników Filmu. Wynika to głównie ze specyfiki gatunku, jakim jest właśnie kino grozy. Ścieżki dźwiękowe do takich filmów nie należą do tych, których chciałoby się nieustannie słuchać. Zazwyczaj są to ilustracje muzyczne ściśle przylegające do obrazu, które poza nim niewiele potrafią zaoferować. Nagminne dysonanse, zmiany tempa, niezidentyfikowane dźwięki skutecznie zniechęcają słuchaczy. Niemniej trzeba jednak przyznać, że muzyka z horrorów, jest jedną z najważniejszych odnóg tej dziedziny sztuki. Trudno znaleźć, bowiem inną, która w takim stopniu wpływałaby na widza. Innymi słowy można powiedzieć, że to muzyka najbardziej "filmowa" z wszystkich, sprawiająca, że obraz bez niej nie funkcjonuje tak jak powinien, a wręcz kompletnie zmienia swoje znaczenie. Trochę w tym jest z manipulacji ludzkimi odczuciami i tworzenia nierzeczywistego zagrożenia. Kompozytor pisząc muzykę do horroru, doskonale wie, jak wywołać strach, lęk, grozę czy niepokój. Odbywa się to na kilku poziomach, o których pisze nam właśnie Maciej Żołnowski.

W książce "Fenomen grozy w muzyce" możemy przede wszystkim dowiedzieć się, na czym polega komponowanie ścieżek dźwiękowych do horrorów. Oczywiście autor nie ogranicza się wyłącznie do opisywania roli muzyki w filmach. Swoje rozważania przenosi on także na muzykę do gier komputerowych, sceniczną i programową. Jednak to, co jest tutaj najważniejsze to solidna systematyzacja, narzędzi, jakimi posługują się kompozytorzy, chcący wywołać efekt grozy za pomocą muzyki. Maciej Żołnowski w jasny sposób grupuje poszczególne formy i zabiegi techniczne pod względem ich przydatności w filmach grozy. Dowiadujemy się tutaj między innymi o konkretnych formach muzycznych i pozamuzycznych, które sprawiają, że siedząc w kinie odczuwany strach, grozę czy niepokój. Autor bardzo duży nacisk kładzie właśnie na rozróżnienie tych wszystkich odczuć, które my potocznie zwykliśmy nazywać strachem. Podążając słowami Macieja Żołnowskiego, bowiem:

"wszystkie rodzaje lęku można poukładać w zależności od stopnia ich nasilenia (od niepokoju, obawy, bojaźni i lęku właściwego  poczynając, przechodząc kolejno poprzez wstręt, obrzydzenie i strach, aż na trwodze, grozie, przerażeniu, lęku panicznym, przestrachu panicznym i panice  kończąc) ."

PsychoOkazuje się, że dopiero definiując po kolei wszystkie te postacie lęku, możemy zabierać się za komponowanie muzyki mającej go wywołać. Autor w niezwykle wiarygodny sposób, podpierając się literaturą z zakresu psychologii, przytacza nam sposoby wpływania na ludzkie odczucia. Jednocześnie w bardzo przystępny sposób, wskazuje na konkretne filmy i ich momenty, w których zastosowano opisywaną "technikę straszenia". Jakby tego było mało autor zamieszcza nam fragmenty zapisów nutowych najsłynniejszych ścieżek dźwiękowych i odkrywa przed nami sekrety warsztatu najbardziej znanych kompozytorów. Demaskacji ulega tutaj między innymi słynny "Nagi Instynkt" Jerry’ego Goldsmitha, "Candyman" Philipa Glassa, "Hook" Johna Williamsa, "Psychoza" Bernarda Herrmanna czy w końcu "Dracula" Wojciecha Kilara. Analizując zapisy nutowe tych ścieżek dźwiękowych dzięki pomocy autora, odkrywamy, w jaki sposób starzy mistrzowie muzyki filmowej wpływali na nasze emocje.

Bardzo ważną rolę Maciej Żołnowski przypisuje także, zjawisku wplatania w muzykę, elementów niemuzycznych. Tak zwany "sound-scoring" jest bardzo częstym zjawiskiem na ścieżkach dźwiękowych do filmów z gatunku kina grozy. Takie zabiegi bardzo znacząco wpływają na siłę oddziaływania muzyki i jej ostateczny efekt. Autor książki "Fenomen grozy w muzyce" udowadnia, że pojawianie się takich niezidentyfikowanych, bądź bardzo konkretnych dźwięków, w warstwie muzycznej nie jest przypadkowe. W przypadku horrorów i innych tego typu filmów, warstwa dźwiękowa obrazu i muzyka, wielokrotnie się przenikają. Taka współpraca między kompozytorem a dźwiękowcem wydaje się być tutaj rzeczą wręcz fundamentalną. W końcu jak pisze Maciej Żołnowski:

"Wiele osób bardziej boi się huku pioruna niż jego błysku (...) Zatykanie uszu przed dźwiękami wywołującymi grozę wybitnie zmniejsza uczucie strachu. Bardziej boimy się dźwięku niż postaci. Dźwięk wywołuje zawsze uczucie niepewności, niejasności sytuacji"

Rafał RozmusKolejną ciekawostką pojawiającą się w książce "Fenomen grozy w muzyce", jest dość obszerna wypowiedź Rafała Rozmusa, który w pewien sposób odnosi się do spostrzeżeń autora. Jak się dowiadujemy jest to fragment prywatnej korespondencji, jaką Maciej Żołnowski prowadził z kompozytorem muzyki do filmu "Dama Pikowa". Wśród konsultantów autora można znaleźć takie nazwiska wybitnych muzykologów jak prof. Andrzej Tuchowski czy dr Michał Zieliński.

Warto poświęcić także kilka słów samemu autorowi książki. Jak się okazuje Maciej Żołnowski jest kompozytorem i publicystą, absolwentem Wydziału Kompozycji, Dyrygentury, Teorii Muzyki i Muzykoterapii wrocławskiej Akademii Muzycznej. Praktykował w studiach nagraniowych (Voiceland i Tuba Records), w Liceum Muzycznym we Wrocławiu, a od 2003 roku udziela się w Wikipedii oraz w pismach: Estrada i Studio, Gazeta Kołobrzeska, hifi.pl (mając na swym koncie blisko pięćdziesiąt artykułów). Jak sam mówi, interesuje się szeroko rozumianą tematyką muzyczną i muzykologiczną, a dokładniej pojęciami psychoakustycznej przestrzeni wirtualnej w muzyce, semantycznym opisem barwy dźwięku, fenomenem grozy w muzyce, harmonią specjalną i komputerowym wspomaganiem procesu kompozycji, a także teorią aranżacji muzycznej, genologią muzyki popularnej, pojęciem stylu muzycznego, semiologią dzieła muzycznego i kategoriami estetycznymi w filmie. Trzeba przyznać, że to dość spore spektrum zainteresowań, jednak w kontekście książki "Fenomen grozy w muzyka" najistotniejsze jest doświadczenie autora. A te udało mu się zdobyć, komponując muzykę do filmu "Hypnos" w reżyserii Pawła Chyrowskiego.

Książka "Fenomen grozy w muzyce" to wydawnictwo, które z pewnością przypadnie do gusty przyszłym kompozytorom. Profesjonalne wskazówki i rady, jakie można tutaj znaleźć bez wątpienia pomogą wielu młodym twórcom, zrozumieć tytułowy fenomen grozy w muzyce. Na pewno pomoże w tym także spory zbiór wysokiej jakości sampli w formacie wave, stworzonych przez autora, które udostępnia on wraz z pełnymi prawami majątkowymi do dowolnego ich wykorzystania we własnym zakresie. Z drugiej jednak strony książka ta może okazać się bardzo ciekawa dla wszystkich tych, których interesuje istota muzyki grozy, z którzy nie zajmują się jej tworzeniem. Liczne przykłady z kina polskiego i światowego, bogate opisy scen filmowych i w końcu kolekcja plików midi - fragmentów utworów, o których jest mowa w publikacji, bez wątpienia ułatwi zrozumienie sposobu, w jaki muzyka wywołuje nasz lęk w kinie...

>> Książkę można kupić razem ze wszystkimi dodatkami (zbiór sampli i fragmenty utworów w formacie midi), już za 29,95 zł tutaj. 

Autor: Łukasz Waligórski


 

© MuzykaFilmowa.pl, Łukasz Waligórski