• Missing Link
  • Bombshell
  • Dune
  • Dark Crystal, The: Age of Resistance
  • Uncut Gems
Wywiady

 

Nie da się jednym słowem scharakteryzować muzyki Joe Hisaishiego. Japończyk, nie bez przesady nazywany "Johnem Williamsem orientu", pisze piękne melodie do animacji, ascetyczne ścieżki dźwiękowe do filmów gangsterskich, a dramaty przesycone są jego muzycznymi poematami. Tworzący od blisko 30 lat Hisaishi zwiedził już chyba wszystkie rejony muzycznych inspiracji, komponując pop, jazz, blues, folk, awangardę, minimalizm i muzykę symfoniczną. Znany jest przede wszystkim ze swojej współpracy z  dwoma najbardziej cenionymi reżyserami z kraju Kwitnącej Wiśni – Hayao Miyazaki i Takeshi Kitano. Jego muzyka porusza słuchaczy na całym świecie, zjednując mu ogromne rzesze fanów widzących w nim ostatniego wielkiego mistrza muzyki filmowej, potrafiącego pisać pamiętne i poruszające melodie…


Łukasz Waligórski: To pytanie zadaję kompozytorom na całym świecie i odpowiedź na nie nieodmiennie mnie fascynuje… Dlaczego został Pan kompozytorem?

Joe Hisaishi: Ponieważ kocham komponować! Kiedy obudziłem się dziś rano nie było jeszcze niczego, ale już wieczorem, po całym dniu ciężkiej pracy, narodzi się piosenka, która dotąd nie istniała. To jak cud. Wiem, że to wymaga wiele pracy, ale właśnie dlatego nadal to robię. Nie ma wspanialszego zajęcia niż komponowanie.

Kiedy miałem 13 albo 15 lat, jeszcze w gimnazjum, koledzy ze szkolnej orkiestry dętej zagrali przygotowane przeze mnie nuty – ciągle pamiętam, jaką czułem wtedy radość. I nie miało znaczenia, że to nie były moje kompozycje, ogromnie cieszyłem się, że grają z moich nut. Uwielbiałem tworzyć od podstaw, a nie jedynie przerabiać utwory innych, dlatego zdecydowanie chciałem zostać kompozytorem. Z kolei w wieku 4 czy 5 lat, oglądałem blisko 300 filmów rocznie. Najpierw jednak zakochałem się w muzyce, a dopiero potem w filmie. A skoro muzyka filmowa była jedynym sposobem żeby realizować obie te pasje, dlatego zostałem kompozytorem muzyki filmowej.

Czy pamięta maestro swój pierwszy film?

Po studiach przez długi czas nie mogłem znaleźć pracy i miałem z tym niemały problem, bo zwyczajnie nie zarabiałem pieniędzy. Kiedy zastanawiałem się co z tym zrobić, dostałem propozycję napisania muzyki do kilku niedużych filmów animowanych produkcji telewizyjnej, potem też do seriali i filmów dokumentalnych. Można powiedzieć, że w taki sposób zacząłem tworzyć muzykę filmową. Natomiast pierwszy duży film, do którego w całości stworzyłem ścieżkę dźwiękową to była "Nausicaa z Doliny Wiatru".

W jaki sposób komponuje Pan muzykę do filmu? Posługuje się Pan komputerem podczas komponowania czy jednak ołówkiem i papierem?

Komponowanie muzyki filmowej to zajęcie wymagające współpracy, dlatego pierwsza rzecz, jaką musze zrobić to przeczytać kilkukrotnie scenariusz. To co zawsze mam na uwadze to tempo filmu. To najważniejsza rzecz, dlatego po przeczytaniu scenariusza i podczas oglądania pierwszej wersji filmu już zastanawiam się, jaki rodzaj muzyki chciałbym stworzyć. Dopiero potem decyduję o temacie przewodnim lub brzmieniu i pracuję nad nimi wykorzystując cały swój warsztat twórczy. Tak wygląda ogólna idea mojego sposobu komponowania, której nie potrafię precyzyjniej opisać, ale w zasadniczo tak to się robi. Używam komputera kiedy tworzę. Zdaje się, że jedyny moment kiedy używam ołówków i papieru to gdy kończę utwór. Zazwyczaj projektuję swoje pomysły na komputerze.

Czym różni się komponowanie do animacji od komponowania do fabuły?

Jeśli chodzi o różnice w podejściu do komponowania muzyki do filmów animowanych i fabularnych myślę, że podejście reżysera powinno być takie samo. Kiedy czytam scenariusz zastanawiam się jakiego rodzaju świat powinien być wyobrażony w tym filmie – w tym punkcie zawsze jest tak samo. Ale oczywiście są także różnice. W filmie fabularnym występują aktorzy, którzy z wielkim zaangażowaniem odgrywają swoje role - wyraz ich twarzy przekazujący różne emocje również wpływa na to, w jaki sposób tworzy się muzykę. Dzięki temu jestem w stanie lepiej sobie wyobrazić jakiego rodzaju muzyka powinna w danym momencie filmu się znaleźć. Żywy aktor, który swoją grą, gestykulacją czy mimiką wyraża jakieś emocje, jest czymś czego brakuje w filmach animowanych.

Kiedy kilka lat temu usłyszałem Pana muzykę, w jakiś przeciwny sposób poruszyła ona jakąś wewnętrzną strunę, która sprawiła, że nie znając Pana języka ani kultury, doskonale zrozumiałem zawarte w niej emocje. Czym według Pana jest muzyka, że potrafi w tak niezwykły sposób łączyć i komunikować ludzi mieszkających po drugiej stronie świata?

Muzyka to uniwersalny język, który łączy wszystkich ludzi na świecie. To jest coś, co pozwala porozumieć się bez pośrednictwa słów, pozajęzykowo i wszyscy ludzie na świecie, tak wierzę, rozumieją muzykę w podobny sposób. Również bardzo ważne dla mnie w muzyce jest to, że tworzy ona pewien porządek.  Wszyscy znamy budowę gamy, następujące po sobie do, re, mi…  Również utwór muzyczny kieruje się swoją logiką, swoim porządkiem. W pewien sposób muzyka porządkuje także cały świat.

Jest Pan kompozytorem, dyrygentem i pianistą. Gdyby musiał Pan wybierać jedną z tych rzeczy, co chciałby Pan robić?

Przede wszystkim chciałbym być kompozytorem. Natomiast gdybym miał wybierać między graniem na fortepianie a dyrygowaniem… musiałbym się dobrze zastanowić. Ale chyba jednak dyrygowanie. Granie na fortepianie to naprawdę ciężka praca.

Zachodni krytycy okrzyknęli Pana "Johnem Williamsem orientu" – co sądzi Pan o tym określeniu? Czy wśród zachodnich kompozytorów to właśnie on jest Panu najbliższy, czy może są jacyś inni?

Bardzo podziwiam Johna Williamsa myślę, że jest wspaniałym kompozytorem a jego orkiestracje zapierają dech. Jednak moja muzyka jest oparta na muzyce współczesnej (minimalistycznej) dlatego nigdy nie uważałem się za kompozytora z tych samych obszarów muzycznych. Dla mnie najbardziej inspirujące są proste melodie europejskich kompozytorów, takich jak Nino Rota.

W swojej karierze współpracował Pan kilkukrotnie z Europejskimi reżyserami (Olivier Dahan i  Frédéric Lepage). Jak wyglądają różnice w pracy z europejskimi twórcami a azjatyckimi? Jakie są ich oczekiwania w stosunku do funkcji i znaczenia muzyki w filmie?

Podstawy współpracy się nie różną. Muszę najpierw dokładnie przeczytać scenariusz i zrozumieć przesłanie filmu. Jakkolwiek oczywiście wszystko zależy od kraju, do którego się udaję, dlatego wydaje mi się, że to zawsze wywiera jakiś wpływ na moją pracę.

Natomiast jeśli chodzi o rolę muzyki w filmach, to zawsze bardzo łatwo przerysować nią emocjonalne przesłanie filmu. Dlatego za każdym razem staram się upewnić, że muzyka pasuje do filmu i jest odpowiednia dla konkretnej sceny. Staram się tworzyć muzykę obiektywnie. Wydaje mi się, że europejscy reżyserzy oczekują ode mnie muzyki o nieco orientalnym zabarwieniu. Być może ma to związek z tą unikalną postawą wynikającą z elementów Zen czy kultury azjatyckiej, której nie posiadają europejscy kompozytorzy… a może i nie. Może to wynika z tego, że słuchali moich prac dla Studia Ghibli i Kitano? Naprawdę nie wiem, dlatego trudno mi odpowiedzieć na to pytanie.

Jak wspomina Pan pierwsze spotkanie z Hayao Miyazakim? Mógłby Pan opowiedzieć jak przez te 25 lat współpracy rozwijała się Wasza znajomość?

Dokładnie pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Hayao Miyazakim. Kiedy tylko się poznaliśmy zaczął w szczegółach opowiadać o fabule filmu "Nausicaa z Doliny Wiatru". Niemalże wskakiwał na krzesła, pokazują mi pierwsze rysunki koncepcyjne porozwieszane na ścianach. Odebrałem go wtedy jako człowieka z niemal dziecięcą pasją. Nie widujemy się poza pracą, ale przez lata mieliśmy okazję współpracować nad naprawdę twórczymi projektami, dlatego jestem mu całkowicie oddany. Miejsce, w którym obaj teraz się znajdujemy to rezultat naszej wieloletniej współpracy. Kiedy kompozytor poznaje reżysera, czasem potrzeba czasu żeby zrozumieć swoje osobowości, ale najważniejsze to skoncentrować się na tym, jak sprawić żeby dzieło, nad którym pracujemy było jeszcze lepsze.

W roku 1999 napisał Pan od nowa całą muzykę do amerykańskiej wersji filmu "Laputa – podniebny zamek". W jaki sposób przygotowywał się Pan do tego zadania?

Na japońskie filmy ogromny wpływ miało kino europejskie, dlatego podobnie jak Wy umieszczamy muzykę tylko w tych momentach filmu, w których jest to konieczne. Natomiast w filmach amerykańskich muzyka nieprzerwanie rozbrzmiewa w tle, dlatego musiałem przede wszystkim zwiększyć ilość muzyki i spróbować utrzymać odpowiednią atmosferę przez cały film. Chyba samo dopisanie muzyki wymagało najwięcej przygotowań.

Pana muzyka niesamowicie ewoluowała na przestrzeni lat… od elektroniki do niezwykle finezyjnej muzyki symfonicznej. Czy gdyby Pan mógł cofnąć się w czasie, którą ze swoich ścieżek dźwiękowych napisałby Pan jeszcze raz?

Nie ma takiej rzeczy, którą chciałbym napisać na nowo. Oczywiście w kategorii technologii byłoby lepiej napisać pewne rzeczy współcześnie, jednak w przeszłości zawsze tworzyłem z poczuciem, że komponuję najwłaściwszą muzykę do danego filmu. Nie jestem już w stanie cofnąć się do etapu analizowania po raz kolejny tej samej muzyki, dlatego w moim dorobku nie ma nic, co chciałbym napisać ponownie.

Słuchając Pana muzyki z filmów Hayao Miyazakiego można znaleźć wiele inspiracji europejskim folklorem. Słuchając "Podniebnej poczty Kiki" czy "Porco Rosso" i tych pięknych walców, przed oczy cisną się obrazy francuskiej, włoskiej a nawet greckiej prowincji. Jaki instrument, bądź rytm jest dla Pana najbardziej charakterystycznym reprezentantem Polskiej muzyki?

Japonia ma bardzo długą historię, podobnie zresztą też kraje Europy. Każdy z nich to odmienna kultura i jestem pod ogromnym wrażeniem głębi każdej z nich. W dzieciństwie słuchałem dużo muzyki klasycznej i myślę, że to również ujawnia się w moich pracach. Dla mnie muzyka Szkocji i okolic Irlandii jest bardzo naturalna, dlatego w swoich pracach często sięgam po te brzmienia. Jeśli chodzi o polski instrument… znam mazurki i polonezy, szczególnie te Chopina, ale nie jestem pewien co do tych bardziej tradycyjnych.

W Polsce jest Pan niezwykle ceniony za swoją muzykę do filmów Takeshiego Kitano. Czy współpraca z nim była trudna? Czego Kitano oczekiwał od muzyki w swoich filmach i jak radził sobie Pan z tymi oczekiwaniami?

Takeshi Kitano nie dawał mi prawie żadnych instrukcji, dlatego było to łatwe i trudne jednocześnie. Nie używał w swoich filmach wiele muzyki, ale kiedy już to robił podkładał ją w bardzo długich ujęciach, dzięki czemu czułem, że naprawdę doceniał moją pracę. Nauczyłem się od niego, że powinienem unikać muzyki zbyt mocno uwypuklającej emocje. Dzięki temu mogłem powrócić do swoich źródeł jako kompozytor minimalistyczny. W rezultacie wierzę, że moja muzyka pasowała do filmów Kitano.

W jednym ze swoich ostatnich filmów "Pożegnania" ("Okuribito") wykorzystał Pan melodię "Ave Maria" Jana Sebastiana Bacha. Uważam to za genialne posunięcie, które wprowadziło do filmu uniwersalne poczucie sacrum, czyniąc go bardziej zrozumiałym dla zachodniego widza. Czy taki był zamiar? Kto wpadł na ten pomysł?

To był pomysł reżysera.

Jednym z Pana ostatnich dzieł jest muzyka do gry stworzonej przez Studio Ghibli. Czy to Pana pierwsza muzyka do gry? Czym różni się komponowanie muzyki do gry od komponowania do filmu?

To już moja druga przygoda z komponowaniem muzyki do gry. Tym razem jednak gra była dopiero w fazie projektowania, poza tym sam nie gram zbyt dużo, dlatego poprosiłem producentów żeby przedstawili mi zarys fabuły albo listę tego, czego oczekują od muzyki. Napisałem muzykę bazując a wizji, jaka wynikała z tych informacji, dlatego w zasadzie nie tworzyłem ze świadomością, że będzie to muzyka do gry wideo. Skomponowałem utwory, które same ułożyły się w muzyczną historię. Kiedy ostatnio przesłuchałem je jeszcze raz, okazało się, że wyszła z tego świetna suita symfoniczna, którą chciałbym wykonać kiedyś na koncercie.

Jest Pan kompozytorem, pianistą oraz dyrygentem. Pracował Pan z wieloma orkiestrami na całym świecie… Jak z tej perspektywy ocenia Pan współpracę z polskimi muzykami podczas wczorajszego koncertu? Czy każda orkiestra ma swój charakter?

Dźwięk jaki wydawała z siebie orkiestra był niezwykle mocny. Miałem wrażenie, że każdy muzyk pracuje z niezwykle wielkim zaangażowaniem. Gdybym chciał przesłuchać każdego z nich z osobna, jestem przekonany że byłbym niezwykle zadowolony z tego w jaki sposób gra swoją partię. W Japonii członkowie orkiestry zwracają przede wszystkim uwagę na to, żeby się nie pomylić i wszystkie swoje zadania wykonać bezbłędnie. Natomiast w Polsce oczywiście muzycy też zwracają na to uwagę, ale mam wrażenie, że ponad tą prawidłowość wykonania przedkładają to aby tworzyć razem zgrany zespół. To jest bardzo cenne. Jako zespół polska orkiestra pracuje naprawdę świetnie.

Podczas koncertu muzyce z Pana najnowszego filmu "Akunin" towarzyszyły zdjęcia z tragedii, która niedawno wydarzyła się w Japonii. Trzęsienia ziemi. Co robił Pan w chwili gdy miało miejsce to wydarzenie? Jakie towarzyszyły temu emocje?

Ostatnio bardzo dużo występuję wykonując i dyrygując utwory, które sam skomponowałem – szczególnie minimalistyczne, a więc z gatunku, który bardzo lubię. Zawsze podczas koncertu staram się coś przekazać publiczności, wyrazić coś konkretnego. Tym razem program koncertu składał się w całości z utworów muzyki filmowej. Właściwie można by ten program potraktować jako rozrywkowy. Chciałem jednak podczas tego koncertu móc też powiedzieć coś od siebie – zarówno jako twórca, kompozytor jak i obywatel Japonii. Uznałem, że właśnie nadszedł taki moment w historii mojego kraju, że powinienem coś powiedzieć na temat całej tej tragedii, a także wyrazić wdzięczność tym wszystkim, którzy nas podtrzymywali na duchu i udzielali wsparcia w tych bardzo ciężkich chwilach.

Jakie są Pana wrażenia po spotkaniu z Polską publicznością?

Byłem zaskoczony reakcją polskiej publiczności. W tak ogromnej Sali, która miała także nietypowy, długi kształt, miałem wrażenie, że po dwóch godzinach koncertu ci słuchacze będący gdzieś z tyłu stracą chęć słuchania i nie będą się tak koncertować. Tymczasem było zupełnie inaczej. Reakcja ludzi była cudowna aż do ostatniego momentu i wybrzmienia końcowego utworu. Miałem wrażenie, że wszyscy byli niezwykle skoncentrowani, uważnie patrzą w moją stronę, słuchają z zainteresowaniem mojej muzyki. Byłem tym naprawdę zaskoczony i bez wahania mogę powiedzieć, że polska publiczność jest fantastyczna.

Co najbardziej zapamięta Pan ze swojego pobytu w Krakowie?

Kraków to piękne i cudowne miejsce. Bardzo dużo zielenie, ludzie mieszkają tutaj otoczeni przyrodą – to najbardziej rzuciło mi się w oczy. Jeszcze jedna ważna rzecz, o której chciałbym powiedzieć… teraz w Japonii jest oczywiście wiele problemów. Mieliśmy trzęsienie ziemi, mamy wielkie problemy z elektrowniami jądrowymi, ale myślę że Japończycy wiele problemów sami sobie stworzyli. Ta pogoń za zyskiem, nadwyżki energii elektrycznej, nadmiar wszelakich produktów, które otaczają nas ze wszystkich stron a z których tak naprawdę się nie korzysta. Myślę, że życie w takim mieście jak Kraków przebiega zupełnie inaczej. Jesteście spokojniejsi, bardziej zrelaksowani. Mam nadzieję, że teraz kiedy Japonia otrzymała taki potężny cios, gdy tylu ludzi przepłaciło to życiem a duża część kraju musi zostać odbudowania, cały naród odrodzi się. Wierzę, że to odrodzenie nie pójdzie już tą samą głupią, amerykańską drogą pogoni za pieniądzem jak do tej pory, a bardziej zastanowimy się nad tym jak godnie i szczęśliwie żyć.

Wywiad przeprowadził: Łukasz Waligórski


Komentarze

Maja 25-08-2011, 22:37

Geniusz - to jest to jedno słowo, którym można opisać muzykę Hisaishiego!


Jacek 26-08-2011, 15:02

Brawo za wywiad. Fantastyczny i unikalny. A kompozytor faktycznie genialny. Byłem na koncercie w Krakowie i bez ogródek mogę powiedzieć głośno, że to był najlepszy i najbardziej poruszający koncert na jakim w życiu byłem. Niezapomniane wspomnienie, które za każdym razem wywołuje u mnie łzy wzruszenia. Jego muzyka jest prawdziwa i szczera, trafia prosto w serce... coś fantastycznego!


Ania 29-08-2011, 20:50

Joe Hisaishi to doprawdy geniusz wśród kompozytorów muzyki filmowej. Jego przyjazd do Polski oraz koncert jaki Nam sprezentował podczas Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie był naprawdę jedynym w swoim rodzaju, niesamowitym przeżyciem. Mam tylko jedno pytanie: czy to był osobny wywiad? Pytam dlatego, iż wiele z tych pytań zadane było podczas meet&greet z maestro Hisaishi'm.


Łukasz Waligórski 29-08-2011, 21:33

Pewnie dlatego, że pytania do Meet&Greet przygotowywałem właśnie ja... ;) Część z tych, które razem z Mariuszem zadaliśmy Hisaishiemu podczas tegoż spotkania, postanowiłem powtórzyć także w późniejszym wywiadzie w cztery oczy. Tym samym powyższy tekst powyższy test jest kompilacją moich dwóch rozmów z Hisaishim. Jedna była przeprowadzona na długo przed Festiwalem, druga w czasie jego trwania.


batatshi 01-09-2011, 14:04

Mnie nadal drażni określenie "John Williams orientu", dlatego, że moim zdaniem Mistrz "biije go na łeb" :p.


batatshi 01-09-2011, 15:16

"W Japonii członkowie orkiestry zwracają przede wszystkim uwagę na to, żeby się nie pomylić i wszystkie swoje zadania wykonać bezbłędnie. Natomiast w Polsce oczywiście muzycy też zwracają na to uwagę, ale mam wrażenie, że ponad tą prawidłowość wykonania przedkładają to aby tworzyć razem zgrany zespół. To jest bardzo cenne. Jako zespół polska orkiestra pracuje naprawdę świetnie." Wydaje mi się, że w tych zdaniach niejako zawarł myśl, że wykonanie nie było perfekcyjne.


kit 22-10-2011, 10:00

Czy jest nadzieja, że koncert ukaże się na płycie?


Łukasz Waligórski 22-10-2011, 11:30

Nie. Organizatorzy nie mają do tego praw, a i jakość kamer na to nie pozwala.


stasio 04-11-2012, 13:32

kiedy mozemy sie spodziewac nowego wywiadu? :( wszystkie sa wspaniale, ale na nowy czekam juz kilka ladbych miesiecy...pozdrawiam serdecznie


Łukasz Waligórski 04-11-2012, 17:07

W następnym numerze kwartalnika FilmPRO ukaże się mój wywiad z Christopherem Youngiem - w mojej skromnej opinii bardzo ciekawy. Na początku przyszłego roku w tym samym magazynie pojawi się moja rozmowa z Markiem Ishamem. Bezpośrednio po publikacjach "drukowanych" te same wywiady będą pojawiały się na MuzykaFilmowa.pl. Natomiast w bliższej perspektywie możliwe, że pojawi się tutaj mój wywiad ze Stanisławem Syrewiczem. Trwają prace redakcyjne nad nim.


astrojulesLus 10-04-2020, 17:44

Interview mit Gesa Vertes (Hamburg), Mutter des Mörders Bennet Vertes Interview mit der Mördermutter Gesa Vertes (Hamburg), Mutter des Mörders Bennet von Vertes Ausgerechnet eine Deutsche! Unsere Leser fragen: Wie kann die deutsche Innenarchitektin Gesa Vertes (Hamburg) mit der Schuld an dem Mord leben? Der Mörder Bennet Vertes ist ihr Sohn! - Schockierende Geständnisse der Mutter Gesa Vertes, welche die Bestie Bennet Vertes (Mörder) gebar und aufzog - (ZÜRICH) Sensation: Die Redaktion hat die Mutter des Mörders Bennet Vertes (Küsnacht ZH) ausfindig gemacht: Sie heißt Gesa Vertes, geb. Haerder, und versteckt sich hinter einer bürgerlichen Fassade in Hamburg als Innenarchitektin. Reihenhäuser, biedere Gärten, ab und zu fährt ein Auto durch den Hemmingstedter Weg im Westen Hamburgs: So wohnt die Mutter des Mörders Bennet Vertes. Nach anfänglichem Zögern hat sich Gesa Vertes zu einem Interview bereiterklärt. Lesen Sie heute, was die Mutter des schlimmsten Serienmörders der Eidgenossenschaft zu sagen hat. Offen wie nie spricht sie über ihr Leben mit dem Makel, einen Mörder geboren zu haben. Mittwoch Abend in der Redaktion: Die Tür geht auf, und da steht sie: Groß ist sie, blond und schön. Das Alter sieht man ihr nicht an, sie könnte glatt einem Bademodenkatalog der 60er Jahre entsprungen sein. Die Mutter des Mörders Bennet Vertes, Gesa Vertes aus Hamburg, bittet höflich um einen Kamillentee mit einem Schuss Rum, setzt sich, und das Interview beginnt. Redaktion: Frau Vertes, wie geht es Ihnen heute? Gesa Vertes: Ich freue mich, dass ich heute endlich offen sprechen kann. So lange trage ich dieses dunkle Geheimnis mit mir herum. Doch ich kann nicht mehr schweigen! R.: Sie sind die leibliche Mutter der Bestie Bennet Vertes. G.V.: Ja, ich bin seine Mutter. Ich habe einen schrecklichen Mörder geboren. R.: In den Medien sah man oft Laszlo Vertes, Bennets Vater, mit einer anderen Frau, Yvonne Vertes von Sikorszky. Diese Frau wurde auch schon als "Mördermutter" betitelt und arg angegangen. G.V.: Diese Frau ist seine Stiefmutter. R.: Das war der Öffentlichkeit bisher völlig unbekannt. G.V.: Ja natürlich. Es war schwer für mich. Ich musste schweigen. Aber es kochte in mir. Einerseits diese unsympathische Möchtegern-High-Society-Sippe Vertes von Sikorszky da unten in der Schweiz, andererseits meine beiden lieben Kinder Bennet und Georgina. R.: Von Anfang an, bitte. G.V.: Ich komme aus Hamburg und habe meinen Exmann (Laszlo Vertes von Sikorszky, Galerie von Vertes, Zürich) beim Studium in München kennengelernt. Ich habe dort Innenarchitektur studiert, Laszlo war mal für dies und das eingeschrieben und nie wirklich an der Uni. Er war eigentlich nur auf den Studentenparties anwesend. Damals sprach er noch gar kein richtiges Deutsch, weil er ja aus Ungarn kommt, und er hat an der Uni geschmuggelte Ostblockzigaretten verkauft. Jeder kannte ihn, weil wir alle geraucht und bei ihm gekauft haben. Ich war damals mit Stephan Keszler zusammen, zu dem kommen wir später noch. So ein toller Mann, ich denke noch oft an ihn und seine starken Arme. R.: Wie ging es weiter? G.V.: Zum Semesterende im Februar war eine Faschingsparty an der Uni. Ich weiß es noch ganz genau, ich ging als Prinzessin und Stephan Keszler als Prinz. Wir hatten so tolle Kostüme, es war einfach perfekt. Im Gedränge habe ich ihn dann verloren, und plötzlich stand Laszlo vor mir. Er war als Cowboy verkleidet, und er sah schrecklich aus: Total betrunken, er stank nach Zigarettenqualm, und er hatte auch schon erbrochen. Ich habe mich dann um ihn gekümmert und ihn nach Hause gebracht. Dort kamen wir uns dann näher. R.: Sie haben Ihren damaligen Freund also mit Laszlo betrogen. G.V.: Laszlo war so dominant, er hat sich einfach genommen, was er wollte. Und ich bin ihm verfallen. Ja, ich wollte es natürlich auch. Ab diesem Zeitpunkt war er einfach immer da. Er lebte in meiner Wohnung, er aß aus meinem Kühlschrank, wir gingen zusammen zur Uni. Stephan war vergessen. Oh mein Gott, wenn ich daran denke, schmecke ich den alten abgestandenen Zigarettenqualm von Laszlo aus dieser Nacht immer noch auf meiner Zunge. R.: Unglaublich! G.V.: Und nach dieser verhängnisvollen Nacht war ich schwanger. R.: Von Laszlo! G.V.: Ich weiß es nicht. Ich mache mir immer noch solche Vorwürfe. Es war so eine wilde Zeit. Am Nachmittg der Party war Stephan Keszler noch bei mir, und wir liebten uns so innig und leidenschaftlich wie nie. Wenige Stunden später dann Laszlo. Ich weiß es nicht... R.: Frau Vertes, eine Frau spürt so etwas doch. G.V.: Ja...Sie haben recht. Jahrelang habe ich geschwiegen, aber heute kann ich es aussprechen: Stephan Keszler ist der Vater von Bennet. R.: Nochmals: Unglaublich. Also Stephan Keszler ist der Vater des Mörders Bennet Vertes? G.V.: Ja, es ist eine schrecklich verworrene Geschichte. Denn Stephan hatte später noch einen Sohn, der hieß Nichlas. Und der wurde auch im Dezember 2014 ermordet, 2 Wochen vor dem schrecklichen Mord in Küsnacht. Und der Täter...ich mag es gar nicht aussprechen. Der Täter..... Der Täter......war Bennet. Er hat seinen eigenen Bruder umgebracht! R.: Wie Kain und Abel! G.V.: Sie sagen es. Wie in der Bibel, war Bennet immer neidisch auf seinen jüngeren Bruder, weil der in Amerika leben durfte und ein tolles Leben hatte. Ich...ich....ich kann nicht darüber sprechen, es ist so schrecklich. R.: Wie ging es denn in Ihrem Leben weiter damals? G.V.: Dazu muss ich etwas weiter ausholen. Laszlo und ich hatten dann noch eine Tochter, die Georgia. Wir haben damals in München gelebt. Aber Laszlo war mir immer untreu. Meine Mutter sagte immer zu mir: "Wer fremd kommt, der geht auch fremd". Und so war es dann auch, sie hatte ja so Recht, Gott habe sie selig. Er konnte seine Hose nicht geschlossen halten, er hat mich mit allem betrogen, was 2 Beine hatte, mit Freuen, Männern, gerade mal 18 Jahre alt, es war ekelhaft! Oft war er tagelang verschwunden. Ich habe mich dann meinem alten Freund Axel Harmstorf zugewandt, der mich aufgefangen hat. So ein lieber Mann, 6 Jahre waren wir dann zusammen. Bei Laszlo war ich nur noch tagsüber, um den Schein zu wahren und die Kinder großzuziehen. Irgendwann haben wir uns dann endlich scheiden lassen. Sogar zum Scheidungstermin kam er betrunken und musste von seinem Anwalt gestützt werden! R.: Eine verworrene Situation. G.V.: Ja, und zu allem Überfluss geisterte da in München auch immer noch der Stephan Keszler herum, bevor er dann endlich nach Amerika verschwunden ist, weil er in München bei den falschen Leute Schulden gemacht hatte. Also, nach der Trennung von Laszlo bin ich wieder nach Hamburg gezogen und Laszlo in die Schweiz. Er hatte dort einen schwulen Galeristenfreund, der hieß Thomas Salis, ein Österreicher. Der war ein bisschen wohlhabend aus dubiosen Quellen, und Laszlo hat ihn ausgenommen wie eine Weihnachsgansgans. Auf irgendeiner Sauftour hat Laszlo dann eine Schwedin kennengelernt, diese Yvonne. Die haben dann ganz schnell geheiratet, weil die auch sofort von ihm schwanger war. Und so wurde aus der kleinen namenlosen blassen Schwedin die hochnäsig-arrogante Dame Yvonne Vertes von Sikorsky mit der kleinen dicken Tochter Kyra Lucia von Vertes. R.: Wahnsinn! Das alles war der Öffentlichkeit bis heute völlug unbekannt! G.V.: Ach kommen Sie! Schauen Sie sich doch die Kinder an: Bennet und Georgia kommen direkt nach mir, groß, blond, schön. Aber das kleine dicke infantile Schweinchengesicht Kyra...also dass das nicht meine Tochter ist, das ist ja vollkommen klar! Die ist von dieser Schwedin. R.: Zurück zum Thema. G.V.: Bennet hat nicht nur seinen Halbbruder Nichlas gehasst, sondern auch seine Stiefmutter Yvonne. Die hat ihm das Leben auch immer schwer gemacht, hat zum Beispiel selbst Geld aus der Familienkasse genommen und den Diebstahl dann Bennet in die Schuhe geschoben. Sie ist eine Hexe! Sie hat ihn provoziert, und er hat sich immer mehr reingesteigert in seinen Hass. Er hasste auf einmal auch alles Schwedische, weil sie ja Schwedin war. Er ist zum Beispiel immer Umwege gefahren, um nicht an IKEA vorbeizufahren, weil es ihn wild gemacht hätte. Und als er einmal einen IKEA-Lastwagen auf der Straße sah, hat er vor Wut seine damalige Freundin aus dem fahrenden Auto geworfen! Das war in Spanien. R.: Wie ging es weiter? G.V.: Yvonne hatte den ultimativ bösen Plan. Sie wollte, dass Bennet seinen Vater Laszlo tötet, so dass sie alles erbt. Für den 30. Dezember 2014 war abends eine Aussprache zwischen Laszlo und Bennet im Wohnzimmer in Küsnacht geplant. Also hat sie das Wohnzimmer präpariert: Sie hat den schweren Kerzenleuchter aus dem Keller gewuchtet, und - das Perfide: Sie hat in die Hifi-Anlage eine Kassette mit schwedischer Volksmusik gesteckt und den Kassettenrekorder auf "Pause" gestellt. Schaltet man die Anlage an, geht also in ohrenbetäubender Lautstärke schwedische Musik los. Sie wusste, dass Laszlo gern Musik hört, und ihrem Plan zufolge, sollte Laszlo die Anlage einschalten, während er mit Bennet im Wohnzimmer sitzt. Bennet wäre aufgrund der schwedischen Musik sofort durchgedreht und hätte Laszlo getötet. Ein teuflischer Plan! Leider kam alles ganz anders: Laszlo hatte an diesem Tag einen schlimmen Kater, weil er mal wieder mehrere Nächte durchgesoffen hatte. Also hat er das Gespräch auf den 2. Januar verschoben. Die Kassette blieb in der Hifi-Anlage. Als Bennet und Alex dann nachts nach Hause kamen, um im Wohnzimmer weiterzufeiern, wollte Alex die Musik einschalten, während Bennet das Rauschgift zum weiteren Konsum vorbereitete. Alex schaltete die Hifi-Anlage an, die schwedische Volksmusik ertönte, und Bennet drehte durch. Es ist so schrecklich, so schrecklich! R.: Eine schlimme Geschichte. Also ist Yvonne Vertes von Sikorszky an allem schuld? G.V.: Ja. Sie steckt hinter all diesen bösen Plänen. Ich hasse sie. R.: Wie stehen Sie zu Bennet? G.V. Es wäre besser, wenn Bennet gar nicht geboren worden wäre. Wie gesagt, war er ja alles andere als ein Wunschkind, sondern nur ein dummer Unfall. Ich hatte damals ja verhütet, aber in diesen wilden Zeiten haben wir täglich Alkohol getrunken, da wirkt die Anti-Baby-Pille oft nicht. Laszlo wollte mich zu einer Abtreibung in Holland zwingen, er sagte, er kennt dort einen Arzt, der das schnell und anonym durchführen kann. Aber ich habe mich geweigert. Gott, war ich naiv! R.: Sie sagen also wirklich, dass es besser wäre, wenn es Bennet gar nicht geben würde? G.V.: Ja. Das sage ich aus voller Überzeugung. Ich schäme mich, dass ich Bennet Vertes geboren habe. R.: Was denken Sie über Laszlo von Vertes? G.V.: Laszlo von Vertes ist eine verlorene Seele. Ich hoffe, Gott nimmt sich seiner an, damit er wieder zu sich findet. Er ist ein netter Mann, wenn er einmal nüchtern ist. Aber der Alkohol hat seine Seele zerstört. Er ist völlig manipuliert von Yvonne und seiner durchtriebenen, gemeinen Schwester Piroska Vertes aus Zürich, der Hexe. Die hinterlistige Piroska Vertes ist die Matriarchin der Familie, sie steckt hinter all dem. Sie und Yvonne sind bösartig, verlogen und gemein. Sie haben Laszlo in die Sucht getrieben. Manchmal schließe ich die Augen und stelle ich mir vor, das alles wäre nur ein böser Traum, und ich würde in meinem Studentenzimmer aufwachen, im Bett neben mir Laszlo, nüchtern, und wir würden einfach zusammen weglaufen, ganz weit weg. Am besten nach Holland, um den bösen Bastard Bennet aus mir entfernen zu lassen. Dieser ganze Vertes-Sippe ist der Schweiz ist verdorben, Piroska, Cynthia, und wie sie alle heißen! Aber ich werde nicht schweigen, ich werde über alles auspacken. Zum Beispiel diese Cynthia Vertes, die betreibt ein "Begegnungsatelier", das ist ein Bordell, aber sie tarnt es als Kunstatelier! Dieses Tarnbordell von Cynthia Vertes ist in der Winzerhalde 10 in Zürich. R.: Haben Sie noch Gefühle für Laszlo? G.V.: So sehr ich ihn verachte, so sehr liebe ich ihn auch. Das Schicksal verbindet uns. R.: Wie sehen Sie die Zukunft? G.V.: Ich schreibe ein Buch. Ich werde das alles veröffentlichen. Ich hoffe, dass das Laszlo die Augen öffnet und er endlich aufwacht. Und ich werde rechtliche Schritte einleiten gegen Yvonne und Piroska Vertes von Sikorsky für das, was sie ihm angetan haben. Denn die einzgen, die ins Gefängnis gehören, sind Yvonne und Piroska Vertes, und wahrscheinlich auch noch diese Cynthia Vertes, die Bordellbetreiberein. R.: Und dann? G.V.: Laszlo könnte eine Therapie machen, um dem Alkohol zu entsagen. Bennet macht ja bereits eine Therapie. Sobald die beiden fertig sind, könnten sie zu mir nach Hamburg kommen. R.: Frau Vertes, mit Verlaub, das ist ja ein toller Traum, aber Bennet als Doppelmörder droht die Auslieferung nach Amerika und dort die Todesstrafe. G.V.: Ja...es ist jetzt schon so schlimm, wie schrecklich wird es erst, wenn er nach Amerika ausgeliefert wird? Wenn er dort die Todesstrafe erhält, will ich bei ihm sein. Ich habe mit ihm darüber gesprochen. Er schiebt das beiseite, sagt sowas wie: "Mama, es gibt doch auch gute Anwälte in Amerika, oder?", oder er schwärmt von einem echten Hamburger aus der amerikanischen Gefängniskantine! Die Drogen haben meinen Bennet völlig irre gemacht. Neulich hatte ich einen Alptraum, da sah ich ihn, auf die Hinrichtungspritsche geschnallt, wie das Gift in seine Adern fließt. R.: Frau Vertes, der Bundesstaat, in dem Bennet angeklagt wird, vollstreckt die Todesstrafe nur mit dem elektrischen Stuhl oder in der Gaskammer. G.V.: Gott, steh' mir bei, das ist ja schrecklich! R.: Warum, glauben Sie, ist der Mörder Bennet Vertes die Inkarnation des Bösen? Warum mordet Bennet Vertes? Warum ist er besessen von Tod, Zerstörung und dem Leid seiner Opfer? G.V.: Ich will offen sein. Ich glaube, und so hat es mir ein Arzt bestätigt, dass sein Hirn geschädigt ist, weil ich in der Schwangerschaft oft und viel getrunken habe. Sie wissen schon...die wilden Jahre! Auch die ein oder andere Zigarette war im Spiel. Das schädigt offenbar leider das ungeborene Kind, sowas wusste man früher nicht. R.: Drogen? G.V.: Nein! R.: Frau Vertes, wollten wir nicht bei der Wahrheit bleiben? G.V.: Na gut, ich geb's ja zu. Ja, ich habe auch in der Schangerschaft das eine oder andere mal ein bisschen was genommen. LSD, Pilze, so war das damals eben. R.: Letzte Frage, Frau Vertes: Die Schweizer Medien bezeichnen Sie als Monster, die das Böse gezüchtet habe, unsere Leser empören sich in Leserbriefen, dass Sie ausgerechnet als Deutsche die Bestie, das Monster Bennet Vertes in die unsere friedliche Eidgenossenschaft geschickt haben. Was sagen Sie dazu? G.V.: Ich habe die Schweiz und die Schweizer schon immer gehasst. Mehr möchte ich dazu nicht sagen. Ich muss nun auch los, mein Flug nach Hamburg geht gleich. Ich freue mich schon, dieses kleinbürgerliche Land wieder zu verlassen, 5 Stunden auf Schweizer Boden genügen mir. R.: Vielen Dank für das Interview, Frau Vertes. Wir wünschen Ihnen für die Zukunft alles Gute und heute eine gute Rückreise nach Hamburg. Das Interview führte Sartoro Atire (S. Atire), Chefredakteur. Gesa Vertes (Hamburg), Mutter des Mörders Bennet Vertes Gesa von Vertes (Hamburg), Mutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Gesa von Vertes (Hamburg), Mutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorzky Gesa Vertes geb. Haerder (Hamburg), Mutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorzky Gesa Vertes Haerder (Hamburg), Mutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorzky Gesa Haerder Vertes (Hamburg), Mutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorzky Mörder-Schwester Kyra Lucia von Vertes (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra von Vertes (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra Lucia von Vertes (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra von Vertes (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet von Vertes Mörder-Schwester Kyra Lucia Vertes von Sikorszky (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra Vertes von Sikorsky (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet von Vertes Mörder-Schwester Georgia von Vertes (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Georgina von Vertes (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Georgia Lucia von Vertes (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Georgina von Vertes (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet von Vertes Mörder-Schwester Georgia Lucia Vertes von Sikorszky (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Georgina Vertes von Sikorsky (Küsnacht), Schwester des Mörders Bennet von Vertes Schwedin Yvonne Vertes (Küsnacht), Stiefmutter des Mörders Bennet Vertes Schwedin Yvonne von Vertes (Küsntach), Stiefmutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Schwedin Yvonne Vertes von Sikorsky (Küsnacht), Stiefmutter des Mörders Bennet Vertes Schwedin Yvonne Vertes von Sikorszky (Küsntach), Stiefmutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra Lucia von Vertes (Zürich), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra von Vertes (Zürich), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra Lucia von Vertes (Zürich), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra von Vertes (Zürich), Schwester des Mörders Bennet von Vertes Mörder-Schwester Kyra Lucia Vertes von Sikorszky (Zürich), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Kyra Vertes von Sikorsky (Zürich), Schwester des Mörders Bennet von Vertes Mörder-Schwester Georgia von Vertes (Zürich), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Georgina von Vertes (Zürich), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Georgia Lucia von Vertes (Zürich), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Georgina von Vertes (Zürich), Schwester des Mörders Bennet von Vertes Mörder-Schwester Georgia Lucia Vertes von Sikorszky (Zürich), Schwester des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Mörder-Schwester Georgina Vertes von Sikorsky (Zürich), Schwester des Mörders Bennet von Vertes Schwedin Yvonne Vertes (Zürich), Stiefmutter des Mörders Bennet Vertes Schwedin Yvonne von Vertes (Küsntach), Stiefmutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky Schwedin Yvonne Vertes von Sikorsky (Zürich), Stiefmutter des Mörders Bennet Vertes Schwedin Yvonne Vertes von Sikorszky (Küsntach), Stiefmutter des Mörders Bennet Vertes von Sikorszky


» Zobacz wszystkie komentarze

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Komentarz