Start | Recenzje | Artykuły | Koncerty | Kompozytorzy | Nuty | Konkursy | Media | Linki

O stronie

Artykuły

 

I znowu Oscary! Ileż to już analiz, dyskusji i recenzji zostało zadedykowanych tej upragnionej, złotej statuetce, będącej wyznacznikiem najwyższego prestiżu w amerykańskim showbiznesie? Chyba nikt nie jest tego w stanie zliczyć. Osobiście już piąty raz z rzędu zabieram się analizowanie muzycznych nominacji do Oscara, starając się znaleźć choć krztę sensu w wyborach Amerykańskiej Akademii Filmowej. Mimo rosnącego doświadczenia, osłuchania i dyskusji ze znawcami, nie staje się to jednak ani trochę łatwiejsze. Nieprzewidywalność jest bowiem jedynym stałym wyznacznikiem muzycznych Oscarów.

Trudno oscarowy konkurs nazwać podsumowaniem roku w muzyce filmowej. Z pewnością jest to okazja do małego resume, które jednak trzeba ograniczyć tylko do produkcji amerykańskich. Takie kryterium kompletnie dyskredytuje Oscary z rzeczywistej oceny rozwoju i stanu współczesnej muzyki filmowej, bowiem znacznie więcej naprawdę wartościowych ścieżek dźwiękowych powstaje poza USA. Podobnie było i w roku 2009 – zdecydowana większość godnych uwagi dźwięków została skomponowana ma potrzeby kina europejskiego i azjatyckiego. Mimo to Hollywood zawsze będzie zwracało więcej uwagi, a powstające tam ścieżki dźwiękowe doczekają się większej ilości wydań, recenzji i nagród.

Zresztą analizując rodowody kompozytorów odnoszących największe sukcesy w USA można dostrzec, że niewielu jest wśród nich Amerykanów. Wartość hollywoodzkiej muzyki filmowej wynika z kosmopolityzmu tego miejsca oraz obietnicy sławy i bogactwa, które przyciągają najbardziej utalentowanych twórców. To właśnie oni utrzymują poziom artystyczny, tego gigantycznego przemysłu filmowego, na minimum przyzwoitości. To dzięki Francuzom, Hiszpanom, Niemcom, Włochom, Japończykom i Polakom muzyka filmowa w Hollywood nadal ma czym zachwycić.

O nominację do Oscara za najlepszą muzykę ubiegało się w tym roku około 80 prac. Liczba ta była wynikiem przedziwnych dyskwalifikacji i niezrozumiałych kryteriów według, których ścieżki dźwiękowe były w ogóle brane od uwagę. Wśród warunków koniecznych do spełnienia znalazł się między innymi zapis o tym, że muzyka do konkursu oscarowego może być zgłoszona wyłącznie przez jej kompozytora. Z wyścigu o nagrodę zostały wykluczone między innymi takie prace jak "Agora" Dario Marianelliego, "Księżniczka i żaba" Randy'ego Newmana i wiele, wiele innych niezwykle wartościowych prac. Wśród faworytów znalazł się oczywiście Alexandre Desplat, który zaproponował Akademii aż 5 swoich prac…

Ogłoszone 2 lutego nominacje były tradycyjnie mieszanką rozczarowania i bezsilności. Z jednej strony znalazły się w tym gronie prace, które były tu spodziewane i niechciane. Jednocześnie Akademia wskazała też na ścieżki dźwiękowe kompletnie zaskakujące i niezrozumiałe. Innymi słowy – tradycji stało się zadość.


"Hurt Locker" – Marco Beltrami & Buck Sanders
Szanse na Oscara:
Ocena muzyki:

Dla Marco Beltramiego jest to juz druga nominacja do Oscara w jego krótkiej karierze (po "3:10 to Yuma" w roku 2008). Kompozytor, będący uczniem wielkiego Jerry’ego Goldsmitha, powoli pnie się po szczeblach sławy, ostrożnie wybierając projekty, w które się angażuje. I trzeba przyznać, że są to projekty wyróżniające się na tle hollywoodzkiej papki. Mimo że w większości to filmy sensacyjne, fantastyczne lub horrory, różnią się one od znanych szablonów, dając też spore pole do popisu dla kompozytora. Ten niestety niekoniecznie potrafi wykorzystać to w odpowiedni, dla własnej promocji sposób, przedkładając funkcjonalność muzyki ponad swobodę jej wypowiedzi.

"Hurt Locker" jest przykładem ścieżki dźwiękowej, która w odpowiedni i inteligentny sposób ilustruje specyficzny film. Samej muzyce daleko jednak do spektakularności. To praca niemal onomatopeiczna, tak bardzo zlewająca się z warstwą dźwiękową filmu, że niemal wcale w nim niezauważalna. Jedynie drobne zabiegi polegające na wprowadzeniu zarysów dalekowschodnich instrumentów i harmonii, dają niejasny kontakt z fabułą filmu i jego miejscem akcji. Lwia część tej ścieżki dźwiękowej to ambient, za który odpowiada Buck Sanders – wieloletni asystent Beltramiego. Wsłuchując się w ten element muzyki można zauważyć, że kompozytorzy postarali się aby i tutaj słyszalne było indywidualne podejście do każdego dźwięku. Słuchając tej ścieżki dźwiękowej poza filmem, jedynie jej organiczna i chropowata faktura zwraca uwagę. Jest niczym łamigłówka, która każe zastanawiać się nad sposobami, w jakie kompozytorzy tworzyli konkretne brzmienia. W filmie z kolei odpowiada ona za kreowanie dusznej atmosfery i nieustannego napięcia, które są synonimem sytuacji jego głównego bohatera – sapera rozbrajającego miny w Iraku.

Nominacja dla "Hurt Locker" wydaje się być jedynie fragmentem większego planu, który ma zwrócić uwagę szerszej publiczności na ten film. Muzyka Beltramiego i Sandersa zapewne ma swoją wartość i znaczenie, jednak nie usprawiedliwiają one znalezienia się tej pozycji wśród nominacji. Zresztą niewiele jest tu elementów, które pozwalają nazwać dzieło dwójki kompozytorów muzyką... Tym bardziej niezrozumiałe byłoby jej zwycięstwo.


"Fantastyczny Pan Lis" – Alexandre Desplat
Szanse na Oscara:
Ocena muzyki:

To że Alexandre Desplat będzie nominowany do Oscara było niemal pewne. To najbardziej pracowity kompozytor roku 2009, który za swoje prace zbiera same przychylne opinie krytyków. Jedyne pytanie dotyczyło filmu, za który tę nominację otrzyma. Jak się okazało, wyróżnienie to zdobył najmniej oczekiwany tytuł - "Fantastyczny Pan Lis". Praca ta jest kompletną alternatywą dla stylu Desplat. Francuz słynie z eleganckich, dostojnych i świetnie przemyślanych ścieżek dźwiękowych, które nawet pozbawione obrazu potrafią wprowadzić słuchacza w niezwykły trans. "Fantastyczny Pan Lis" jest tego całkowitym zaprzeczeniem. To już trzecia nominacja do Oscara dla tego kompozytora.

To praca zabawna, pełna luzu i zwady, kojarząca się z przygrywkami wiejskich muzyków, gdzieś na amerykańskiej prowincji. Jej funkcja w filmie jest czysto ilustracyjna i podporządkowana piosenkom będącym głównym głosem ścieżki dźwiękowej. Desplat doskonale dostosowuje się do koncepcji obrazu chowając własną ambicję i tworząc serię symbolicznych utworów, które swoją jowialnością grubą kreską zarysowują główne postaci i wydarzenia filmu. Miejscami jego muzyka sprowadza  się raptem do łącznika pomiędzy kolejnymi piosenkami. Takie posunięcie świadczy o niezwykłej intuicji Francuza, który potrafi doskonale wyczuć potrzeby nawet tak nieszablonowego obrazu jak "Fantastyczny Pan Lis". Jego pełna nawiązań i archetypów praca świadczy też o muzycznej erudycji kompozytora. To również ciekawa alternatywa dla "Up" w kontekście muzycznej koncepcji filmu animowanego.

Oceniając tegoroczne szanse Alexandre’a Desplat na Oscara, trzeba pamiętać także o jego innych najświeższych dokonaniach, które wyniosły Francuza na niezwykle wysoką pozycję w hierarchii Hollywood. "Fantastyczny Pan Lis" jest zdecydowanie najbardziej charakterystyczną pracą tego kompozytora z poprzedniego roku, przez co też najbardziej pamiętną i zauważaną – zapewne stąd nominacja. Niemniej nie bez znaczenia pozostaje niezwykła pracowitość Desplat, która może zaskarbić mu głosy wielu członków Amerykańskiej Akademii Filmowej. Zatem mimo pewnego niedowierzania można uznać, że praca ta jest czarnym koniem konkursu - nagroda zaskakująco prawdopodobna.


"Sherlock Holmes" – Hans Zimmer
Szanse na Oscara:
Ocena muzyki:

No i kolejne zaskoczenie – "Sherlock Holmes". Hans Zimmer miał w swojej karierze kilka, zdecydowanie lepszych, prac za które bardziej zasługiwał na Oscara. Niemiec mimo 7 nominacji do tej pory tylko raz zdobył tę nagrodę za "Króla Lwa". Sukces "Sherlocka Holmesa" (bo to zdecydowany sukces) jest zapewne wynikiem przedziwnej kampanii promocyjnej prowadzonej przez samego kompozytora i jego współpracowników. Dziesiątki wywiadów, telewizyjne dokumenty o tworzeniu tej muzyki, zaangażowanie wykonujących ją muzyków i w końcu specjalna strona internetowa poświęcona kulisom jej powstawania sprawiły, że ostatnie tygodnie wręcz kipiały od najświeższych wieści ze studia Remote Control.

"Sherlock Holmes" pod względem muzycznym jest dziełem zadziwiającym i niezrozumiałym. To doskonały przykład muzyki przeintelektualizowanej, która potrzebuje długich tłumaczeń jej twórcy, aby została zrozumiana. Hans Zimmer skwapliwie wcielił się w rolę edukatora, w licznych wywiadach tłumacząc każdą nutę tematu przewodniego, źródła inspiracji i przyczyny zatrudnienia konkretnych muzyków. Mimo to do tej pory zagadką zostaje dlaczego w filmie o XIX-wiecznym Londynie znalazła się muzyka cygańska i bałkańska przerobiona na ragtime. Wątpliwe połączenie faktury muzyki z czasem i miejscem akcji filmu ma jednak pewną zaletę – podkreśla komizm całego dzieła. "Sherlock Holmes" jest bowiem bardziej komedią przygodową niż filmem detektywistycznym, a muzyczny folklor ilustrujący wszelkie sceny walki i pościgów, tylko tę koncepcję podkreśla. Pod tym względem trzeba przyznać że Zimmer stworzył coś nowego, oparł się archetypom i być może osiągnął zamierzony efekt.

Szanse na Oscara dla Hansa Zimmera są w tym roku niewielkie. Mimo usilnych starań promocyjnych, kilku teledysków i licznych wywiadów, wartość muzyki z "Sherlocka Holmesa" nie wzrasta. Jest to jedna ze słabszych prac tego kompozytora w ostatnim czasie, która zdecydowanie na taką nagrodę nie zasługuje. W Oscarowych szansach wyprzedza chyba tylko anonimowe "Hurt Locker" ale i to nie jest wcale takie pewne.


"Up" – Michael Giacchino
Szanse na Oscara:
Ocena muzyki:

Otwieram lodówkę, a tu Michael Giacchino – chyba wielu osobom w ostatnim czasie przeszła przez głowę taka myśl. Amerykański kompozytor zgarnia w tym roku wszystkie najważniejsze nagrody, udowadniając, że najlepsze ścieżki dźwiękowe ciągle powstają do animacji. Nominacja za "Up" jest jego drugą w karierze, po "Ratatuj" z roku 2007. I tym razem Giacchino jest wymieniany w roli faworyta.

Amerykański kompozytor ma niezwykłą umiejętność tworzenia urzekającej narracji muzycznej, która w filmach animowanych stanowi podstawę ścieżek dźwiękowych. Jego praca do "Up" mimo swojej funkcji ilustracyjnej, świetnie sobie radzi także poza obrazem, co dodatkowo świadczy o wartości tej muzyki. Piękny orkiestrowy styl i melodyjność po raz kolejny przywodzą na myśl ścieżki dźwiękowe Alana Menkena, które dwie dekady temu hurtowo zgarniały Oscary. Dodatkowym atutem "Up" jest stylizacja, która umiejscawia film gdzieś w latach 30' - to niewątpliwy atut podnoszący walory całego filmu i wzbogacający jego uniwersum. Mimo że w muzyce Giacchino nie ma nic rewolucyjnego, odkrywczego ani nowatorskiego, to posiada ona autorski rys kompozytora, który zwiewnością swoich melodii potrafi zauroczyć. Jest to bez wątpienia jedna z lepszych i barwniejszych prac Amerykanina, która zasługuje na nagrody i wyróżnienia jakie zdobywa.

Zapewne nikt nie miałby nic przeciwko gdyby to właśnie Giacchino otrzymał Oscara. Amerykanie są zakochani w filmie "Up", a ścieżka dźwiękowa bez wątpienia przyczyniła się do tego uwielbienia. Nagroda dla tego kompozytora byłaby pierwszą od wielu lat dla twórcy muzyki filmowej z USA, co nie pozostaje bez znaczenia. Także, niezwykle kosmopolityczna, Amerykańska Akademia Filmowa może być pod wrażeniem osobowości Giacchino, który niczym duże dziecko cieszy się ze wszystkich sukcesów. Innymi słowy zarówno biorąc pod uwagę wartość artystyczną muzyki do "Up" jak i wszelkie poboczne, niemuzyczne atuty amerykańskiego kompozytora, to właśnie on jest głównym faworytem do Oscara - zarówno ekspetów jak i publiczności.


"Avatar" – James Horner
Szanse na Oscara:
Ocena muzyki:

Ileż to już razy James Horner był skreślany przez entuzjastów muzyki filmowej? Przez ostatnich 10 lat nie było ścieżki dźwiękowej tego kompozytora, która zyskałaby pełne uznanie wśród słuchaczy – zawsze czegoś brakowało. Z czasem Horner zaczął być postrzegany jako muzyczny kopista, naśladujący sam siebie i nie potrafiący sklecić nic, czego nie wymyślił już wcześniej. "Avatar" był chyba ostatnią szansą na odrodzenie tego kompozytora – gigantyczny film, epicka historia i nieograniczony czas na pisanie. O takim projekcie marzy większość twórców muzyki filmowej.

"Avatar" z pewnością nie jest żadną wielką rewolucją w twórczości Jamesa Hornera. To praca solidna, logicznie powiązana z filmem i odpowiednio w nim oddziaływująca. Jednak największym atutem tej muzyki jest niezwykłość samego filmu. Realizacja "Avatara" w innowacyjnej technice 3-D sprawiła, że jego odbiór angażował wszystkie zmysły, wyostrzając uwagę widza i wyolbrzymiając wszystkie wrażenia. Sprawia to że podczas seansu filmu muzyka Hornera staje się nadzwyczaj adekwatna, zauważalna i wartościowa. Żaden z pozostałych, nominowanych w tym roku kompozytorów nie był w stanie osiągnąć takiego rezultatu. Nie zmienia to faktu że ścieżka dźwiękowa z "Avatara" jest pracą dość przeciętną, ciągle będącą jedynie echem najważniejszych prac Hornera.

Innymi słowy to właśnie ten amerykański kompozytor jest cichym faworytem tegorocznego rozstania Oscarów. W mojej opinii jego szanse na wygraną są nawet większe niż w przypadku Michaela Giacchino. Z jednej strony dzieło Hornera ma gigantyczną przewagę wynikającą z wrażeń jakie wywołuje podczas seansu filmu w 3-D. Jednocześnie nominacja ta i ewentualna nagroda może stać się elementem wielkiego zwycięstwa Jamesa Camerona na tegorocznej gali oscarowej, dopełniając jego worek z nagrodami. Wszystko zdaje się przemawiać za wygraną Jamesa Hornera.


Już od 7 lat żaden amerykański kompozytor nie zdobył Oscara, co jest niemałą bolączką tamtejszego środowiska entuzjastów muzyki filmowej. W tym roku nominację zdobyły aż trzy prace twórców z USA, z czego aż dwie wymieniane są w gronie faworytów. Zapewne w oczach wielu ekspertów i krytyków nagrodę zdobędzie Michael Giacchino, który za "Up" otrzymał już wszystkie możliwe wyróżnienia. Oscary jednak nie zważają na tego typu uwarunkowania, podkreślając swoją niezależność i nieprzewidywalność. Dlatego w moim mniemaniu faktycznym faworytem jest James Horner i zapewne to on otrzyma w tym roku Oscara. Czy zasłużenie? To już kwestia gustu i historii, która zweryfikuje wartość nominowanych prac. Prawdziwym zwycięzcą będzie ten tytuł, o którym pamiętać będziemy za jakieś 10 lat... czy jest w tym gronie taki?

Autor: Łukasz Waligórski



 

© MuzykaFilmowa.pl, Łukasz Waligórski