• Highwaymen, The
  • Tom à la ferme
  • State of Play
  • Isle of Dogs
  • BlacKkKlansman
Artykuły

 

WYNIKI GŁOSOWANIA OPINIE GŁOSUJĄCYCH
 

ŁUKASZ WALIGÓRSKI (MuzykaFilmowa.pl)

Dla mnie ubiegły rok jeśli chodzi o muzykę filmową przebiegał pod dyktando dwóch wydarzeń - 4 Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie i Festiwalu Transatlantyk. Oba wydarzenia były okazją do spotkania ze znanymi kompozytorami, porozmawiania z nimi i zrobienia kolejnego kroku w świat muzyki filmowej. Kroku bardzo zmieniającego mój punkt widzenia na rzeczy, co do których bywałem do tej pory dość krytyczny. Rozmowy z Joe Hisaishim, Chrisem Youngiem czy Bartkiem Chajdeckim były bardzo pouczające.

Co do wydanej w ubiegłym roku muzyki filmowej najbardziej do gustu przypadł mi "Ksiądz" Chrisa Younga. Dzieło raczej niezauważone, choć niezwykle bogate. Z zainteresowaniem śledziłem też losy Abla Korzeniowskiego i jego "W.E." - fantastyczna muzyka, którą przyjdzie nam w Resume ocenić dopiero w przyszłym roku...  Nie zawiódł również hiszpański geniusz - Alberto Iglesias. Jego "Szpieg" to istny majstersztyk muzyki filmowej. Pozytywnie zaskoczył mnie też kolejny wychowanek Hansa Zimmera - Henry Jackman. O ile jego mentor zdecydowanie obniżył loty w tym roku, o tyle Jackman powoli wybija się ponad chmarę podłokietników Zimmera... To nazwisko warte uwagi w roku 2012.

MÓJ TOP 2011:
Priest / Drive / Jane Eyre / Midnight in Paris / Rise of the Planet of the Apes / Tinker Tailor Soldier Spy / Water for Elephants / X-Men: First Class

MEFISTO (MuzykaFilmowa.pl / Klub Miłośników Filmu)

To był naprawdę udany rok w muzyce filmowej. Dużo się działo, sporo dobrego się słuchało, co miało związek tyle z kolejną falą świetnych wznowień i re-recordingów starszych prac, co z bardzo wysokim poziomem nowych. Zresztą wystarczy spojrzeć na ilość nominacji w niektórych kategoriach, aby dostrzec, że było w czym wybierać, a konkurencja była w zeszłym roku wyjątkowo silna. Co prawda nie wszyscy zaskoczyli nas pozytywnie (to chyba najsłabszy rok Hansa Zimmera od początku kariery!), a sporemu gronu twórców nie udało się sprostać pokładanym w nich i ich, często arcyciekawych projektach nadziejom, lecz nawet mimo wpadek i rozczarowań mieliśmy do czynienia z bardzo dobrym, stojącym na bardzo wysokim poziomie rokiem ‘filmówki’, która znowuż dała nam mnóstwo wrażeń i jeszcze więcej niesamowitych emocji. I obym za rok mógł powtórzyć te słowa...

MÓJ TOP 2011:
The Artist / The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn / The Greatest Miracle / Hanna / The Help / Jane Eyre / La Ligne Droite / Mission: Impossible - Ghost Protocol / Priest / Soul Surfer

DAMIAN SŁOWIOCZEK (MuzykaFilmowa.pl)

Bardzo możliwe, że ten rok przebrzmiałby we mnie bez echa, gdyby nie kilka wyjątków. Oczywiście najznamienitszy z nich stanowi niezmiennie od lat Festiwal Muzyki Filmowej. Po każdej jego edycji soundtracków słucha się ze zdwojoną przyjemnością, wspominając nie tylko sceny z ukochanych filmów, ale także wspaniałą atmosferę tej imprezy. Wielką przyjemnością była też możliwość uczestniczenia w poświęconym polskim twórcom muzyki filmowej XVI Festiwalu Kompozytorów Polskich w moim rodzinnym mieście, Bielsku-Białej. Pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami rozciągnęła się przestrzeń wysokiej klasy... ale jednak rzemiosła. Zabrakło dzieł zdecydowanie wybijających się ponad dokonania innych, a kompozytorzy trafiający rok w rok do naszego grona "najlepszych" znowu zrobili swoje, aby i w tym roku na liście wylądować. I tak, nutka za nutką, dzień za dniem rok sobie przeleciał.

Po drodze kilka pozytywnych zaskoczeń przyszło z kolei ze strony tych standardowych, ‘najgorszych’. Ramin Djawadi ‘dał radę’ jeśli chodzi o "Fright Night" – ścieżkę bezbłędnie spisująca się w filmie, a i poza nim przynosząca dobrze słuchający się materiał. Tyler Bates także pokazał się z dobrej strony swoją kameralną oprawą (świetnego tak przy okazji) filmu "The Way". Dyskusyjnie najlepszą, ale z pewnością najładniejszą partyturą w karierze uraczył nas także Marco Beltrami, którego "Soul Surfer" to czysta przyjemność. Prawdziwie martwi mnie za to forma faceta, dzięki któremu w ogóle piszę te słowa, czyli Hansa Zimmera. Kompozytor – gigant, który niegdyś wciągnął mnie w świat muzyki filmowej, teraz podpisuje się pod coraz to bardziej przeciętnymi pozycjami, które cechuje mało kreatywna odtwórczość. Weź się w garść Hans!

Koniec roku to natomiast zupełnie inna historia – wyczekiwany powrót Johna Williamsa i dwie ścieżki, które nawet jeśli nie dosięgnęły poziomu jego najlepszych dokonań, to i tak po prostu ‘pozamiatały’. To mógłby być powrót jeszcze huczniejszy, gdyby nie wyciągnięty jak królik z kapelusza "Artysta" Ludovica Bource'a – dla mnie bezsprzecznie urzekająca ilustracja do fenomenalnego filmu.

MÓJ TOP 2011:
The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn / The Artist / Hanna / Hugo / Priest / The Skin i Live In / Soul Surfer / Super 8 / The Tree Of Life / War Horse

BARTOSZ KUŚMIERZ (MuzykaFilmowa.pl)

Kolejny rok upłynął, a wraz z jego końcem nadszedł czas na nasze Resume... W moim przekonaniu 2011 był bardzo słaby. Nie dostaliśmy żadnej pracy wybitnej, zaledwie kilka albumów nazwałbym dobrymi, a większość z ubiegłorocznych pozycji to zwyczajne średniaki. Oczywiście w przeciągu dwunastu miesięcy było też kilka jasnych punktów. Cieszy powrót do pisania Johna Williamsa, świetna forma Patricka Doyle’a i dobra Giacchino oraz Desplata. To jednak zbyt mało by zaliczyć rok 2011 do udanych. Pocieszam się tylko tym, że 2012 ma duże szanse na bycie lepszym. W końcu trudno by był gorszy...

MÓJ TOP 2011:
The Artist / Hugo / Jane Eyre / La Ligne Droite / Mission: Impossible - Ghost Protocol / Priest / Rise of the Planet of the Apes / Soul Surfer / Super 8 / War Horse

ANDRZEJ SZACHOWSKI (MuzykaFilmowa.pl)

Kiedy rok muzyczny jest dla mnie udany? Wtedy, gdy obok, nawet tylko poprawnych, dających czystą, często wstydliwą przyjemność prac starych wyjadaczy i młodszych pretendentów do tego tytułu, trafiają się chociaż najmniejsze niespodzianki. Pomyślność upływu tego czasu wcale nie musi oznaczać pojawienia się dzieła przełomowego czy wielce oryginalnego. Jeden okaz na dziesięć lat wystarczy.

W ubiegłym roku wystarczająco dużo rozrywki dostarczyły mi między innymi "Kung-Fu Panda 2", "The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn", "Arthur Christmas", czy nawet, jako całość rozczarowujący, ale momentami zmuszający do rytmicznego przytupu, "Sherlock Holmes: A Game of Shadows". Zaskoczeniem okazał się zaś Henry Jackman, który pokazał, że w RCP nie brakuje jednak talentów oraz laureat Oscara Ludovic Bource – kolejny przypadek efektownego wejścia na wielki rynek muzyczny.

Nieważne zatem jak wielką klasę pokazują kompozycje. Ważne, żeby było o czym pisać.

MÓJ TOP 2011:
The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn / The Artist / Hugo / Kung-Fu Panda 2 / Mission Impossible: Ghost Protocol / War Horse / X-Men First Class

MACIEJ WAWRZYNIEC OLECH (MuzykaFilmowa.pl)

Zwykle rozpisywałem się niemiłosiernie w muzycznych podsumowaniach. Tym razem tak nie będzie, gdyż szczerze nie ma za wiele co pisać o poprzednim roku w muzyce filmowej. Trudno też powiedzieć w jakim kierunku zmierza muzyka filmowa. Komercyjne sukcesy, ale też, o dziwo, uznanie krytyków dla prac Cliffa Martineza czy Trenta Reznora i Atticusa Rossa malują niezbyt wesołą przyszłość, kiedy za oprawę muzyczną do filmu starcza zwykła plama dźwięku. Z drugiej jednak strony deszcz nagród dla "Artysty" Ludovica Bource’a, który jest niczym innym, jak udaną imitacją dawnych ścieżek dźwiękowych, świadczy o ukrytej tęsknocie za klasycznymi oprawami muzycznymi. Być może dlatego najjaśniejszym punktem ostatnich miesięcy był bez wątpienia powrót Johna Williamsa po prawie 3-letniej przerwie. Słynny amerykański kompozytor swoimi pracami do filmów Spielberga, "Tintin" i "War Horse" udowodnił, że mimo zaawansowanego wieku wciąż, jak mało kto zna się na komponowaniu. I choć trudno mówić o jakichś wybitnych czy rewolucyjnych pracach Maestro, to bez wątpienia można nazwać rok 2011 rokiem Johna Williamsa. Wręcz znamienne jest, że "tylko dobre" jego score’y prezentowały poziom wyższy od całej konkurencji. Naprawdę, gdyby nie Williams, to byłbym skory pisać o słabym roku w muzyce filmowej. Miejmy nadzieję, że dobra forma 80-letniego kompozytora zmotywuje jego młodszych kolegów i za 366 dni będę mógł rozpisać się na kilka stron, jaki to świetny był muzycznie 2012 rok.

MÓJ TOP 2011:
The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn / Gaku / Harry Potter and the Deathly Hallows: Part 2 / Jane Eyre / Priest / Rango / Soul Surfer / Super 8 / The Valdemar Legacy II: The Forbidden Shadow / War Horse

JAN BLIŹNIAK (MuzykaFilmowa.pl)

To był naprawdę dobry rok. O ile muzyka filmowa A.D. 2010 sprowadzała się do Alexandre’a Desplat, to w 2011 r. więcej kompozytorów złapało wiatr w żagle i piszę tu nie tylko o starych wyjadaczach, ale też całkiem nowych nazwiskach. Najbardziej cieszyły i chyba najwięcej ekscytacji wzbudziły powroty wielkich – do formy i do pisania w ogóle. W pierwszej kategorii można umieścić Patricka Doyle’a i Howarda Shore’a, w drugiej zaś Johna Williamsa. Za tymi nazwiskami idzie muzyka filmowa tradycyjna, mocna tematycznie, rozpisana na klasyczną orkiestrę. Alternatywni eksperymentatorzy święcący tryumfy w 2010 roku wyraźnie zeszli do defensywy. Trent Reznor i Atticus Ross wzbudzili "Dziewczyną z tatuażem" niemal powszechną niechęć, "Hanna" The Chemical Brothers przeszła właściwie bez echa. Udał się natomiast transfer mniej agresywnego, stonowanego Jónsiego, którego "Kupiliśmy ZOO" stanowi jedną z najciekawszych ścieżek dźwiękowych ubiegłego roku.

Wśród postaci na progu wielkiej filmowej kariery wskazałbym jeszcze Briana Byrne’a i Michaela McKenzie. Obydwaj napisali po znakomitej partyturze, ale znowu klasycznej, wręcz wzorcowo konserwatywnej. Postać roku stanowi dla mnie jednak Alberto Iglesias. Jego ubiegłoroczne ścieżki dźwiękowe, chociaż nie sprawdzały się jakoś fenomenalnie na płytach, stanowiły fantastyczne dopełnienia filmów. Były też chyba najciekawiej i najoryginalniej aranżowane. Nie mogę też nie wspomnieć o, ze ścieżki na ścieżkę coraz lepszym, Thomasie Newmanie – jestem bardzo ciekaw, co pokaże w najbliższych miesiącach. Antybohaterem został zaś chyba Hans Zimmer, ale Niemcowi klęski zdarzają się nie rzadziej niż sukcesy i jego pozycja wydaje się niezachwiana.

A jak w tym wszystkim odnalazł się zeszłoroczny król, Alexandre Desplat? Mam wrażenie, że mocno słabnie, może z przemęczenia, gdyż znów zasypał słuchaczy swoimi pracami i to do wielu prestiżowych projektów. Został jednak kompletnie zignorowany przez Amerykańską Akademię Filmową i inne zacne gremia przyznające nagrody. Czyżby środowisko filmowe było już zmęczone nadpobudliwością Francuza? Desplat musi uważać, gdyż rośnie mu w ojczyźnie poważny konkurent. Ludovic Bource po olbrzymim sukcesie "Artysty" może przepuścić atak na pozycję czołowego Francuza w amerykańskiej muzyce filmowej. Warto się będzie przyglądać, czy dojdzie do starcia, czy też paryskiego sojuszu. Będzie się działo!

MÓJ TOP 2011:
Albert Nobbs / The Artist / The Greatest Miracle / Hugo / The Iron Lady / Jane Eyre /
La Ligne Droite / The Muppets / Tinker, Tailor, Soldier, Spy / We Bought a Zoo

ADAM ŁUDZEŃ (Klub Miłośników Filmu)

Przyznam z ręką na sercu, że od co najmniej 2-3 lat muzyka filmowa stała się niestety moim drugorzędnym hobby – dlatego ciężko mi się głosowało w niniejszym Resume, biorąc pod uwagę prace minionego roku i musiałem nadrobić sporo zalegołości. Ale mimo, iż nie "siedzę" w tym temacie tak, jak kilka lat temu, to wciąż potrafię znaleźć kompozycje, których słuchanie sprawia mi niczym nieskręopowaną radość – o dziwo, zazwyczaj są to partytury powielające stare i sprawdzone schematy, ale w nowych aranżacjach cieszą jeszcze bardziej (chyba się starzeję, bo wśród nominowanych w kategorii najgorszej ścieżki dźwiękowej 2011 są takie, które bardzo przypadły mi do gustu – np. "Pirates of the Caribbean: On Stranger Tides", czy "The Girl with the Dragon Tattoo"). Ale nie brakuje też i nowych, niekonwencjonalnych w sensie muzyki filmowej brzmień (vide "Hanna" autorstwa The Chemical Brothers). Podsumowując: w związku z tym, co napisałem na początku – nie potrafię określić, czy miniony rok był dla muzyki filmowej udany, średni czy też mało satysfakcjonujący. Jednocześnie mam nadzieję, że w 2012 uda mi się przesłuchać więcej ścieżek dźwiękowych, w tym takich, które wywrą na mnie ogromne wrażenie i na stałe zagoszczą w pamięci.

MÓJ TOP 2011:
Drive / The Girl with the Dragon Tattoo / Hanna / Harry Potter and the Deathly Hallows: Part 2 / Kung Fu Panda 2 / Pirates of the Caribbean: On Stranger Tides / The Thing / Transformers: Dark of the Moon / X-Men: First Class

ŁUKASZ KOPERSKI (FilmMusic.pl)

Rok jak rok. A.D. 2011 nie był ani wyraźnie gorszy od kilku lat poprzednich, ani od nich lepszy. Wpisał się w nurt przeciętności, za którą odpowiadają twórcy filmowi rzadko oczekujący tego, by mieć w swoich filmach wyrazistą, ciekawą i oryginalną muzykę. Wolą coś na szybko, coś w stylu tego, co już było i dobrze się sprzedało. Całe szczęście, że od tej reguły są wyjątki. Ja swoje ulubione znalazłem jak zwykle w większości poza mainstreamem. W Japonii kolejny rok dużo i dobrze pisał, niesłusznie moim zdaniem pominięty w tym Resume, Naoki Sato (zwłaszcza "Gaku" z wybornym utworem otwierającym). Tenmon jak zwykle ładnie zilustrował kolejne anime Makoto Shinkai'a, a niedaleko w Korei jeden z najprzyjemniejszych score'ów do animacji minionego roku popełnił Lee Ji-Soo. Skoro już przy tym gatunku kina jesteśmy, to po drugiej stronie Pacyfiku, Mark McKenzie błysnął uroczo natchnioną ścieżką do miernej, meksykańskiej i dewocyjnej "The Greatest Miracle". Wypadałoby też wspomnieć o "Tintinie", ale... fenomenu tej ścieżki, jakże blednącej przy największych dziełach Williamsa, pojąć nie jestem w stanie. W udanym come backu tego giganta już zdecydowanie bardziej przekonuje mnie "War Horse". Tyle, że większość nagród Big Johnowi i tak sprzątnęła rewelacja 2011 r., czyli "Artysta" Ludovica Bource'a. Francuz miał jednak trochę łatwiej, skoro ilustrował film niemy. Niemniej wielkie brawa za to, jak kapitalnie to zrobił. "The Artist" to chyba najlepiej wypadająca w filmie oryginalna ścieżka dźwiękowa minionego roku. Pozostałe były daleko w tyle i miały tylko momenty. Poza wspomnianymi kompozycjami z Dalekiego Wschodu chciałbym zwrócić uwagę na "Sanctum" (rewelacyjne muzycznie otwarcie filmu), świetne momenty "Super 8" hołdujące starym hitom Spielberga/Williamsa, a także na scenę psiej wędrówki z "Red Dog" bardzo ładnie zilustrowaną przez naszego rodaka. Coś by jeszcze można wymienić, tylko że wszystko to, a nawet "Artysta" i tak zrobiło mniejsze wrażenie, niż muzyka w filmie "Drive". Szkoda tylko, że oryginalny score Cliffa Martineza był za to odpowiedzialny w minimalnym stopniu, a cały efekt osiągnięto przy wykorzystaniu istniejących piosenek. Obym w Resume 2012 nie musiał pisać czegoś podobnego, jednakże zważywszy, że Quentin Tarantino kręci "Django Unchained", to być może w tym roku w kinie najlepiej brzmieć będą utwory ze starych spaghetti-westernów...

MÓJ TOP 2011:
The Artist / Children Who Chase Lost Voices from Deep Below / Gaku / The Greatest Miracle / The Ides of March / Leafie, a Hen Into the Wild / Sanctum / Soul Surfer / Super 8 / War Horse

TOMEK ROKITA (FilmMusic.pl)

W roku 2011 nie mieliśmy zdecydowanych faworytów lub kompozytorów, którzy zdominowaliby rynek muzyki filmowej. Dlatego też sytuacja ta pozwoliła na mocniejsze zaistnienie kilku twórcom, którzy zazwyczaj stoją w cieniu wielkich nazwisk tej branży. Tak stało się w przypadku Marka McKenzie (eteryczne "The Greatest Miracle"), Marco Beltramiego (inspirujący "Soul Surfer"), Naoki Sato (pobudzające "Gaku"), Mychaela Danny (zanurzone w matematycznym minimalizmie "Moneyball"), Conrada Pope'a (oldskulowo uroczy "Mój tydzień z Marilyn"), czy Rachel Portman (emocjonalne "Snow Flower and the Secret Fan"). Swoją klasę i równą formę w ostatnich latach potwierdzili min. Christopher Young (mocarny, gotycki "Ksiądz"), Dario Marianelli (mroczno-romantyczna "Jane Eyre"), David Hirschfelder (przygodowe "Sanctum"), Michael Giacchino ("Super 8") i najrówniejszy kompozytor ostatnich 12 miesięcy – Patrick Doyle. Do rozczarowań należy powrót po trzech latach Johna Williamsa, co do którego rozbudzone oczekiwania oraz hurtowe nagrody przyznawane przez różne branżowe gremia zupełnie minęły się z faktyczną jakością jego nowych prac – były po prostu przeciętno-solidne. ‘Ogon’ filmówki stanowią ci sami twórcy co zawsze, więc wymieniać ich nie ma sensu, jednak zupełnie nową "jakość" osiągnął Hans Zimmer swoimi dwiema ilustracjami do sequeli Piratów i Sherlocka. Niegdyś fenomen, dziś zupełnie odpychający swym twórczym uwiądem kompozytor... Z jaśniejszych punktów 2011 roku należy wspomnieć o fantastycznym koncercie Hisaishi'ego w ramach 4-tego FMF, znakomitych wydaniach na rynku kolekcjonerskim, który rozpędza się z roku na rok, co miesiąc atakując kolekcjonerów filmówki nowyki frykasami wydawniczymi. Na osobną uwagę zasługuje rewelacyjna symfonia "A Symphony for Hope: The Haiti Project" skomponowana przez 25-ciu hollywoodzkich kompozytorów. Polska muzyka filmowa niestety, jak to się mówi leży i kwiczy – ale jakie kino, taka i muzyka... Co prawda, znakomita większość dzisiejszej muzyki filmowej ma szczęście być dziś wydawaną, ale niepokojący jest trend wydawania jej coraz częściej jako "wypalanych" albumów CD-R... Gorzką ironią losu jest, że tak właśnie wydano najlepsze prace A.D. 2011...

MÓJ TOP 2011:
The Greatest Miracle / Jane Eyre / Moneyball / My Week With Marilyn / Priest / Sanctum / Snow Flower and the Secret Fan / Soul Surfer / Super 8 / War Horse

PAWEŁ STROIŃSKI (FilmMusic.pl)

Mój stosunek do zeszłego roku w muzyce filmowej jest bardzo ambiwalentny. Z jednej strony kilka świetnych ścieżek z mniej (Patrick Doyle i jego piękne "La Ligne Droite", Marco Beltrami i jego "Soul Surfer") i bardziej (powrót Johna Williamsa i Thomasa Newmana – tutaj przede wszystkim "War Horse" i "The Help") spodziewanych źródeł. Z drugiej strony dużo rozczarowań płynących od dużych nazwisk, zwłaszcza fatalny rok Hansa Zimmera. Ten rok jednak obfitował w ważne wydarzenia, bardzo moim zdaniem dobre dla muzyki filmowej w Polsce. Koncert muzyki Joe Hisaishiego w Krakowie był chyba najlepszym wydarzeniem tego typu w historii promowania gatunku w Polsce. Dla mnie osobiście był to też bardzo ważny rok, bo udało mi się dostać na sesję nagraniową dominującego w tej chwili kompozytora w Hollywood i bardzo wiele mnie to doświadczenie nauczyło. W sumie 2011 r. oceniam mimo wszystko pozytywnie, gdyż takie ścieżki jak oscarowy "Artysta", powrót Williamsa i Newmana do komponowania, a także bardzo dobre ścieżki spoza hollywoodzkiego mainstreamu zaskoczyły bardzo pozytywnie.

MÓJ TOP 2011:
The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn / The Artist / The Help / Hugo / The Ides of March / The Iron Lady / Priest / Super 8 / War Horse

ALEKSANDER DĘBICZ (Soundtracks.pl)

Wybranie dziesiątki najlepszych kompozycji filmowych 2011 roku do pierwszego etapu głosowania było dla mnie nie lada wyzwaniem. Na swoją listę chciałem wpisać przynajmniej trzynaście soundtracków, które uważam za interesujące, ekscytujące czy po prostu piękne. Pierwsze zestawienie układałem z poczuciem niesprawiedliwości – zmuszony byłem odrzucić kilka dzieł w niczym nie odstających od reszty. Nie miałem wątpliwości co do kilku kompozycji, które nie tylko efektownie dopełniły obraz i wzbogaciły filmowe historie, ale i wniosły coś nowego i świeżego do muzyki. Mam na myśli przede wszystkim silnie ekspresyjną ilustrację "Skóry, w której żyję" Alberto Iglesiasa oraz kontrowersyjny soundtrack do "Dziewczyny z tatuażem" Trenta Reznora i Atticusa Rossa. Z rozczarowaniem przyjąłem więc fakt, że oryginalne utwory oscarowego duetu (przeceniony, tu się zgadzam, "The Social Network") spotkały się z taką dezaprobatą moich kolegów, że "Dziewczynę z tatuażem" nominowali do aż trzech anty-nagród. Cieszy mnie jednak obecność zniewalającego utworu "Circles" w kategorii "Najlepszy utwór", pochodzącego z inteligentnej, mającej wiele walorów estetycznych kompozycji Alexandre’a Desplat. Francuz napisał ją do piramidalnie kiczowatego "Drzewa życia" Terrence’a Malicka, wyraźnie próbując osłabić nieznośny patos tego filmu. Szkoda, że jego wysiłek został zmarnowany – reżyser użył ledwie kilku minut score’u na rzecz fatalnie dobranych arcydzieł muzyki poważnej.

To jednak wyjątek. Miniony sezon wydał bowiem dojrzałe owoce twórczej współpracy reżyserów i kompozytorów. Przykładem "Szpieg", zilustrowany przez Alberto Iglesiasa (mój typ w kategorii "Najlepszy kompozytor") albo "Hugo" z muzyką Howarda Shore’a. Nie mogę również nie wspomnieć o bogatym i błyskotliwym "Artyście" Ludovica Bource’a, czy wzruszającej "Jane Eyre" Dario Marianelliego.

Ponieważ poproszono mnie o krótką notkę, ograniczę się do wymienienia jeszcze kilku zupełnie różnych soundtracków, dowodzących wysokiego poziomu muzyki filmowej w 2011 roku: "The Adventures of Tintin" (J. Williams), "Mars Needs Moms" (J. Powell), "Contagion" (C. Martinez), "The Adjustmen Bureau" (T. Newman), "Harry Potter and The Deathly Hallows: Part 2" (A. Desplat), "W.E" (A. Korzeniowski),  "Arthur Christmas" (H. G. Williams), "The Ides of March" (A. Desplat).

MÓJ TOP 2011:
The Adjustment Bureau / The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn / The Artist / The Girl with the Dragon Tattoo / Hugo / Jane Eyre / Mars Needs Moms / The Skin I Live In / Tinker Tailor Soldier Spy / The Tree of Life

KRZYSZTOF RUSZKOWSKI (Soundtracks.pl)

Rok 2011 w muzyce filmowej nie był przełomowy, jednak w porównaniu z latami ubiegłymi dało się zauważyć znaczącą różnicę. Po okresie triumfów muzyki "nowoczesnej", zdominowanej przez proste ostinata, dyskotekowe rytmy czy syntetyczny sound desing, za sprawą "Artysty" znów doceniono klasyczne dzieło symfoniczne, rozbudowane pod względem melodii i instrumentacji. A to nie wszystko. Długo oczekiwany powrót Johna Williamsa zaowocował dwoma naprawdę solidnymi scorami, których młodsi koledzy po fachu mogliby tylko pozazdrościć. Z dobrej strony też pokazali się starzy wyjadacze – Danny Elfman (przede wszystkim nieobecnym w tym zestawieniu cyrkowym soundtrackiem "Cirque du Solei: IRIS"), Howard Shore czy Christopher Young (którego efektowne połączenie rozbudowanej symfoniki z nowoczesną stylistyką w scorze do "Priest" było tym, co nie do końca wyszło Patrickowi Doyle w "Thorze" i nowej "Planecie Małp"). Nie zabrakło również zaskoczeń. Niespodziewanie błysnął, wciąż nie mogący przebić się do I ligi, Mark McKenzie ("The Greatest Miracle") i Marco Beltrami ("Soul Surfer"). Do udanych poprzedniego roku nie zaliczy na pewno Hans Zimmer. O ile drugi "Sherlock Holmes" był w najlepszym wypadku niegodny zapamiętania, tak czwarta część "Piratów z Karaibów" to już porażka na całej linii.

Na polskim poletku godnych uwagi soundtracków było jak na lekarstwo, cieszyć za to powinny trwająca od lat australijska passa Cezarego Skubiszewskiego oraz hollywoodzka kariera Abla Korzeniowskiego, której potwierdzeniem jest druga nominacja do Złotego Globu i bardzo wysoko oceniane wydanie "Gwiazdy Kopernika" La-La Land. Do wydarzeń roku, i to w skali kontynentu, z pewnością można zaliczyć za to pierwszy europejski występ Joe Hisaishiego na Festiwalu w Krakowie. Kolejny rok powód do radości mieli także słuchacze filmowej klasyki i wszelcy kolekcjonerzy, bezustannie rozpieszczani przez największe wytwórnie. Spośród wysypu wznowień, zestawów rocznicowych, edycji rozszerzonych lub całkiem kompletnych każdy mógł wybrać coś dla siebie.

Na zakończenie nie można nie wspomnieć o wydarzeniu ważnym, acz smutnym. W ubiegłym roku świat filmu pożegnał jednego ze swoich mistrzów – Johna Barry'ego. Jakkolwiek banalnie by to dzisiaj nie brzmiało, odszedł człowiek, ale jego muzyka trwa dalej, poruszając i ekscytując kolejne pokolenia słuchaczy i widzów.

MÓJ TOP 2011:
The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn / The Artist / The Greatest Miracle / Hugo / Jane Eyre / Super 8 / Tinker Tailor Soldier Spy / The Tree of Life / War Horse


Na koniec trzeba zaznaczyć, iż był to już ostatni plebiscyt w takiej formie. Z ręką na sercu musimy przyznać, iż nigdy nie był on idealny i nie do końca nas satysfakcjonował – czy to w formie, czy w prezentacji. No a poza tym czas na zmiany – na lepsze, rzecz jasna.
Do zresumowania za rok!

 

WYNIKI GŁOSOWANIA OPINIE GŁOSUJĄCYCH

Komentarze

Adam Krysiński 11-03-2012, 19:08

Zaskakujące wyniki :) Niestety nie mogłem wziąć udziału w głosowaniu, ale chciałbym zwrócić uwagę na pewien aspekt, który jest dla mnie zupełnie niezrozumiały - Abel Korzeniowski. Skoro w wypowiedziach wszem i wobec się czyta wyżej, że W.E. dopiero za rok bo przeszkadzał fakt, że premiera filmu i cd była dopiero teraz itp, to z jakiej parafii wygrywa w kategorii polskiego scoru Kopernik, który jest scorem z 2009 roku?! Czy jakby La-La wydała jakiegoś Kilara sprzed 20 lat to też by wygrał? Dlaczego w takim razie inne wydania La-Li nie wygrywały np. z Priestem? :) Duża sprzeczność wg mnie i szkoda tylko innych ciekawych polskich scorów z 2011 (a nie 2009!) roku.


Mefisto 11-03-2012, 19:47

Jest scorem sprzed dwóch lat, ale wydany został dopiero w zeszłym roku i dopiero wtedy szło się z nim zapoznać - wcześniej nie było nawet żadnych promosów i innych bootlegów, ani też wcześniejszych wydań danej ścieżki, jak w przytoczonych przez Ciebie wydaniach Lali. Czepiasz się, aby się czepiać i tyle.


Adam Krysiński 11-03-2012, 22:48

Bynajmniej się nie czepiam. Zwracam tylko uwagę, na brak logiki. Kopernik powinien wylądować w kategorii najlepszego wydania i tyle. Bo z jednej strony nie bierzecie pod uwagę scoru z W.E. interpretując, że nie było wydane w 2011 roku oficjalnie (a kilka faktów - promo było, nominacje do ważnych nagród były, film w usa był, wszyscy z innych portali score nominowywali w różnorakich pelbiscytach), a z drugiej Wam nie przeszkadza, że film i muzyka nie z tego roku. I tylko o to mi chodziło...


Mefisto 12-03-2012, 00:03

Wybacz, ale nie mieszkamy w USA, więc mało mnie obchodzi, co tam było, o innych nagrodach nie wspominając. Z kolei wydanie promo jest o kant dupy potłuc i gdyby się na nim opierać to nikt by nie nominował tej ścieżki za nic.


Adam Krysiński 12-03-2012, 08:41

I kolejne nielogiczne argumenty Mefi :D "Wybacz, ale nie mieszkamy w USA, więc mało mnie obchodzi, co tam było, o innych nagrodach nie wspominając." - a jakoś Kopernik wydany w USA Cię jakoś obchodził :P "Z kolei wydanie promo jest o kant dupy potłuc i gdyby się na nim opierać to nikt by nie nominował tej ścieżki za nic." - ciekawe, bo wszystkie nominacje do nagród, jakie WE otrzymywało, było przed pojawieniem się oficjalnego albumu :P


Mefisto 12-03-2012, 14:30

Sorry, ale nie porównuj amerykańskiej premiery FILMU, do albumu, który można nabyć ogólnoświatowo po raz pierwszy. A inne nagrody mnie nie interesują (szczególnie te zagraniczne, które posypały się nie po promosie, a po filmie zapewne), bo nie nimi się posiłkujemy - a wydanie promo jest biedne jak okoliczne wsie i nic tego nie zmieni, sorry.


arkadiusz 12-03-2012, 17:02

A gdzie jest wsrod nominowanych ''The Ides Of March'' co???? A gdzie Extremely Loud And Incredibly CLose? Gowno a nie Resume.Najgorszy Resume z dotychczasowych.


Mefisto 12-03-2012, 19:40

Zrób se własny, wtedy będziesz wniebowzięty.


Jacek 02-08-2013, 08:38

A dlaczego Przygody Tintina są w rozczarowaniu roku? Może to jakiś błąd :/


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Komentarz