• Highwaymen, The
  • Tom à la ferme
  • State of Play
  • Isle of Dogs
  • BlacKkKlansman
Artykuły

 

WYNIKI GŁOSOWANIA OPINIE GŁOSUJĄCYCH
 

ŁUKASZ WALIGÓRSKI (MuzykaFilmowa.pl)

Po latach spędzonych na poznawaniu muzyki filmowej coraz trudniej znaleźć mi te same emocje i radość ze słuchania ścieżek dźwiękowych co na początku mojej pasji. W medycynie takie zjawisko nazywamy tachyfilaksją - utratą wrażliwości na bodźcie, które wcześniej wywoływały określony efekt. To co dawniej sprawiało, że włosy stawały mi dęba, a na całym ciele odczuwałem ciarki, teraz jedynie wzbudza lekkie zainteresowanie. John Williams, James Newton Howard, James Horner, Alan Silvestri, Howard Shore - kompozytorzy, w których muzyce przez lata się zasłuchiwałem, ostatnio tylko rozczarowują.

Na szczęście ciągle zdarzają się ścieżki dźwiękowe, które potrafią mnie zainteresować i zahipnotyzować. W ubiegłym roku było ich jednak bardzo niewiele... "Atlas Chmur", "Życie Pi", "The Impossible", "W.E." czy "Prometheus" to te nieliczne tytuły, które z ręką na sercu mogę polecić każdemu. Również w polskiej muzyce filmowej zaczyna się wiele dziać. Bartek Chajdecki wkracza na nowe obszary twórczości, Abel Korzeniowski robi nam świetną reklamę w Los Angeles, a młodzi kompozytorzy, których poznaję na festiwalach planują zagraniczne kariery. Coraz więcej sławnych kompozytorów odwiedza również Polskę - czy to przy okazji Transatlantyka czy FMF-u.

MÓJ TOP 2012:
Cloud Atlas / The Impossible / Life of Pi / Prometheus / W.E.

MEFISTO (MuzykaFilmowa.pl / Klub Miłośników Filmu)

Rok 2012 był mocno rozczarowujący. Zawiedli bowiem niemal wszyscy, w tym ci najwięksi w najbardziej oczekiwanych i dających duże pole do popisu produkcjach. Nowy Bourne, finał Mrocznego Rycerza, prequel "Władcy Pierścieni", dwie nowe wersje Śnieżki, remake "Total Recall", absolutny hit sezonu w postaci "The Avengers", powrót do korzeni duetu Burton-Elfman, czy w końcu pomnikowy "Lincoln" Spielberga – to wszystko okazało się nijakie, miałkie, wtórne i wyprane tyleż z emocji, co z pomysłów.

Ale z drugiej strony był to także rok wielce pozytywnych zaskoczeń, które często przychodziły z najmniej oczekiwanej strony. Danna wyskoczył znienacka z "Życiem Pi", a Newman zamknął usta wszystkim pesymistom swą muzyką do Bonda i "Hotelu Marigold". Nie zawiedli też Horner, Sato i Desplat – zwłaszcza ten ostatni po raz kolejny zadziwił zarówno ilością, klasą, jak i różnorodnością swoich prac, potwierdzając, iż nie bez kozery jest obecnie najbardziej uznanym kompozytorem. Najwięcej satysfakcji dały jednak prace spoza mainstreamu, z rewelacyjnymi "Bestiami..." kompletnie nieznanego duo na czele. Tym samym równowaga i spełnienie zostały w muzyce filmowej zachowane...

MÓJ TOP 2012:
28 Hotel Rooms / Beasts of the Southern Wild / Life of Pi / Priceless / Skyfall

DAMIAN SŁOWIOCZEK (MuzykaFilmowa.pl)

W zeszłym roku zawiedli mnie giganci. Ostatni "Batman" Zimmera okazał się ledwo petardą, zamiast bombą. "Lincoln" Williamsa zdaje się ilustrować ostatnie lata życia na powojennej rencie konia Joeya z zeszłorocznego "War Horse". "Hobbit" Shore'a, mimo kilku świetnych momentów, nie ma już aromatu świeżości Starego Toby'ego, którym był "Władca Pierścieni". Nawet – o zgrozo! – James Newton Howard zaliczył słaby rok. Zmiana warty trwa więc w najlepsze. Dużych projektów doczekują się zawodnicy z ławki rezerwowych i tą szansę wykorzystują zyskując szerokie uznanie, czego w tym roku najlepszym dowodem jest Mychael Danna ze swoim świetnym "Życiem Pi". Najczęściej jednak w minionym roku bujałem w obłokach przy "Atlasie Chmur", "Annie Kareninie" i "Bestiach z Południowych Krain". Natomiast zetknięcie się z muzyką z hiszpańskiej "Królewny Śnieżki", za którą Alfonso Vilallonga otrzymał właśnie nagrodę Goya, było jak niespodziewany pocałunek od pięknej nieznajomej, która w chwilę potem zniknęła w tłumie...

MÓJ TOP 2011:
Anna Karenina / Beasts of the Southern Wild / Blancanieves / Cloud Atlas / Mirror Mirror

BARTOSZ KUŚMIERZ (MuzykaFilmowa.pl)

Minął kolejny rok w muzyce filmowej. Ja zapamiętałem ten okres jako niezwykle słaby. Raz po raz przychodziły rozczarowania z "Lincolnem" i "Hobbitem" na czele, a prac dobrych było jak na lekarstwo. Co prawda miło zaskoczyli mnie swoimi pomysłami Mychael Danna, Dario Marianelli i trio Tykwer-Heil-Klimek, ale gdyby ich prace powstały dwa lata wcześniej zostałyby uznane za zaledwie dobre. Podobnie sprawa ma się w przypadku "Rise of the Guardians" i TDKR – obie partytury to przykład dobrej, rzemieślniczej roboty, która jednak nie zostanie sztandarową pozycją w dyskografii żadnego z twórców. Więcej soundtracków nie warto wspominać... A jeżeli 2013 również będzie tak słaby, to ja zamierzam słuchać tylko starych, dobrych prac Poledourisa, Williamsa i innych mistrzów z tamtej ery. Wtedy to pisało się epicką muzykę zapierającą dech w piersiach – nie to co dziś...

MÓJ TOP 2012:
The Amazing Spider Man / Cloud Atlas / The Dark Knight Rises / John Carter / Rise of the Guardians

MICHAŁ ŁOSZCZYK (MuzykaFilmowa.pl)

3.5 – taka będzie moja końcowa ocena dla 2012. Ubiegły rok nie przyniósł mi bowiem pracy zasługującej na najwyższą notę, a uczciwą, pełną czwórkę przyznałbym zaledwie kilku pozycjom. Nie oznacza to jednak, że był to rok zły – przeciwnie, jakościowo, jak i ilościowo obfitował w solidne, acz niepozbawione wad i pewnego błysku, muzyczne ilustracje. Na wysokości zadania agenta 007 stanął z pewnością Thomas Newman, do łask powrócił Zimmer z udanym TDKR, ponownie klasę pokazał Giacchino, a nowym Spider-Manem formę potwierdził Horner. Po raz kolejny rok należał jednak do Desplata, który znów udowodnił, że w natłoku prac nadal potrafi świecić świeżością, różnorodnością i klasą. Taka sztuka nie udała się jednak Elfmanowi, który w ogromie obowiązków potrafił popisać się jedynie sprawnym rzemiosłem. Z innych ważniejszych rozczarowań wart odnotowania jest jeszcze zmarnowany potencjał "The Avengers", czy też kolejny odbębniony przez Howarda rok. Na szczęście odskocznią od rozczarowań były jak zwykle zaskoczenia – zarówno te znikąd, jak "Bestie...", jak i te potwierdzone kompozytorską marką ("Life of Pi"). I właśnie takich niespodzianek życzę w 2013 jak najwięcej.

MÓJ TOP 2012:
The Amazing Spider-Man / Cloud Atlas / John Carter / Life of Pi / Skyfall

MACIEJ WAWRZYNIEC OLECH (FilmMusic.pl)

Choć trudno mówić o wysypie wybitnych ścieżek, to przynajmniej parę z nich zasłużyło na uznanie. Na szczególne uwzględnienie zasługują głównie TDKR, którym Zimmer w iście epickim stylu pokazał, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i muzyczna magia kina od Pale 3 – "Cloud Atlas". Warto odnotować też udany debiut Newmana w serii 007 oraz klimatyczną oprawę Jackmana do animacji "Wreck-It Ralph".

Niestety, nie obeszło się bez zawodów, gdzie niespodziewanie lideruje James Newton Howard, który nie popisał się ani "Igrzyskami śmierci", ani "Śnieżką...", za to stworzył okropne "Bourne Legacy". Także Shore mocno zawiódł odtwórczym powrotem do Śródziemia w "Hobbicie".

Rok 2012 należy uznać jednak za udany i zdecydowanie różnorodniejszy od poprzedniego. Coraz bardziej widoczny jest też podział sił w branży. W kinie rozrywkowym głównymi graczami są Zimmer i Giacchino, którzy równo podzielili wielkie produkcje między siebie, zaś ambitniejsze projekty to nadal konik Desplata. Zapowiadane na 2013 rok projekty dobitnie potwierdzają tę sytuację. Pozostaje liczyć, że zamienią się one w równie dobre soundtracki, co w tym roku, który podobno miał być tym ostatnim...

MÓJ TOP 2012:
Cloud Atlas / The Dark Knight Rises / Lincoln / Skyfall / Wreck-It Ralph

JAN BLIŹNIAK (MuzykaFilmowa.pl)

To był dziwny rok. Wyczekiwane ścieżki dźwiękowe zawodziły, a te, na które niewielu stawiało, pozytywnie zaskakiwały. Najlepiej pokazuje to przykład Howarda Shore’a. "Hobbit" okazał się sporym rozczarowaniem, natomiast "Cosmopolis" miłą niespodzianką. Od dawna nie było chyba tylu spektakularnych klęsk, ale i zaskakujących tryumfów. Największym zwycięzcą roku może się śmiało obwołać Mychael Danna, który przebojem wdarł się do kompozytorskiej czołówki. Niewiele jednak ścieżek dźwiękowych okazało się absolutnymi sukcesami. Wystarczy spojrzeć na listę nominowanych w tegorocznym Resume. "Skyfall" czy "Atlas chmur" wzbudziły sporo kontrowersji, to samo spotkało "Lincolna", który, wg mnie niezasłużenie, znalazł się na liście rozczarowań. Od dawna nie pojawiło się tyle różnic w ocenach nie tylko wydań płytowych wielu kompozycji, ale także ich roli w filmie. Może to przedwczesny wniosek, lecz wskazuje to na pewne zmiany, jakie przechodzi współczesna muzyka filmowa. Niezależnie czy są to zmiany na lepsze, czy na gorsze i jaki mamy do nich stosunek, tworzy się ferment, którego skutki mogą okazać się w perspektywie najbliższych lat bardzo zaskakujące.

MÓJ TOP 2012:
Anna Karenina / Beasts of the Southern Wild / Cosmopolis / Life of Pi / Rise of the Guardians

ADAM ŁUDZEŃ (Klub Miłośników Filmu)

Od ostatniego roku niewiele się u mnie zmieniło w kwestii muzyki filmowej – niegdyś moje hobby nr 1, lecz od kilku lat sukcesywnie wypierane przez inne zainteresowania. Na chwilę obecną bardziej zwracam uwagę na podkład muzyczny w trakcie filmowego seansu i właściwie nie sięgam już po ścieżki dźwiękowe przed obejrzeniem jakiegoś tytułu. Dlatego po raz kolejny nie jestem w stanie określić, czy miniony rok był dla muzyki filmowej udany i jaka jest jej ogólna kondycja. Na szczęście udało mi się natrafić na kilka perełek - niesamowita "Samsara" (choć "Baraka" sprzed ok. 20 lat była jeszcze lepsza), rewelacyjny "Hobbit" (nie zgadzam się z opiniami, że to kalka "Władcy Pierścieni" – owszem, sporo nawiązań jest, bo i tak być musiało, ale nowego materiału nie zabrakło, plus fantastyczna piosenka przewodnia), małe, elektroniczne arcydzieło w postaci "Dredda", klimatyczny "Prometeusz" i jak zwykle Tarantino w najlepszej formie soundtrackowej, czyli "Django Unchained". Nie zawiodły również ścieżki dźwiękowe do takich hitów jak "Skyfall" (piosenka Adele to już właściwie kult) czy "The Dark Knight Rises". Trzeba też pamiętać o udanym 5 FMF w Krakowie (choć to już standard).

MÓJ TOP 2012:
Samsara / The Hobbit: An Unexpected Journey / Dredd / Prometheus / Django Unchained

ŁUKASZ KOPERSKI (FilmMusic.pl)

Jeśli chodzi o samo Resume to zwraca uwagę wyjątkowo wysoki poziom w kategorii "Najlepsza piosenka". Dziwią niektóre wybory (czy Williams zasłużył na uwzględnianie wśród najlepszych kompozytorów za jeden średni score? czy Fernando Velazquez jest dla kogoś odkryciem 5 lat po świetnym "Sierocińcu"? czy "The Dark Knight Rises" to takie arcydzieło, by nominować aż 2 utwory z sountracku?), zaś kategoria "Wydarzenie roku" zaczyna nudzić stałą obecnością FMF. W kategorii "Najlepsza muzyka filmowa" bez niespodzianek i choć oznacza to, że znalazło się tam miejsce tylko dla najpopularniejszych z tych najlepszych ścieżek dźwiękowych AD 2012, to jednak cieszy, że są to kompozycje na naprawdę niezłym poziomie, co chyba oznacza, że rok ubiegły dla fanów gatunku był zupełnie w porządku i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Obok niezłych nowości, jak co roku cieszyły kolejne soundtrackowe wznowienia, poddane re-masteringowi starocie, czy w końcu wydane po iluś latach oczekiwania kompozycje, wśród których najbardziej uradowała mnie wypuszczona po 4 latach ścieżka Roque Banosa i Mariano Marina z filmu "Diario de una ninfomana".

MÓJ TOP 2012:
Cloud Atlas / The Impossible / La Nouvelle Guerre des Boutons / Rise of the Guardians / Wir Wollten Aufs Meer

TOMEK ROKITA (FilmMusic.pl)

2012 był podobny do kilku ostatnich sezonów, tzn. nie otrzymaliśmy jednogłośnego arcydzieła, ale w zamian pojawił się szereg bardzo dobrych prac. Ubiegły rok potwierdził przede wszystkim dominację kompozytorów europejskich – Marianelli, Rombi, Desplat oraz stale silna grupa Hiszpanów (Baños, Velázquez, Reyes) znowu dowiedli, że najlepsza i najambitniejsza muzyka filmowa wywodzi się ze Starego Kontynentu. Największą emocjonalną satysfakcję dał mi jednak "Atlas chmur", a najwięcej staromodnej rozrywki zapewnił po raz pierwszy od wielu lat Zimmer i TDKR. Z hollywoodzkich osiągnięć należy wymienić też Hornera (Spider-Man), Giacchino ("John Carter"), Newmana (zaskakujące "Skyfall") oraz Lockingtona (kapitalne "Journey 2"). Niby nieźle, ale porażka z Europą jest widoczna dla każdego, kto choć trochę wgłębił się w te pozycje. Wielkie rozczarowanie to na pewno "Lincoln" Williamsa – chyba definitywny znak, że maestro powinien myśleć już o emeryturze. W pamięci na pewno pozostanie świetny koncert muzyki Goldenthala w Krakowie, a najciekawiej nadal dzieje się na rynku wydawniczym, który nieprzerwanie zasypuje fanów kolejnymi, atrakcyjnymi edycjami.

MÓJ TOP 2012:
Anna Karenina / Cloud Atlas / The Dark Knight Rises / Journey 2: The Mysterious Island / La Nouvelle Guerre des Boutons

PAWEŁ STROIŃSKI (FilmMusic.pl)

Rok 2012 to był dziwny rok. Z jednej strony niektórzy kompozytorzy uznani za najwybitniejszych rozczarowali mniej (James Horner i "For Greater Glory"; także Danny Elfman) lub bardziej (cały rok w wykonaniu Jamesa Newtona Howarda), delikatnie mówiąc. Z drugiej strony mieliśmy mniejsze (wyjście z dołka w postaci "The Dark Knight Rises" Hansa Zimmera) lub większe ("Skyfall" Thomasa Newmana – chyba najlepsza muzyka akcji roku; a także Brian Tyler i "Far Cry 3") zaskoczenia. Cieszy też fakt, że świetny kompozytor, którym bez wątpienia jest Mychael Danna, został wreszcie doceniony przez Akademię, dzięki pięknemu "Życiu Pi". Kompozytorem roku jest jednak Alexandre Desplat, który po raz kolejny nie zawiódł, nawet jeśli pociął go Ben Affleck.

MÓJ TOP 2012:
The Dark Knight Rises / The Hobbit: An Unexpected Journey / Life of Pi / The Master / Skyfall

ALEKSANDER DĘBICZ (Soundtracks.pl)

W minionym roku powstało wiele interesujących i zróżnicowanych kompozycji, zarówno pod względem oryginalności, jak i oddziaływania w filmie. Już sama twórczość dwóch gigantów muzyki filmowej, Alexandre'a Desplat i Thomasa Newmana, dała mnóstwo satysfakcji. Na szczególną uwagę zasługuje ilustracja "Skyfall", stanowiąca jeden z najistotniejszych elementów 23. filmu o Jamesie Bondzie, a w oderwaniu od obrazu oferująca wachlarz fascynujących brzmień i rytmów. Zaangażowanie Newmana do współtworzenia kolejnego odcinka najsłynniejszej szpiegowskiej serii było dla mnie największym wydarzeniem 2012 roku w muzyce filmowej, a ostateczny efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Natomiast siedem kompletnie różnych stylistycznie dzieł Desplata stanowi imponujące świadectwo talentu i umiejętności tego kompozytora.

Należy też zwrócić uwagę na liczne kompozycje artystów spoza głównego nurtu. Mam na myśli przede wszystkim niezwykle frapującego i oryginalnego pod względem ilustracyjnym "Mistrza" Greenwooda, rozedrgane "W drodze" Santaolalli czy urokliwe "Bestie z południowych krain" Zeitlina i Romera. Życzyłbym sobie tylu wrażeń i w tym roku.
 

MÓJ TOP 2012:
Life of Pi / The Master / Rise of the Guardians / Skyfall / Zero Dark Thirty

KRZYSZTOF RUSZKOWSKI (Soundtracks.pl)

Rok 2012 nie przyniósł końca świata, ale emocji nie brakowało. Był i nowy Bond, i nowy Williams. Była kolejna część Nolanowskiego Batmana z muzyką Zimmera, a po dłuższej przerwie do uniwersum Tolkiena powrócił Howard Shore. O ile "Hobbit" większość słuchaczy rozczarował, a "Lincoln" zebrał mieszane oceny, tak "Mroczny rycerz powstaje" i "Skyfall" zaskoczyły pozytywnie. Nie zawiodły także wytwórnie branżowe, prześcigające się jedna przez drugą w coraz to wymyślniejszych wydaniach kolekcjonerskich, wznowieniach, edycjach limitowanych etc. W Hollywood bez zmian. Honoru Fabryki Snów broni niezawodny Alexandre Desplat, kompozytor jak mało który potrafiący przekuć ilość w jakość. Cieszy kolejna nominacja Abla Korzeniowskiego do Złotych Globów (jak i inne zasłużone wyróżnienia dla tego artysty). Z lokalnych wydarzeń nie można pominąć krakowskiego FMF-u i występu Elliota Goldenthala. Słowa uznania również dla organizatorów poznańskiego TRANSATLANTYKU – oby było więcej takich okazji..

MÓJ TOP 2012:
Anna Karenina / The Dark Knight Rises / Rise of the Guardians / Skyfall / W.E.

KATARZYNA KAPIŃSKA (Audycja Soundtrack / Akademickie Radio Index)

W świecie muzyki filmowej rok 2012 przebiegł bardzo sentymentalnie i... dość spokojnie. Zdawać by się mogło, że ckliwe ścieżki, które podbijają serca kinomanów przejdą niekoniecznie zauważone w ogólnym podsumowaniu za jakiś czas. Dla mnie ogromnym odkryciem okazał się duet Zeitlin - Romer, który swą muzyczną wizją "Bestii z południowych krain" ujął serca świeżym, lekkim powiewem. Nie bez znaczenia jest również oprawa muzyczna "Life of Pi", która swym eklektyzmem i pierwiastkami różnych religii świata unosi obraz i zmysły odbiorców. Zdaje mi się, że mamy do czynienia w tym roku z bardzo ciekawym zjawiskiem "niewystarczalności" kina. "Anna Karenina" to już nie tylko film, ale nawet teatr, w którym muzyka Marianelliego olśniewa podobnie jak kreacje głównej bohaterki, zaś "Nędznicy" to dzieło kinematograficzne, które sprawia, że sala kinowa przeistacza się w operę – dzięki… no cóż lepszym i gorszym piosenkom, które bądź co bądź zostają w głowie. Na sam koniec dodam, że sceną i tak zawładnął Alexandre Desplat, choć nie ma powodu do smutku – Jan A. P. Kaczmarek trzyma fason i swym Transatlantykiem porywa w podróż pełną barwnego kina, ważkich spraw i pysznego jedzenia.

MÓJ TOP 2012:
Beast of the Southern Wild / Could Atlas / The Impossible / Life Of Pi / Moonrise Kingdom

PAWEŁ PIOTROWICZ (onet.pl)

Nie był to jakoś szczególnie dobry rok dla muzyki filmowej, ale na szczęście nie zabrakło ciekawych płyt. Z typowanych przeze mnie do TOP 10 prac tylko jedna – "Rise of the Guardians" – dostała się do TOP 5. Za to aż trzy – "Lincoln", "Hobbit" i "For Greater Glory" – trafiły do TOP5 rozczarowań... Już to pokazuje, jak różnorodne są gusta fanów tego gatunku, uwielbiających przy okazji toczyć różne, mniejsze lub większe spory na temat wyższości jednej pozycji nad drugą. I dobrze. Muzyka filmowa, skoro budzi takie emocje, powinna też skłaniać do dyskusji. Nie zapominajmy jednak, że przede wszystkim powinna sprawiać przyjemność. A tej, przynajmniej w moim przypadku, nie musi wywoływać skala jej oryginalności, nowatorskie podejście twórcy czy łamanie przez niego za każdym razem kolejnych barier. Czasem wystarczy mi kilka nut, nawet bardzo prostych i skromnych, jak z początku "Lincolna"…

MÓJ TOP 2012:
For Greater Glory: The True Story Of Cristiada / The Hobbit / John Carter / Lincoln / Snow White & The Huntsman

 

 

WYNIKI GŁOSOWANIA OPINIE GŁOSUJĄCYCH

Komentarze

Roman 26-02-2013, 16:26

Widzę epa się powiększa. Bardzo dobrze. A Mefisto nadal nie może sobie strzelić normalnej fotki. Szkoda. Nie obraź się, ale jest jeszcze bardziej badziewna niż poprzednie :)


DanielosVK 26-02-2013, 17:12

Pomieszaliście utwór roku z z odkryciem.


Marcin S. 26-02-2013, 19:44

Wow ! W końcu jakaś kobieca postać wśród recenzentów :)


Andy 27-02-2013, 11:15

I nawet niezła ;)


Ola 27-02-2013, 15:20

małe, elektroniczne arcydzieło w postaci "Dredda" - WTF?


Ola 27-02-2013, 15:32

Swoją drogą jak przeniesiecie jeszcze Resume 2008 to będziecie mieli komplet.


Alieen 06-03-2013, 04:06

@Ola - czemu "WTF"? Dla mnie, czlowieka uwielbiajacego muzyke elektroniczna, podklad do nowej wersji "Dredda" jest perfekcyjny. Prosty i bez zbednych fajerwerkow, za to bardzo klimatyczny i czesto - jak sam film - ciezki i "brudny". Koniec koncow, idealnie komponujacy sie z obrazem. Nie wyobrazam sobie innej sciezki w filmie Travisa, a juz na pewno nie wyobrazam sobie jakiejs "klasycznej" elektroniki czy muzyki orkiestralnej...


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Komentarz