|
Koniec
czerwca i początek lipca 2006 roku minął zdecydowanie pod znakiem
muzyki filmowej. W Hiszpanii odbył się wielki festiwal, w którym wzięły
udział takie ikony tego gatunku jak Hans Zimmer, Christopher Young czy
Harry Gregson-Williams. Z kolei w Warszawie miała miejsce długo
zapowiadana gala muzyki filmowej, a Szczecin odwiedził
sam Gustavo Santaolalla – tegoroczny zdobywca Oscara. Jednak chyba
najbardziej inspirującym wydarzeniem było odbywające się w Poznaniu,
II seminarium kompozytorskie Instytutu Rozbitek. Po raz kolejny Jan A.P.
Kaczmarek skupił wokół siebie młodych, kompozytorów z całej europy,
którzy tłumnie stawili się 1 lipca w Wyższej Szkole Nauk
Humanistycznych i Dziennikarstwa. Wśród nich pojawiło się także wielu
uczestników poprzedniego seminarium, co sprawiło, że całe spotkanie
nabrało bardzo przyjacielskiej atmosfery.
Tym,
co różniło lipcowe seminarium od poprzedniego, które odbyło się we
wrześniu ubiegłego roku, był przede wszystkim rozmach. Tym razem
organizatorzy zaplanowali aż dwa dni wykładów, a trzeciego tradycyjną
już wycieczkę do Rozbitka. Poza tym wśród prelegentów znalazło się
dwóch obcokrajowców – Peter Golub i Paul Broucek. Kilka wykładów
poprowadził także sam zdobywca Oscara – Jan A.P. Kaczmarek. O bardziej
międzynarodowym charakterze II seminarium uprzedzał już sam jego tytuł:
"Global Score for Global Village", a więc "Globalna partytura dla
globalnej wioski". Niemal wszystkie dyskusje i prelekcje odbywały się w
języku angielskim. Oczywiście wszystkie osoby nie znające tego języka
miały zapewnione świetne tłumaczenie. Wystarczyło zaopatrzyć się w
specjalne słuchawki, które rozdawali organizatorzy, a para niezwykle
wykwalifikowanych tłumaczy przekazywała po polsku (lub angielsku - w
zależności od sytuacji) treść wypowiedzi z zaledwie kilkusekundowym opóźnieniem. Dzień pierwszy...
Podobnie
jak w ubiegłym roku także i w tym, wykładowa część seminarium odbyła
się w budynku Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. O
godzinie 10 przed salą 340 zgromadziła się część seminarzystów. Wśród
nich było wielu znajomych z zeszłego roku, ale nie zabrakło także
nowych twarzy. Pierwszy wykład miał poprowadzić Paul Broucek. Tematem
jego wystąpienia był "punkt widzenia amerykańskiego producenta i
amerykańskiego studia nagraniowego na europejskich kompozytorów".
Broucek jest wiceprezydentem do spraw muzyki w wytwórni New Line Cinema,
a więc ten temat bez wątpienia nie jest mu obcy. Poza tym w swojej
karierze miał okazję współpracować z
takimi kompozytorami jak Jan A.P. Kaczmarek ("Lost Souls") i Alexandre
Desplat ("Birth"). Z jego wypowiedzi jasno można było wywnioskować, że
atutem kompozytorów ze starego kontynentu jest ich oryginalność i
egzotyczne brzmienie. Ma to istotne znaczenie w przypadku geograficznej tożsamości
muzyki i samego kompozytora. Są bowiem ścieżki dźwiękowe, które mogą
być skomponowane tylko przez europejskich kompozytorów, ponieważ nie
poradziliby sobie z nimi twórcy amerykańscy. To samo tyczy się także
miejsca nagrywania muzyki. Paul Broucek, jako producent wykonawczy muzyki
filmowej miał okazję przebywać w wielu studiach nagraniowych na całym
świecie. Tym samym opierając się na swoim doświadczeniu uznał
angielskie studia nagraniowe za najlepsze na świecie. Z jednej strony
wynika to ich z zaplecza technicznego – takie studia jak Abbey Road
Studios, są specjalnie przystosowane do nagrywania muzyki filmowej. Poza
tym angielskie orkiestry i muzycy są świetnie przygotowani do pracy nad
ścieżkami dźwiękowy – między innymi nie mają problemu z pracą w słuchawkach,
co wcale nie jest proste. Różnice istnieją także w ekspresji
wykonywania muzyki – tutaj Paul jako przykład przytoczył różnice w
nagraniach jednego fragmentu ścieżki dźwiękowej z "Lost Souls", które
najpierw odbywały się w Anglii a później w Warszawie.
Sporo
uwagi podczas tego pierwszego wykładu, poświęcono także kwestii
oryginalności kompozytorów. Tym samym poruszono temat muzyki
tymczasowej, a więc temp-tracku. Za przykład kompozytora będącego więźniem
swej oryginalności posłużył Thomas Newman – prywatnie przyjaciel
Paula Broucek’a. Twórca ten wykształcił swój bardzo
charakterystyczny styl oparty na motywach rytmicznych, które największy
rozgłos zyskały w filmie "American Beauty". Od tego czasu w niemal każdym
filmie, do którego pisał Newman, temp-track stanowiła właśnie ta ścieżka
dźwiękowa. Broucek wyjaśnił także pokrótce jak tworzy się muzykę
tymczasową i kto tak naprawdę się tym zajmuje...
Kolejny
wykład tego dnia poprowadził Jan A.P. Kaczmarek, a jego wystąpienie
dotyczyło ograniczeń w pracy współczesnego kompozytora filmowego. W
pewnym sensie było to nawiązanie do jednego z tematów, omawianych przez
kompozytora na poprzednim seminarium.
Tym razem jednak za przykład ograniczeń i wymagań stawianych
kompozytorom posłużył film Johna Gatinsa "Dreamer". Jan A.P. Kaczmarek
komponował muzykę do tego obrazu na początku roku 2005 jednak
ostatecznie jego muzyka została odrzucona. Kompozytor wyjaśnił
przyczyny, z których tak się stało i jednocześnie wyjaśnił proces
weryfikowania muzyki i całego filmu za pomocą "test-screening" –
pokazów testowych. Pod koniec prelekcji ze strony seminarzystów padały
pytania i to jak radzić sobie z ograniczeniami budżetowymi i czasowymi
podczas pracy nad filmem. Wiele osób było także zainteresowanych wpływem
sampli na końcowy kształt muzyki i jej odbiór przez reżysera...
Po
tej prelekcji nastąpiła przerwa na lunch, podczas której można było
posilić się przygotowanymi przez organizatorów przekąskami. Podobnie
jak i w ubiegłym roku zadbano o to, aby każdy mógł zjeść coś
pysznego. Jednocześnie można było rozmawiać z prelegentami o sprawach
poruszanych przez nich podczas wykładów. Luźna atmosfera zdecydowanie
sprawiła, że wiele osób przyzwyczaiło się od świadomości, że je właśnie
lunch w towarzystwie producenta muzyki w "Władcy Pierścieni" oraz
zdobywcy Oscara za muzykę do "Marzyciela"...
Po
godzinnej przerwie wszyscy powrócili na salę wykładową, aby powitać
Petera Goluba. Jak się okazało ten kompozytor, a jednocześnie dyrektor
programu muzycznego Sundance Institute, miał spore trudności z dostaniem
się do Poznania. Nie dość, że jego samoloty znacznie się spóźniały,
to cały bagaż trafił gdzieś do Niemiec, w ręce celników Lufthansy...
Miało to bezpośredni wpływ na zmianę tematu pierwszego wykładu mającego
się odbyć w ramach II seminarium kompozytorskiego Instytutu Rozbitek.
Zamiast multimedialnej prezentacji pokazującej techniki komponowania na
przykładzie filmu "The Laramie Project", poruszono temat budowy kariery
kompozytora, z uwzględnieniem muzyki filmowej, ale także teatru, baletu
u muzyki symfonicznej. Kompozytor słusznie zauważył, że obecnie młodym
europejskim kompozytorom łatwiej zaistnieć w Hollywood, ponieważ muzyka
filmo wa
przeszła znaczną metamorfozę. W Złotej Erze ścieżki dźwiękowe były
w pewnym sensie efektem Wagnerowskiego nurtu. Kiedy w czasie drugiej wojny
światowej kompozytorzy klasyczny opuszczali Europę i wyjeżdżali do
USA, najczęściej znajdowali zatrudnienie w świecie filmu. Zaowocowało
to przeniesieniem pewnym manier muzyki klasycznej na grunt ścieżek dźwiękowych,
które w Golden Age’u na ogół raziły symfonicznym przesytem. Z czasem
jednak Hollywood zainteresowało się egzotycznymi brzmieniami, przez co
swoją szansę otrzymali ciekawi i nieszablonowy twórcy z Europy. Obecnie
w muzyce filmowej bardzo popularna jest "muzyka świata", dzięki czemu
nastąpiło spore otwarcie się rynku kompozytorskiego na artystów o tożsamości
geograficznej, mogących zaoferować unikalne brzmienia.
Podczas
swojej prelekcji Peter Golub wspomniał także o ważnej funkcji, jaką pełni
temp-track w poszukiwaniach nowych kompozytorów. Nie obyło się także
bez wspomnienia o formach pozafilmowych. Szczególna uwaga została poświęcona
światu reklamy, który dla wielu kompozytorów jest odskocznią do
biznesu filmowego. Na koniec, Golub wyjaśnił, na czym polega program
muzyki filmowej Sundance Institute, którego jest on dyrektorem.
Uczestników seminarium szczególnie interesowały zasady i kryteria
naboru, głównie, dlatego że podobny system rekrutacji ma obowiązywać
w przyszłości w Instytucie Rozbitek...
Po
krótkiej przerwie nadszedł czas na przedostatni punkt programu
przygotowanego na ten dzień przez organizatorów. Wszyscy trzej
prelegenci zasiedli przed audytorium w oczekiwaniu na pytania. Pytać można
było o wszystko i tak też się działo. Jednym z najciekawszych
poruszonych wówczas zagadnień było pogodzenie osobistych preferencji
muzycznych z pracą. Peter Golub i Jan A.P. Kaczmarek opowiadali o tym jak
nie pozwolić, aby upodobania muzyczne wpływały na tworzone ścieżki dźwiękowe.
Jednocześnie obaj wymienili style muzyczne i wykonawców, których
szczególnie cenią. Okazało się, że każdy z nich ma bardzo
eklektyczny gust. Do ulubionych kompozytorów Petera Goluba należą
Michael Danna i Thomas Newman, ale interesuje go także muzyka operowa,
pop i klasyczna. Z kolei Jan A.P. Kaczmarek do swoich ulubionych dzieł
zaliczył "Requiem" Mozarta i "Misję" Morricone. Po pytaniach, dotyczących
muzyki na planie filmowym, koncertów muzyki filmowej i jeszcze wielu
innych, dokładnie o godzinie 18 zakończono pierwszy dzień wykładów.
Jednocześnie wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni do klubu Sushi Jazz
SARP na Starym Rynku na tradycyjne spotkanie integracyjne.
Jak
się okazało na miejscu na wszystkich czekało wiele atrakcji. Jedną z
nich był odbywający się jednocześnie Międzynarodowy Festiwal
Teatralny Malta. Z tej okazji na Starym Rynku odbywały się występy
najróżniejszych grup artystycznych – od muzyków począwszy na
akrobatach skończywszy. Poza tym w samym już klubie Sushi Jazz SARP
przygotowano wielki ekran, na którym miał być wyświetlany na żywo
mecz ćwierćfinału mistrzostw świata w piłce nożnej, z Francją i
Brazylią w rolach głównych. Jednak mimo tylu różnych atrakcji, większość
uczestników seminarium pogrążyła się rozmowach na ważne, lub mniej
ważne tematy. Dyskutowano o trudach polskich kompozytorów filmowych,
sposobach komponowania, najnowszych samplach i wielu innych ciekawych
sprawach. W rozmowach brali udział także prelegenci, którzy w klubie
zjawili się w komplecie...
Dzień drugi...
Nikt
tak do końca nie wie jak długo trwało spotkanie integracyjne, które
odbyło się poprzedniego dnia, jednak sądząc po zmęczonych i
niewyspanych twarzach niektórych seminarzystów, można było odnieść
wrażenie, że w ogóle nie spali... Pierwszy wykład drugiego dnia
seminarium kompozytorskiego Instytutu Rozbitek rozpoczynał się już o
godzinie 10:00. Jego forma sprawiła, że mimo zmęczenia wszyscy z uwagą
wsłuchiwali się w słowa Petera Goluba.
Niezwykłość tego wykładu polegała na tym, że połączony był z
prezentacją multimedialną. Kompozytor, który ostatecznie odzyskał
swój zaginiony bagaż, przyniósł ze sobą film, do którego napisał
muzykę – "The Laramie Project". Następnie prezentując kilka scen
starał się opowiadać skąd czerpał pomysły na muzykę i jak wyglądała
weryfikacja jego pracy. Warto w tym miejscu streścić w kilku słowach
sam film. Otóż jest to fabularyzowany dokument, który
stara się wyjaśnić wszystkie aspekty zabójstwa pewnego nastoletniego
amerykański studenta - Matthew Sheparda. Został on brutalnie pobity i
pozostawiony bez pomocy na szosie przez swoich rówieśników, którzy
zrobili to z nienawiści do gejów. W tym niskobudżetowym filmie zagrały
takie sławy jak Christina Ricci i Joshua Jackson. Peter Golub
przyznał, że temp-track w tym obrazie stanowiły kompozycje Philipa
Glassa, które działały tam tak fantastycznie, że trudno było znaleźć
dla nich alternatywę. Ostatecznie Golub postanowił zbliżyć się do
muzyki tymczasowej na tyle na ile było to możliwe. Podczas tego wykładu
padały ze strony uczestników seminarium bardzo konkretne pytania o
tonacje, przebiegi harmoniczne i alternatywne pomysły. Wiele osób
interesowało także to, kto tak naprawdę decyduje o tym czy muzyka
pasuje do filmu, czy też nie...
Kolejny
wykład tego dnia poprowadził Jan A.P. Kaczmarek. On także miał
przygotowane dla seminarzystów multimedialne rekwizyty. Tematem jego
prelekcji była "improwizacja w muzyce filmowej, na przykładach współpracy
z Sussan Deyhim i Leszkiem Możdżerem". Tym sposobem można było usłyszeć
trzy różne wersje utworu "Pokój prześladowanym" z filmu "Quo Vadis"
Jerzego Kawalerowicza. Pierwsza wersja stanowiła orkiestrowy szkielet
pozbawiony wokaliz. Dopiero w drugiej można było usłyszeć kurdyjskiego
śpiewaka Nizamettina Arica, który ostatecznie pojawił się także na ścieżce
dźwiękowej. Z kolei w trzeciej wersji tego utworu, swojego głosu użyczyła
Sussan Deyhim, która wykonywała go między innymi na koncercie muzyki
Jana A.P. Kaczmarka w Łodzi. Kompozytor opowiadał po kolei jak wyglądała
współpraca w obojgiem wokalistów – jakie były ograniczenia, możliwości
i oczekiwania. Można było usłys zeć
także konfrontację tematu z filmu "Lost Souls" z jego wariacją w
wykonaniu Leszka Możdżera. Jan A.P. Kaczmarek opowiadał o zasadach
współpracy z tym pianistą także przy filmie "Niewierna"...
Po
godzinnej przerwie na lunch, wszyscy powrócili na salę wykładową, napełnieni
energią i zapałem do pracy. Tymczasem na miejscu przywitał wszystkich
Paul Broucek fragmentem muzyki z "Władcy Pierścieni: Drużyny Pierścienia".
Wszyscy zasiedli przy wesołych dźwiękach muzyki Hobbitów z Shire i
oczekiwali na opowieść o największym przedsięwzięciu muzyki filmowej
naszych czasów. Tak się bowiem składa, że Paul Broucek, jest
producentem muzycznej trylogii "Lord Of The Ring". Opowiadał on między
innymi i kryteriach wyboru kompozytora, który miałby napisać tę muzykę.
Stwierdził, że na liście nazwisk branych pod uwagę byli: John
Williams, Danny Elfman i James Horner. Dopiero później wpadnięto na
pomysł zatrudnienia Howarda Shore. Główną tego przyczyną była chęć
zatrudnienia kompozytora, który swoim doświadczeniem i dorobkiem nie
górowałby nam reżyserem - Peterem Jacksonem. Ostatecznie to właśnie
Shore zajął się tym niezwykłym projektem, który okazał się największym
tego typu przedsięwzięciem w historii. Proces powstawania żadnej innej
partytury filmowej nie był jeszcze nigdy tak dobrze udokumentowany.
Efektem tego są coraz to nowe i bardziej kompletne wydania tej muzyki,
które będą pojawiać się w sklepach przez najbliższe kilka lat.
Wykład
Paula Broucka był pełen pasji i niezwykłych informacji. Sam prelegent
nie krył swojego szczęścia z możliwości pracy przy "Władcy Pierścieni".
Z wielkim zaangażowaniem opowiadał od niezwykłym talencie Howarda
Shore, który samodzielnie napisał każdą nutę wszystkich trzech
partytur, nie korzystając z pomocy tak zwanych "ghost-writerów". Broucek
opowiadał także o wielu niezwykłych instrumentach wykorzystanych
podczas nagrań – brzmienie niektórych z nich starał się nawet naśladować,
rozbawiając tym samym seminarzystów.
W trakcie wykładu padały także pytania ze strony audytorium – jedno z
nich dotyczyło przeświadczenia Polaków o tym, że to Wojciech Kilar miał
skomponować muzykę do "Władcy Pierścieni". Paul Broucek wymijająco
odpowiedział, że na jego liście kompozytorów, tego nazwiska nie było,
ale jednocześnie nie można wykluczyć, że istniała inna lista...
Ostatni
zajęcia tej gorącej niedzieli, podobnie jak poprzedniego dnia, polegały
głównie na zadawaniu pytań wszystkim prelegentom. Przedtem jednak Jan
A.P. Kaczmarek starał się nawiązać do jego tematu, a więc "co
decyduje o sukcesie muzyki na światowym rynku". Żaden z prelegentów nie
potrafił odpowiedzieć na to pytanie i wszyscy zgodzili się, co do tego,
że nie ma uniwersalnej recepty na sukces. Wszyscy jednakowoż podkreślali
jak istotna w wypromowaniu kompozytora jest rola internetu. To ciągle
rozwijające się medium staje się obecnie największym źródłem
informacji o nowych twórcach i ich dziełach. Tym samym zarówno Peter
Golub, Paul Broucek jak i Jan A.P. Kaczmarek namawiali obecnych na sali
kompozytorów, do tworzenia własnych stron internetowych.
Podczas
tego wykładu powrócono również do tematu temp-tracku. Jan A.P.
Kaczmarek opowiedział przy tej okazji o swojej pracy nad filmem
telewizyjnym "Soldier’s Girl" w reżyserii Franka Piersona. Pierwotnie
do tego obrazu podłożona była muzyka z "Niewiernej", która tak dobrze
działała, że ostatecznie zdecydowano się zostawić ją w kilku
scenach. Z kolei Paul Broucek opowiedział ciekawą historię muzyki do
filmu Terrence’a Malicka "The New World". Temp-track w tym obrazie
stanowiła ścieżka dźwiękowa z "Pięknego Umysłu" autorstwa Jamesa
Hornera. Ostatecznie to właśnie, dlatego ten kompozytor został
zatrudniony do pracy nad tym filmem. Jednak współpraca między nim a reżyserem
wyglądała bardzo dziwnie, ponieważ Malick za bardzo przyzwyczaił się
do muzyki tymczasowej. Po tym jak Horner skomponował bardzo symfoniczną
partyturę, reżyser stwierdził, że brakuje
mu dźwięku fortepianu podobnego do "Pięknego Umysłu". Ostatecznie
James Horner, aby nie zostać odsuniętym od projektu na życzenie reżysera
nagrał około 30 minut improwizacji na fortepianie, które znalazły się
w filmie. Podobno kompozytor był bardzo niezadowolony z tego powodu a
humoru nie poprawiły mu na pewno recenzje krytyków ganiące go po raz
kolejny za autoplagiat... Takich anegdot związanych z muzyką filmową,
podczas całego seminarium można było usłyszeć mnóstwo.
Niedzielne
spotkanie integracyjne odbyło się w jednym z najpopularniejszych klubów
w Poznaniu – Pod Pretekstem. To miejsce, w którym często można spotkać
wielu znanych artystów oraz ludzi związanych ze sztuką. Uczestnicy
seminarium zjawili się tam w komplecie, po raz kolejny pogrążając się
w rozmowach o sprawach ważnych i mniej ważnych. Także Peter Golub, Paul
Broucek i Jan A.P. Kaczmarek brali czynny udział w tych dyskusjach. W
klubie znalazł się także fortepian, na którym mógł zagrać każdy,
kto tylko miał ochotę, a jako że na seminarium obecni byli niemal wyłącznie
kompozytorzy to chętnych nie brakowało. Za klawiaturą zasiadł między
innymi Adrian Konarski (kompozytor muzyki do filmu "Pręgi"), ale i sam
Paul Broucek, który okazał się całkiem niezłym pianistą. Spotkanie
integracyjne w "Pod Pretestem", podobnie jak poprzedniego dnia, trwało
niemal do zamknięcia klubu...
Dzień
trzeci...
Trzeciego
dnia seminarium kompozytorskiego Instytutu Rozbitek wszyscy zebrali się o
godzinie 10:00 przed Centrum Kultury Zamek, mieszczącym się w poznańskim
Zamku przy ulicy Św. Marcin. Podobnie jak w ubiegłym roku ostatniego
dnia zaplanowano wycieczkę do legendarnego już Rozbitka. To właśnie w
tej miejscowości mieści się zespół pałacowo-parkowy
należący do Jana A.P. Kaczmarka, w którym w przyszłości ma być
umiejscowiona siedziba Instytutu. Podróż autokarem z Poznania trwała
około godziny. Na miejscu wszyscy ujrzeli niezwykle malowniczo położony
pałac, do którego prowadziła najdłuższa w Wielkopolsce aleja
Platanowa. Właściciel tego niezwykłego miejsca – Jan A.P. Kaczmarek
– podobnie jak w ubiegłym roku, oprowadzał wszystkich po najpiękniejszych
zakątkach swoich włości, jednocześnie przedstawiając swoje wizje,
dotyczące przyszłości tego miejsca.
Nieco
dłuższą chwilę wszyscy spędzili w parkowym amfiteatrze gdzie
przeprowadzono dyskusję o przyszłości Rozbitka. Rozmawiano między
innymi o podobieństwach Instytutu do programu muzycznego Sundance
Institute. Peter Golub wyczerpująco opisał zasady rekrutacji i działania
programu, którego jest dyrektorem. Spora część słuchaczy
zainteresowana była także tematem "dema" – a więc krótkiej próbki
umiejętności każdego kompozytora. Padały pytania o długość takiego "dema",
jego różnorodność i jakość. Prelegenci wyczerpująco odpowiadali na
wszystkie pytania, wyjaśniając najmniejsze wątpliwości.
Po
tej krótkiej dyskusji i dalszym zwiedzaniu parku, wszyscy wrócili pod pałac
gdzie miał odbyć się piknik. Pogoda tego dnia była wyśmienita,
dlatego wszystkim dopisywały znakomite humory. Nowością w tym roku było
zwiedzanie samego pałacu. Mimo że wewnątrz toczyły się roboty
remontowe, Jan A.P. Kaczmarek oprowadzał seminarzystów po najciekawszych
zakamarkach gigantycznej budowli – od piętra począwszy na piwnicach
skończywszy...
W
końcu nadszedł czas na piknik. W jego trakcie można było nie tylko
najeść się do syta, przygotowanymi przez organizatorów po raz kolejny,
fenomenalnymi przekąskami, ale także porozmawiać z kim tylko się chciało.
Piękna pogoda i malownicze otoczenie sprawiły, że seminarzyści
rozmawiali o czym tylko się dało – o muzyce, Afryce, bombach atomowych
i wielu innych zadziwiających sprawach.
Nieśmiałość i dystans zauważalne jeszcze pierwszego dnia, teraz całkowicie
wyparowały. Także Peter Golub i Paul Broucek sprawiali wrażenie
zauroczonych niezwykłym zapałem młodych kompozytorów, którzy zadawali
im miliony pytań. Obaj w niezwykle bezpośredni sposób starali się na
wszystkie odpowiadać. Toczyły się zarówno grupowe dyskusje jak i
indywidualne rozmowy. Największym powodzeniem cieszył się oczywiście
Jan A.P. Kaczmarek, który nieustannie otoczony był grupką osób mających
do niego jakieś pytania.
Po
kilku godzinach rozmów ostatecznie nadszedł czas na powrót do Poznania.
Wszyscy z wielkim żalem skierowali się w stronę autokaru. Zanim jednak
nastąpiły czas pożegnań, wszyscy zebrali się do tradycyjnego zdjęcia
grupowego na tle pałacu. Mimo problemów z oświetleniem i wielu
aparatów do obsłużenia w końcu udało się wszystkich zadowolić, na
tyle że ostatecznie skierowali się oni do czekającego już autokaru.
Zanim jednak nastąpił odjazd mięło sporo czasu na pożegnaniach z
Paulem Broucekiem, Peterem Golubem i Janem A.P. Kaczmarkiem. W oczywisty
sposób pokazywało to, że tak naprawdę nikt nie ma ochoty na
opuszczanie Rozbitka. Niezwykły klimat tego miejsca i możliwość
spotkania z podobnymi sobie ludźmi, sprawiały, że trudno było je
opuszczać. A kiedy już to się jednak stało wiele osób z nadzieją i
radością mówiło o kolejnym spotkaniu, które ma podobno odbyć się już
za rok...
GALERIA ZDJĘĆ
Dziękuję
organizatorom seminarium kompozytorskiego Instytutu Rozbitek za
zaproszenie.
Autor: Łukasz
Waligórski
|