Start | Recenzje | Artykuły | Koncerty | Kompozytorzy | Nuty | Konkursy | Media | Linki

O stronie

Artykuły

 

Koniec czerwca i początek lipca 2006 roku minął zdecydowanie pod znakiem muzyki filmowej. W Hiszpanii odbył się wielki festiwal, w którym wzięły udział takie ikony tego gatunku jak Hans Zimmer, Christopher Young czy Harry Gregson-Williams. Z kolei w Warszawie miała miejsce długo zapowiadana gala muzyki filmowej, a Szczecin odwiedził sam Gustavo Santaolalla – tegoroczny zdobywca Oscara. Jednak chyba najbardziej inspirującym wydarzeniem było odbywające się w Poznaniu, II seminarium kompozytorskie Instytutu Rozbitek. Po raz kolejny Jan A.P. Kaczmarek skupił wokół siebie młodych, kompozytorów z całej europy, którzy tłumnie stawili się 1 lipca w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. Wśród nich pojawiło się także wielu uczestników poprzedniego seminarium, co sprawiło, że całe spotkanie nabrało bardzo przyjacielskiej atmosfery.

Tym, co różniło lipcowe seminarium od poprzedniego, które odbyło się we wrześniu ubiegłego roku, był przede wszystkim rozmach. Tym razem organizatorzy zaplanowali aż dwa dni wykładów, a trzeciego tradycyjną już wycieczkę do Rozbitka. Poza tym wśród prelegentów znalazło się dwóch obcokrajowców – Peter Golub i Paul Broucek. Kilka wykładów poprowadził także sam zdobywca Oscara – Jan A.P. Kaczmarek. O bardziej międzynarodowym charakterze II seminarium uprzedzał już sam jego tytuł: "Global Score for Global Village", a więc "Globalna partytura dla globalnej wioski". Niemal wszystkie dyskusje i prelekcje odbywały się w języku angielskim. Oczywiście wszystkie osoby nie znające tego języka miały zapewnione świetne tłumaczenie. Wystarczyło zaopatrzyć się w specjalne słuchawki, które rozdawali organizatorzy, a para niezwykle wykwalifikowanych tłumaczy przekazywała po polsku (lub angielsku - w zależności od sytuacji) treść wypowiedzi z zaledwie kilkusekundowym opóźnieniem. 

Dzień pierwszy...

Podobnie jak w ubiegłym roku także i w tym, wykładowa część seminarium odbyła się w budynku Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. O godzinie 10 przed salą 340 zgromadziła się część seminarzystów. Wśród nich było wielu znajomych z zeszłego roku, ale nie zabrakło także nowych twarzy. Pierwszy wykład miał poprowadzić Paul Broucek. Tematem jego wystąpienia był "punkt widzenia amerykańskiego producenta i amerykańskiego studia nagraniowego na europejskich kompozytorów". Broucek jest wiceprezydentem do spraw muzyki w wytwórni New Line Cinema, a więc ten temat bez wątpienia nie jest mu obcy. Poza tym w swojej karierze miał okazję współpracować z takimi kompozytorami jak Jan A.P. Kaczmarek ("Lost Souls") i Alexandre Desplat ("Birth"). Z jego wypowiedzi jasno można było wywnioskować, że atutem kompozytorów ze starego kontynentu jest ich oryginalność i egzotyczne brzmienie. Ma to istotne znaczenie w przypadku geograficznej tożsamości muzyki i samego kompozytora. Są bowiem ścieżki dźwiękowe, które mogą być skomponowane tylko przez europejskich kompozytorów, ponieważ nie poradziliby sobie z nimi twórcy amerykańscy. To samo tyczy się także miejsca nagrywania muzyki. Paul Broucek, jako producent wykonawczy muzyki filmowej miał okazję przebywać w wielu studiach nagraniowych na całym świecie. Tym samym opierając się na swoim doświadczeniu uznał angielskie studia nagraniowe za najlepsze na świecie. Z jednej strony wynika to ich z zaplecza technicznego – takie studia jak Abbey Road Studios, są specjalnie przystosowane do nagrywania muzyki filmowej. Poza tym angielskie orkiestry i muzycy są świetnie przygotowani do pracy nad ścieżkami dźwiękowy – między innymi nie mają problemu z pracą w słuchawkach, co wcale nie jest proste. Różnice istnieją także w ekspresji wykonywania muzyki – tutaj Paul jako przykład przytoczył różnice w nagraniach jednego fragmentu ścieżki dźwiękowej z "Lost Souls", które najpierw odbywały się w Anglii a później w Warszawie.

Sporo uwagi podczas tego pierwszego wykładu, poświęcono także kwestii oryginalności kompozytorów. Tym samym poruszono temat muzyki tymczasowej, a więc temp-tracku. Za przykład kompozytora będącego więźniem swej oryginalności posłużył Thomas Newman – prywatnie przyjaciel Paula Broucek’a. Twórca ten wykształcił swój bardzo charakterystyczny styl oparty na motywach rytmicznych, które największy rozgłos zyskały w filmie "American Beauty". Od tego czasu w niemal każdym filmie, do którego pisał Newman, temp-track stanowiła właśnie ta ścieżka dźwiękowa. Broucek wyjaśnił także pokrótce jak tworzy się muzykę tymczasową i kto tak naprawdę się tym zajmuje...

Kolejny wykład tego dnia poprowadził Jan A.P. Kaczmarek, a jego wystąpienie dotyczyło ograniczeń w pracy współczesnego kompozytora filmowego. W pewnym sensie było to nawiązanie do jednego z tematów, omawianych przez kompozytora na poprzednim seminarium. Tym razem jednak za przykład ograniczeń i wymagań stawianych kompozytorom posłużył film Johna Gatinsa "Dreamer". Jan A.P. Kaczmarek komponował muzykę do tego obrazu na początku roku 2005 jednak ostatecznie jego muzyka została odrzucona. Kompozytor wyjaśnił przyczyny, z których tak się stało i jednocześnie wyjaśnił proces weryfikowania muzyki i całego filmu za pomocą "test-screening" – pokazów testowych. Pod koniec prelekcji ze strony seminarzystów padały pytania i to jak radzić sobie z ograniczeniami budżetowymi i czasowymi podczas pracy nad filmem. Wiele osób było także zainteresowanych wpływem sampli na końcowy kształt muzyki i jej odbiór przez reżysera...

Po tej prelekcji nastąpiła przerwa na lunch, podczas której można było posilić się przygotowanymi przez organizatorów przekąskami. Podobnie jak i w ubiegłym roku zadbano o to, aby każdy mógł zjeść coś pysznego. Jednocześnie można było rozmawiać z prelegentami o sprawach poruszanych przez nich podczas wykładów. Luźna atmosfera zdecydowanie sprawiła, że wiele osób przyzwyczaiło się od świadomości, że je właśnie lunch w towarzystwie producenta muzyki w "Władcy Pierścieni" oraz zdobywcy Oscara za muzykę do "Marzyciela"...

Po godzinnej przerwie wszyscy powrócili na salę wykładową, aby powitać Petera Goluba. Jak się okazało ten kompozytor, a jednocześnie dyrektor programu muzycznego Sundance Institute, miał spore trudności z dostaniem się do Poznania. Nie dość, że jego samoloty znacznie się spóźniały, to cały bagaż trafił gdzieś do Niemiec, w ręce celników Lufthansy... Miało to bezpośredni wpływ na zmianę tematu pierwszego wykładu mającego się odbyć w ramach II seminarium kompozytorskiego Instytutu Rozbitek. Zamiast multimedialnej prezentacji pokazującej techniki komponowania na przykładzie filmu "The Laramie Project", poruszono temat budowy kariery kompozytora, z uwzględnieniem muzyki filmowej, ale także teatru, baletu u muzyki symfonicznej. Kompozytor słusznie zauważył, że obecnie młodym europejskim kompozytorom łatwiej zaistnieć w Hollywood, ponieważ muzyka filmowa przeszła znaczną metamorfozę. W Złotej Erze ścieżki dźwiękowe były w pewnym sensie efektem Wagnerowskiego nurtu. Kiedy w czasie drugiej wojny światowej kompozytorzy klasyczny opuszczali Europę i wyjeżdżali do USA, najczęściej znajdowali zatrudnienie w świecie filmu. Zaowocowało to przeniesieniem pewnym manier muzyki klasycznej na grunt ścieżek dźwiękowych, które w Golden Age’u na ogół raziły symfonicznym przesytem. Z czasem jednak Hollywood zainteresowało się egzotycznymi brzmieniami, przez co swoją szansę otrzymali ciekawi i nieszablonowy twórcy z Europy. Obecnie w muzyce filmowej bardzo popularna jest "muzyka świata", dzięki czemu nastąpiło spore otwarcie się rynku kompozytorskiego na artystów o tożsamości geograficznej, mogących zaoferować unikalne brzmienia.

Podczas swojej prelekcji Peter Golub wspomniał także o ważnej funkcji, jaką pełni temp-track w poszukiwaniach nowych kompozytorów. Nie obyło się także bez wspomnienia o formach pozafilmowych. Szczególna uwaga została poświęcona światu reklamy, który dla wielu kompozytorów jest odskocznią do biznesu filmowego. Na koniec, Golub wyjaśnił, na czym polega program muzyki filmowej Sundance Institute, którego jest on dyrektorem. Uczestników seminarium szczególnie interesowały zasady i kryteria naboru, głównie, dlatego że podobny system rekrutacji ma obowiązywać w przyszłości w Instytucie Rozbitek... 

Po krótkiej przerwie nadszedł czas na przedostatni punkt programu przygotowanego na ten dzień przez organizatorów. Wszyscy trzej prelegenci zasiedli przed audytorium w oczekiwaniu na pytania. Pytać można było o wszystko i tak też się działo. Jednym z najciekawszych poruszonych wówczas zagadnień było pogodzenie osobistych preferencji muzycznych z pracą. Peter Golub i Jan A.P. Kaczmarek opowiadali o tym jak nie pozwolić, aby upodobania muzyczne wpływały na tworzone ścieżki dźwiękowe. Jednocześnie obaj wymienili style muzyczne i wykonawców, których szczególnie cenią. Okazało się, że każdy z nich ma bardzo eklektyczny gust. Do ulubionych kompozytorów Petera Goluba należą Michael Danna i Thomas Newman, ale interesuje go także muzyka operowa, pop i klasyczna. Z kolei Jan A.P. Kaczmarek do swoich ulubionych dzieł zaliczył "Requiem" Mozarta i "Misję" Morricone. Po pytaniach, dotyczących muzyki na planie filmowym, koncertów muzyki filmowej i jeszcze wielu innych, dokładnie o godzinie 18 zakończono pierwszy dzień wykładów. Jednocześnie wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni do klubu Sushi Jazz SARP na Starym Rynku na tradycyjne spotkanie integracyjne. 

Jak się okazało na miejscu na wszystkich czekało wiele atrakcji. Jedną z nich był odbywający się jednocześnie Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta. Z tej okazji na Starym Rynku odbywały się występy najróżniejszych grup artystycznych – od muzyków począwszy na akrobatach skończywszy. Poza tym w samym już klubie Sushi Jazz SARP przygotowano wielki ekran, na którym miał być wyświetlany na żywo mecz ćwierćfinału mistrzostw świata w piłce nożnej, z Francją i Brazylią w rolach głównych. Jednak mimo tylu różnych atrakcji, większość uczestników seminarium pogrążyła się rozmowach na ważne, lub mniej ważne tematy. Dyskutowano o trudach polskich kompozytorów filmowych, sposobach komponowania, najnowszych samplach i wielu innych ciekawych sprawach. W rozmowach brali udział także prelegenci, którzy w klubie zjawili się w komplecie...

Dzień drugi...

Nikt tak do końca nie wie jak długo trwało spotkanie integracyjne, które odbyło się poprzedniego dnia, jednak sądząc po zmęczonych i niewyspanych twarzach niektórych seminarzystów, można było odnieść wrażenie, że w ogóle nie spali... Pierwszy wykład drugiego dnia seminarium kompozytorskiego Instytutu Rozbitek rozpoczynał się już o godzinie 10:00. Jego forma sprawiła, że mimo zmęczenia wszyscy z uwagą wsłuchiwali się w słowa Petera Goluba. Niezwykłość tego wykładu polegała na tym, że połączony był z prezentacją multimedialną. Kompozytor, który ostatecznie odzyskał swój zaginiony bagaż, przyniósł ze sobą film, do którego napisał muzykę – "The Laramie Project". Następnie prezentując kilka scen starał się opowiadać skąd czerpał pomysły na muzykę i jak wyglądała weryfikacja jego pracy. Warto w tym miejscu streścić w kilku słowach sam film. Otóż jest to fabularyzowany dokument, który stara się wyjaśnić wszystkie aspekty zabójstwa pewnego nastoletniego amerykański studenta - Matthew Sheparda. Został on brutalnie pobity i pozostawiony bez pomocy na szosie przez swoich rówieśników, którzy zrobili to z nienawiści do gejów. W tym niskobudżetowym filmie zagrały takie sławy jak Christina Ricci i Joshua Jackson. Peter Golub przyznał, że temp-track w tym obrazie stanowiły kompozycje Philipa Glassa, które działały tam tak fantastycznie, że trudno było znaleźć dla nich alternatywę. Ostatecznie Golub postanowił zbliżyć się do muzyki tymczasowej na tyle na ile było to możliwe. Podczas tego wykładu padały ze strony uczestników seminarium bardzo konkretne pytania o tonacje, przebiegi harmoniczne i alternatywne pomysły. Wiele osób interesowało także to, kto tak naprawdę decyduje o tym czy muzyka pasuje do filmu, czy też nie...

Kolejny wykład tego dnia poprowadził Jan A.P. Kaczmarek. On także miał przygotowane dla seminarzystów multimedialne rekwizyty. Tematem jego prelekcji była "improwizacja w muzyce filmowej, na przykładach współpracy z Sussan Deyhim i Leszkiem Możdżerem". Tym sposobem można było usłyszeć trzy różne wersje utworu "Pokój prześladowanym" z filmu "Quo Vadis" Jerzego Kawalerowicza. Pierwsza wersja stanowiła orkiestrowy szkielet pozbawiony wokaliz. Dopiero w drugiej można było usłyszeć kurdyjskiego śpiewaka Nizamettina Arica, który ostatecznie pojawił się także na ścieżce dźwiękowej. Z kolei w trzeciej wersji tego utworu, swojego głosu użyczyła Sussan Deyhim, która wykonywała go między innymi na koncercie muzyki Jana A.P. Kaczmarka w Łodzi. Kompozytor opowiadał po kolei jak wyglądała współpraca w obojgiem wokalistów – jakie były ograniczenia, możliwości i oczekiwania. Można było usłyszeć także konfrontację tematu z filmu "Lost Souls" z jego wariacją w wykonaniu Leszka Możdżera. Jan A.P. Kaczmarek opowiadał o zasadach współpracy z tym pianistą także przy filmie "Niewierna"...

Po godzinnej przerwie na lunch, wszyscy powrócili na salę wykładową, napełnieni energią i zapałem do pracy. Tymczasem na miejscu przywitał wszystkich Paul Broucek fragmentem muzyki z "Władcy Pierścieni: Drużyny Pierścienia". Wszyscy zasiedli przy wesołych dźwiękach muzyki Hobbitów z Shire i oczekiwali na opowieść o największym przedsięwzięciu muzyki filmowej naszych czasów. Tak się bowiem składa, że Paul Broucek, jest producentem muzycznej trylogii "Lord Of The Ring". Opowiadał on między innymi i kryteriach wyboru kompozytora, który miałby napisać tę muzykę. Stwierdził, że na liście nazwisk branych pod uwagę byli: John Williams, Danny Elfman i James Horner. Dopiero później wpadnięto na pomysł zatrudnienia Howarda Shore. Główną tego przyczyną była chęć zatrudnienia kompozytora, który swoim doświadczeniem i dorobkiem nie górowałby nam reżyserem - Peterem Jacksonem. Ostatecznie to właśnie Shore zajął się tym niezwykłym projektem, który okazał się największym tego typu przedsięwzięciem w historii. Proces powstawania żadnej innej partytury filmowej nie był jeszcze nigdy tak dobrze udokumentowany. Efektem tego są coraz to nowe i bardziej kompletne wydania tej muzyki, które będą pojawiać się w sklepach przez najbliższe kilka lat.

Wykład Paula Broucka był pełen pasji i niezwykłych informacji. Sam prelegent nie krył swojego szczęścia z możliwości pracy przy "Władcy Pierścieni". Z wielkim zaangażowaniem opowiadał od niezwykłym talencie Howarda Shore, który samodzielnie napisał każdą nutę wszystkich trzech partytur, nie korzystając z pomocy tak zwanych "ghost-writerów". Broucek opowiadał także o wielu niezwykłych instrumentach wykorzystanych podczas nagrań – brzmienie niektórych z nich starał się nawet naśladować, rozbawiając tym samym seminarzystów. W trakcie wykładu padały także pytania ze strony audytorium – jedno z nich dotyczyło przeświadczenia Polaków o tym, że to Wojciech Kilar miał skomponować muzykę do "Władcy Pierścieni". Paul Broucek wymijająco odpowiedział, że na jego liście kompozytorów, tego nazwiska nie było, ale jednocześnie nie można wykluczyć, że istniała inna lista...

Ostatni zajęcia tej gorącej niedzieli, podobnie jak poprzedniego dnia, polegały głównie na zadawaniu pytań wszystkim prelegentom. Przedtem jednak Jan A.P. Kaczmarek starał się nawiązać do jego tematu, a więc "co decyduje o sukcesie muzyki na światowym rynku". Żaden z prelegentów nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie i wszyscy zgodzili się, co do tego, że nie ma uniwersalnej recepty na sukces. Wszyscy jednakowoż podkreślali jak istotna w wypromowaniu kompozytora jest rola internetu. To ciągle rozwijające się medium staje się obecnie największym źródłem informacji o nowych twórcach i ich dziełach. Tym samym zarówno Peter Golub, Paul Broucek jak i Jan A.P. Kaczmarek namawiali obecnych na sali kompozytorów, do tworzenia własnych stron internetowych.

Podczas tego wykładu powrócono również do tematu temp-tracku. Jan A.P. Kaczmarek opowiedział przy tej okazji o swojej pracy nad filmem telewizyjnym "Soldier’s Girl" w reżyserii Franka Piersona. Pierwotnie do tego obrazu podłożona była muzyka z "Niewiernej", która tak dobrze działała, że ostatecznie zdecydowano się zostawić ją w kilku scenach. Z kolei Paul Broucek opowiedział ciekawą historię muzyki do filmu Terrence’a Malicka "The New World". Temp-track w tym obrazie stanowiła ścieżka dźwiękowa z "Pięknego Umysłu" autorstwa Jamesa Hornera. Ostatecznie to właśnie, dlatego ten kompozytor został zatrudniony do pracy nad tym filmem. Jednak współpraca między nim a reżyserem wyglądała bardzo dziwnie, ponieważ Malick za bardzo przyzwyczaił się do muzyki tymczasowej. Po tym jak Horner skomponował bardzo symfoniczną partyturę, reżyser stwierdził, że brakuje mu dźwięku fortepianu podobnego do "Pięknego Umysłu". Ostatecznie James Horner, aby nie zostać odsuniętym od projektu na życzenie reżysera nagrał około 30 minut improwizacji na fortepianie, które znalazły się w filmie. Podobno kompozytor był bardzo niezadowolony z tego powodu a humoru nie poprawiły mu na pewno recenzje krytyków ganiące go po raz kolejny za autoplagiat... Takich anegdot związanych z muzyką filmową, podczas całego seminarium można było usłyszeć mnóstwo.

Niedzielne spotkanie integracyjne odbyło się w jednym z najpopularniejszych klubów w Poznaniu – Pod Pretekstem. To miejsce, w którym często można spotkać wielu znanych artystów oraz ludzi związanych ze sztuką. Uczestnicy seminarium zjawili się tam w komplecie, po raz kolejny pogrążając się w rozmowach o sprawach ważnych i mniej ważnych. Także Peter Golub, Paul Broucek i Jan A.P. Kaczmarek brali czynny udział w tych dyskusjach. W klubie znalazł się także fortepian, na którym mógł zagrać każdy, kto tylko miał ochotę, a jako że na seminarium obecni byli niemal wyłącznie kompozytorzy to chętnych nie brakowało. Za klawiaturą zasiadł między innymi Adrian Konarski (kompozytor muzyki do filmu "Pręgi"), ale i sam Paul Broucek, który okazał się całkiem niezłym pianistą. Spotkanie integracyjne w "Pod Pretestem", podobnie jak poprzedniego dnia, trwało niemal do zamknięcia klubu...

Dzień trzeci...

Trzeciego dnia seminarium kompozytorskiego Instytutu Rozbitek wszyscy zebrali się o godzinie 10:00 przed Centrum Kultury Zamek, mieszczącym się w poznańskim Zamku przy ulicy Św. Marcin. Podobnie jak w ubiegłym roku ostatniego dnia zaplanowano wycieczkę do legendarnego już Rozbitka. To właśnie w tej miejscowości mieści się zespół pałacowo-parkowy należący do Jana A.P. Kaczmarka, w którym w przyszłości ma być umiejscowiona siedziba Instytutu. Podróż autokarem z Poznania trwała około godziny. Na miejscu wszyscy ujrzeli niezwykle malowniczo położony pałac, do którego prowadziła najdłuższa w Wielkopolsce aleja Platanowa. Właściciel tego niezwykłego miejsca – Jan A.P. Kaczmarek – podobnie jak w ubiegłym roku, oprowadzał wszystkich po najpiękniejszych zakątkach swoich włości, jednocześnie przedstawiając swoje wizje, dotyczące przyszłości tego miejsca.

Nieco dłuższą chwilę wszyscy spędzili w parkowym amfiteatrze gdzie przeprowadzono dyskusję o przyszłości Rozbitka. Rozmawiano między innymi o podobieństwach Instytutu do programu muzycznego Sundance Institute. Peter Golub wyczerpująco opisał zasady rekrutacji i działania programu, którego jest dyrektorem. Spora część słuchaczy zainteresowana była także tematem "dema" – a więc krótkiej próbki umiejętności każdego kompozytora. Padały pytania o długość takiego "dema", jego różnorodność i jakość. Prelegenci wyczerpująco odpowiadali na wszystkie pytania, wyjaśniając najmniejsze wątpliwości.

Po tej krótkiej dyskusji i dalszym zwiedzaniu parku, wszyscy wrócili pod pałac gdzie miał odbyć się piknik. Pogoda tego dnia była wyśmienita, dlatego wszystkim dopisywały znakomite humory. Nowością w tym roku było zwiedzanie samego pałacu. Mimo że wewnątrz toczyły się roboty remontowe, Jan A.P. Kaczmarek oprowadzał seminarzystów po najciekawszych zakamarkach gigantycznej budowli – od piętra począwszy na piwnicach skończywszy...

W końcu nadszedł czas na piknik. W jego trakcie można było nie tylko najeść się do syta, przygotowanymi przez organizatorów po raz kolejny, fenomenalnymi przekąskami, ale także porozmawiać z kim tylko się chciało. Piękna pogoda i malownicze otoczenie sprawiły, że seminarzyści rozmawiali o czym tylko się dało – o muzyce, Afryce, bombach atomowych i wielu innych zadziwiających sprawach. Nieśmiałość i dystans zauważalne jeszcze pierwszego dnia, teraz całkowicie wyparowały. Także Peter Golub i Paul Broucek sprawiali wrażenie zauroczonych niezwykłym zapałem młodych kompozytorów, którzy zadawali im miliony pytań. Obaj w niezwykle bezpośredni sposób starali się na wszystkie odpowiadać. Toczyły się zarówno grupowe dyskusje jak i indywidualne rozmowy. Największym powodzeniem cieszył się oczywiście Jan A.P. Kaczmarek, który nieustannie otoczony był grupką osób mających do niego jakieś pytania.

Po kilku godzinach rozmów ostatecznie nadszedł czas na powrót do Poznania. Wszyscy z wielkim żalem skierowali się w stronę autokaru. Zanim jednak nastąpiły czas pożegnań, wszyscy zebrali się do tradycyjnego zdjęcia grupowego na tle pałacu. Mimo problemów z oświetleniem i wielu aparatów do obsłużenia w końcu udało się wszystkich zadowolić, na tyle że ostatecznie skierowali się oni do czekającego już autokaru. Zanim jednak nastąpił odjazd mięło sporo czasu na pożegnaniach z Paulem Broucekiem, Peterem Golubem i Janem A.P. Kaczmarkiem. W oczywisty sposób pokazywało to, że tak naprawdę nikt nie ma ochoty na opuszczanie Rozbitka. Niezwykły klimat tego miejsca i możliwość spotkania z podobnymi sobie ludźmi, sprawiały, że trudno było je opuszczać. A kiedy już to się jednak stało wiele osób z nadzieją i radością mówiło o kolejnym spotkaniu, które ma podobno odbyć się już za rok...

GALERIA ZDJĘĆ

Dziękuję organizatorom seminarium kompozytorskiego Instytutu Rozbitek za zaproszenie.

Autor: Łukasz Waligórski


 

© MuzykaFilmowa.pl, Łukasz Waligórski