Niezalogowany (Zaloguj się)

Kategorie

  1.  

    Jacy wg Was są najbardziej przereklamowani kompozytorzy muzyki filmowej. Tacy o których ciągle się głośno mówi a tak naprawdę ich muzyka jest kiepska, lub nieznana. Jakieś pomysły?

  2.  

    I co? Żadnego odzewu? No to zacznę od nazwiska najbardziej oczywistego:

    Brian Tyler

    Kompozytor, który w USA jest horrendalnie popularny i wręcz ubóstwiany. Jego ostatnie "AvPR" wywołało fale zachwytu i znalazło się nawet na liście 10 najlepszych ścieżek dźwiękowych roku 2007 wg pisma Film Music Weekly. O tyle mnie to zadziwiło, że listę tę tworzył, jeden z najbardziej cenionych przeze mnie krytyków, Daniel Schweiger.

    Moje podejście do twórczości Tylera jest dość chłodne. Jest kilka płyt w jego dorobku, które mogą się podobać, ale niestety większość to typowe, hollywoodzkie rzemiosło. "Tokio Drift", "AvPR", 'Bug", "War" i podobne tytuły są prawie niemożliwe do słuchania. A mimo to Tylerem zachwycają się niemal wszyscy w USA.

    Myślę że to wynika z tego że Tyler to jeden z młodych twórców amerykańskich, który kultywuje typowo hollywoodzkie brzmienie, co daje mu sympatię tamtejszych krytyków. Obecnie Hollywood zalewa fala kompozytorów z całego świata - a szczególnie z Europy. Ma to wpływ na hollywoodzką muzykę filmową, która zaczyna odchodzić od tego typowo amerykańskiego brzmienia a zaczyna czerpać z muzyki świata. Myślę że Amerykanie trochę się boją, że te ich charakterystyczne brzmienie w końcu zginie i łapczywie wychwalają każdego rodzimego kompozytora, który ciągle trzyma się tego stylu. Mam tu na myśli potężny orkiestrowy zgiełk, wywodzący się z Golden Age, który leży u podstaw amerykańskiej muzyki ilustracyjnej. Nam się taki rodzaj muzyki nie podoba i jako Europejczycy szukamy oryginalności, świeżości. Amerykanie są swego rodzaju ksenofobami, którzy zawsze będą wychwalali swoją tandetę, tylko dlatego, że jest ich.

    I stąd popularność Tylera, oraz opinie, że "AvPR" jest świetną muzyką, mimo ze czerpie z poprzedników, ogranicza się do symfonicznego hałasu i praktycznie nie ma krzty oryginalności. Na takie argumenty każdy Amerykanin z dumą odpowie, że 80% muzyki filmowej tak brzmi, więc dlaczego nagle jest to takie złe? Ważne że ta masa dźwięku wbija w fotel!

    •  
      CommentAuthorMefisto
    • CommentTime14 Jan 2008
     

    Dla mnie Tyler broni się dwoma pracami: The Greatest Game Ever Played i Last Call. Pierwsza jest przepiękna, w typie Goldsmitha z Rudy'ego, na którym Tyler się zresztą wzorował (tj na kompozytorze, nie na tej konkretnej płycie). Druga trochę w typie noir, jazzująca lekko, naprawdę fajna. Pozostałe jego prace są albo średnie albo słabe, ale myślę, że wiąże się to raczej z samymi filmami, niż z talentem Tylera. Owszem, daleko mu do choćby Powella, ale jak chce, to potrafi. To samo Jablonsky - kapitalny Steamboy w jego wydaniu plus trochę ścieżek z Tears of the Sun i cała reszta średniawek. Naprawdę trudno to wyjaśnić.
    Innym przereklamowanym kompozytorem jest dla mnie - werble - Kaczmarek. Oczywiście to dobry kompozytor i podobały mi się praktycznie wszystkie jego prace, które słyszałem, ale oprócz Unfaithful niczym mnie nie powalił. Marzyciel to ładna ścieżka, ale już dawno mi się osłuchała, że tak powiem. Poza tym nie mogę znieść tego, że człowiek ten wciąż traktowany jest przez pryzmat Oscara za wspomnianą ścieżkę, wobec czego każda jego kolejna praca musi być conajmniej dobra. Oczywiście czekam wciąż na odsłuchanie całej Wojny i Pokoju, ale nie zmienia to zdania, że Kaczmarek nie jest dla mnie wart aż tylu zachwytów i że od czasu statuetki media wypromowały go na największego polskiego kompozytora.
    Z innych kompozytorów przychodzi mi na myśl Tyler Bates - do tej pory nie pokazał niczego poza plagiatem Titusa i średniawkami pokroju Dawn of the Dead. Get Carter miał swoje momenty, ale nadal nie jest to nic wielkiego. Ale wszystko przed nim.
    Nie przekonuje mnie też Julyan, ale to chyba z tego prostego powodu, że pisze ścieżki niełatwe, pod specyficzne filmy (Insomnia, Descent) i nie należą one do przyjemnych w słuchaniu.

    •  
      CommentAuthorAndy
    • CommentTime14 Jan 2008
     

    Ja bym dodał Hornera, ktory poza "Braveheartem", "Legends of Fall", "Aliens", "The Mask..." i "The Legend of Zorro" oraz "Apollo 13", nie ma w dorobku nic ciekawego, przynajmniej dla mnie.

    Howard Shore - już gdzieś napisałem, że nie rozumiem fenomenu LOTRa i według mnie Shore komponuje mało porywająco.

    Ostatnio odbyłem rozmowę z Krzesimirem Dębskim i od tego czasu mam "kryzys Elfmana". Kompozytor powiedział mi bowiem, że Elfman nie potrafi prawie nic, a największe plusy jego partytur, czyli orkiestracje i ciekawe pomysły aranżacyjne, są dziełem Steve'a Bartka. Zawsze myślałem, że Elfman, mimo że to niewykształcony kompozytor, dużo pracuje nad muzyką i 85% jej wspaniałości to jego zasługi. Może Krzesimir nieco przesadził, ale niby dlaczego miałby to robić...

    •  
      CommentAuthorMefisto
    • CommentTime14 Jan 2008
     

    Andy:Ja bym dodał Hornera, ktory poza "Braveheartem", "Legends of Fall", "Aliens", "The Mask..." i "The Legend of Zorro" oraz "Apollo 13", nie ma w dorobku nic ciekawego, przynajmniej dla mnie.

    Casper, Krull, Patriot Games, Clear and Present Danger, Star Trek, Cocoon, Field of Dreams - w zasadzie wszystko przed rokiem 1998

    •  
      CommentAuthorAndy
    • CommentTime14 Jan 2008
     

    Uuuuu. Jednego nie znam: "Clear and Present Danger". Chyba trzeba sięz tym zapoznać w takim razie.

    •  
      CommentAuthorMefisto
    • CommentTime14 Jan 2008
     

    warto - wg niektórych przebija Patriot Games, ale dla mnie na równi stoją

    •  
      CommentAuthorAndy
    • CommentTime14 Jan 2008
     

    No...dla mnie jak na równi z "Patriot Games", to tak sobie (ta elektronika...), ale jeszcze się zobaczy.

    • CommentAuthorgrzesiucd
    • CommentTime20 Jan 2008
     

    Uważam, że w tym temacie trzeba być bardzo ostrożnym...
    Nie chcę kompozytorów segregować na dwie kategorie - przereklamowany lub nie...
    Brian Tyler powalił mnie płytą "Godsend" - słuchałem jej kiedyś prawie do 4 nad ranem i nie mogłem wyjść z podziwu.
    Każdemu kompozytorowi wyjśc może jakaś słabsza płyta lub po prostu słaby sezon.
    Są płyty Goldsmitha, które po prostu nie potrafię ich słuchać... "Along came a spider" wydane przez Verese Sarabande najzwyczajniej w świecie mnie męczy i rozdrażnia... Chyba w końcu ją sprzedam lub schowam głęboko do szafy.
    Podobnie myślę o H. Shore. Płyty "M. Butterfly" nie tknąłem już od ponad roku a "Drużynę Pierścienia" słucham bardzo często... Tak naprawdę to z całeł dyskografii Shore lubię słuchać Władcę Pierścieni...
    A Gustavo Santaolalla?
    Hans Zimmer?
    Wspomniany już Horner...
    Są płyty, które wciskają mnie w fotel podczas słuchania, a są płyty, do których nie ma się ochoty wrócić - bo myśl o ponownym przesłuchaniu tej płyty powoduje ból...

    • CommentAuthorscoreman
    • CommentTime21 Jan 2008
     

    Andy:
    Ostatnio odbyłem rozmowę z Krzesimirem Dębskim i od tego czasu mam "kryzys Elfmana". Kompozytor powiedział mi bowiem, że Elfman nie potrafi prawie nic, a największe plusy jego partytur, czyli orkiestracje i ciekawe pomysły aranżacyjne, są dziełem Steve'a Bartka. Zawsze myślałem, że Elfman, mimo że to niewykształcony kompozytor, dużo pracuje nad muzyką i 85% jej wspaniałości to jego zasługi. Może Krzesimir nieco przesadził, ale niby dlaczego miałby to robić...

    No, no, autorytet się nam trafił :) Pan Dębski to dopiero przereklamowany kompozytor. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć żadnej wielkiej płyty spod jego ręki, a tu proszę - recenzuje, ocenia, krytykuje, bryluje jako ekspert w mediach. Tymczasem nawet na naszym dosyć żaściankowym rynku muzycznym nie ma szans wskoczyć do ścisłej czołowki kompozytorów (opinia subiektywna ;) ).

    Co innego - krytykowany przez niego Danny Elfman. Facet, który wniósł trochę świeżości do muzyki filmowej. Napisał kilka genialnych, a jednocześnie szalonych kompozycji (równie szalonych, co filmy, którym towarzyszyły). Zdecydowanie nie można o nim powiedzieć "przreklamowany", ale raczej - "niedoceniony" (zwłąszcza przez Akademię przyznającą Oscary).

    •  
      CommentAuthorAndy
    • CommentTime21 Jan 2008
     

    Krzesimir Dębski to świetnie wykształocny kompozytor i bez wątpienia potrafiłby skomponować coś na miarę soundtracków hollywoodzkich, przy których w większości pracuje po 10 osób. Czym tematy z Ogniem i Mieczem ustępują tworom amerykańskich muzyków? Rozmach jest tylko mniejszy ze względu na małą efektowność obrazu. Na polskim rynku nie widzę nikogo poza Kilarem, kto mógłby się z nim równać. Jednocześnie Krzesimir jako artysta pragnący uprwiać sztukę wysoką, poświęca się głównie twórczości klasycznej, a filmem zajmuje się dla komfortu finansowego. Zauważ także, że dużo pracuje zagranicą (np. robił projekt muzyczny do "The Time Line", był przy nagrywaniu "POTC3") i chyba nie ma co wątpić, że wie co tam się wyrabia.

    Pozdrawiam:Dag:

    • CommentAuthorscoreman
    • CommentTime22 Jan 2008
     

    Andy:Krzesimir Dębski to świetnie wykształocny kompozytor i bez wątpienia potrafiłby skomponować coś na miarę soundtracków hollywoodzkich, przy których w większości pracuje po 10 osób. Czym tematy z Ogniem i Mieczem ustępują tworom amerykańskich muzyków? Rozmach jest tylko mniejszy ze względu na małą efektowność obrazu. Na polskim rynku nie widzę nikogo poza Kilarem, kto mógłby się z nim równać. Jednocześnie Krzesimir jako artysta pragnący uprwiać sztukę wysoką, poświęca się głównie twórczości klasycznej, a filmem zajmuje się dla komfortu finansowego. Zauważ także, że dużo pracuje zagranicą (np. robił projekt muzyczny do "The Time Line", był przy nagrywaniu "POTC3") i chyba nie ma co wątpić, że wie co tam się wyrabia.

    No nie wiem... Jakoś tej wielkości Dębskiego nie czuję i nie słyszę. Być może jestem uprzedzony po pewnym koncercie w filharmonii, kiedy to pan Krzesimir kompletnie mnie zawiódł w roli dyrygenta ;) Jak dla mnie był na bakier z klasyką, kompletnie nie czuł repertuaru.
    Nie zmienia to jednak faktu, że przesadza z krytyką Elfmana. Tak ja nie czuję Dębskiego, tak Dębski zapewne nie czuje Elfmana i stąd takie surowe opinie :)

    Pzdr

    •  
      CommentAuthorAndy
    • CommentTime26 Jan 2008
     

    Z tą dyrygenturą, to różnie bywa akurat. Niedawno spoktałem się np. z opinią, że Leonard Bernstein nie czuł muzyki jak trzeba:confused2:

    •  
      CommentAuthorMefisto
    • CommentTime13 Feb 2009
     

    nie wiedziałem, gdzie to wrzucić, wiec niech będzie tu - bardzo fajny wywiad z Ottmanem:
    http://www.soundtrack.net/features/article/?id=258

    • CommentAuthorgettel
    • CommentTime16 Jun 2009
     

    Dla mnie John Williams oraz Hans Zimmer , chociaż tego drugiego szanuje za całokształt.
    Johna Williamsa miałem okazje oglądać partytury ...które sobie zakupiłem są badziewne i tyle.
    Uważam ze szkoły kompozytorów Europejskich są na wiele wyższym poziome.
    Rozśmiesza mnie to ze do tworzenia ścieżki dźwiękowej jakiegoś filmu w USA angażuje się sztab ludzi gdzie w Polsce
    robi to jedna osoba ;)

    •  
      CommentAuthorThon
    • CommentTime19 Jun 2009 zmieniony
     

    Partytury Williamsa badziewne? Czemu?

    •  
      CommentAuthorAndy
    • CommentTime19 Jun 2009
     

    Może na tanim papierze wydrukowane czy coś...;)

  3.  

    Łukasz Waligórski:I co? Żadnego odzewu? No to zacznę od nazwiska najbardziej oczywistego:

    Brian Tyler

    Kompozytor, który w USA jest horrendalnie popularny i wręcz ubóstwiany. Jego ostatnie "AvPR" wywołało fale zachwytu i znalazło się nawet na liście 10 najlepszych ścieżek dźwiękowych roku 2007 wg pisma Film Music Weekly. O tyle mnie to zadziwiło, że listę tę tworzył, jeden z najbardziej cenionych przeze mnie krytyków, Daniel Schweiger.

    Moje podejście do twórczości Tylera jest dość chłodne. Jest kilka płyt w jego dorobku, które mogą się podobać, ale niestety większość to typowe, hollywoodzkie rzemiosło. "Tokio Drift", "AvPR", 'Bug", "War" i podobne tytuły są prawie niemożliwe do słuchania. A mimo to Tylerem zachwycają się niemal wszyscy w USA.

    Myślę że to wynika z tego że Tyler to jeden z młodych twórców amerykańskich, który kultywuje typowo hollywoodzkie brzmienie, co daje mu sympatię tamtejszych krytyków. Obecnie Hollywood zalewa fala kompozytorów z całego świata - a szczególnie z Europy. Ma to wpływ na hollywoodzką muzykę filmową, która zaczyna odchodzić od tego typowo amerykańskiego brzmienia a zaczyna czerpać z muzyki świata. Myślę że Amerykanie trochę się boją, że te ich charakterystyczne brzmienie w końcu zginie i łapczywie wychwalają każdego rodzimego kompozytora, który ciągle trzyma się tego stylu. Mam tu na myśli potężny orkiestrowy zgiełk, wywodzący się z Golden Age, który leży u podstaw amerykańskiej muzyki ilustracyjnej. Nam się taki rodzaj muzyki nie podoba i jako Europejczycy szukamy oryginalności, świeżości. Amerykanie są swego rodzaju ksenofobami, którzy zawsze będą wychwalali swoją tandetę, tylko dlatego, że jest ich.

    I stąd popularność Tylera, oraz opinie, że "AvPR" jest świetną muzyką, mimo ze czerpie z poprzedników, ogranicza się do symfonicznego hałasu i praktycznie nie ma krzty oryginalności. Na takie argumenty każdy Amerykanin z dumą odpowie, że 80% muzyki filmowej tak brzmi, więc dlaczego nagle jest to takie złe? Ważne że ta masa dźwięku wbija w fotel!

    Zgadzam się absolutnie ze wszystkim i radzę się z niego nie naśmiewać, nie trollować na jego temat bo można dostać ochrzan albo bana na innych portalach z muzyką filmową ;) .

  4.  

    Ja sam nie należę do wielkich fanów Briana Tylera, chociaż ostatnio mnie zszokował tym, że w ogóle te ścieżki ostatnie posiadają w ogóle jakieś tematy a przy jakichś 40 minutach albumu Fast Five byłoby naprawdę dobre, ale nie mogę się zgodzić z jednym: Tyler nie jest lubiany dlatego, że wywodzi się z Golden Age (więcej ma wspólnego z Zimmerem), ale dlatego, że w odróżnieniu od większości dzisiaj "trendowatych" (tak, błąd zamierzony :P ) pisze na orkiestrę i to pisze całkiem dobrze. O to chodzi fanom, którym brakuje dzisiaj orkiestry.

    Problem polega na tym, że to w ostatecznym rozrachunku zupełnie nic nie znaczy.

  5.  

    No nie przesadzałbym. Dobrze na orkiestrę to piszę obecnie np Desplat. W ogóle pojęcie ''dobre pisanie ''na orkiestrę jest dość kontrowersyjne. Dla mnie najważniejsze jest jej brzmienie( które nadawane jest przez dobór odpowiednich instrumentów) . Brajanowi brak lekkości i finezji przy kreowaniu utworów. Nie oszukujmy się ten z Fast Five też jakiś mega uzależniający to nie jest . Faceta nie stać na napisanie czegoś pokroju ''Sky Battle'' czy ''Same Day, Every Day'' . Wszystko w temacie.