|
W
ramach obchodów tegorocznego, kosmicznego w klimacie Święta Łodzi,
15 maja na rynku Manufaktury, odbył się niezwykły pokaz kultowego
filmu Stanley'a Kubricka - "2001: Odyseja Kosmiczna" z
towarzyszeniem orkiestry symfonicznej i chóru Filharmonii Łódzkiej
im. Artura Rubinsteina.
Dokładnie
o 20:01 widzowie zasiedli na 2001 przygotowanych miejscach siedzących,
co oczywiście okazało się ilością zbyt małą, gdyż
zainteresowanych było znacznie więcej. Kto nie miał cierpliwości zająć
sobie miejsca w kolejce na kilka godzin przed pokazem musiał zadowolić
się miejscem stojącym. Pokaz rozpoczął się o 21:30, kiedy już
doczekaliśmy się wystarczających ciemności. Był to pierwszy tego
rodzaju pokaz dzieła Kubricka na świecie! (aż dziw bierze, że nikt
wcześniej nie pokusił się na zorganizowanie tego typu imprezy).
Filmu
i towarzyszącej mu muzyki, mam nadzieję, że nikomu nie trzeba
przedstawiać. Odgrywa ona w "Odysei..." znaczącą rolę. Pojawia
się wprawdzie rzadko, ale jeśli już to właśnie jej Kubrick oddaje głos.
Sceny dryfujących między gwiazdami statków kosmicznych przy
akompaniamencie "Nad pięknym, modrym Dunajem" Johanna Straussa
zapierają dech. "Also Sprach Zarathustra" Richarda Straussa to
temat, który sprawia, że łezka kreci się w oku każdego kinomaniaka.
Z kolei przy "Requiem" Georga Ligietego ciężko nie dostać
zimnego dreszczu na plecach.
Na
placu przed Manufakturą wrażenia te podniesione zostały do trzeciej
potęgi dzięki: wielkiemu (10x20 m) ekranowi, otartemu nad głowami
widzów gwieździstemu niebu, a przede wszystkim wykonaniu tej wspaniałej
muzyki przez liczący 160 osób zespół orkiestry i chóru łódzkich
filharmoników pod batutą Marcina Wolniewskiego.
Orkiestrze
i chórowi należą się same pochwały. "Also Sprach Zarathustra"
za każdym razem brzmiała należycie potężnie, chórzyści podołali
wyśmienicie "Requiem" oraz "Lux Aeterna" Ligietego. Prawdziwą
przyjemnością było nie tylko słuchać "Nad pięknym, modrym
Dunajem", ale także widzieć po twarzach muzyków, że granie tego
utworu było dla nich prawdziwą przyjemnością. Podobnie sprawy się
miały z "Adiago" Arama Chaczaturiana, które wykonane zostało z dużą
gracją. Finałowe powtórzenie "Zarathustry" i "Dunaja" na
napisach końcowych było natomiast chwilą, która z pewnością trwale
zapisze się w mojej pamięci.
Manufaktura
nie okazała się jednak doskonałym miejscem na tego typu wydarzenie.
Gwar dochodzący z restauracji i krzyki z wesołego miasteczka ucichły
dopiero po jakimś czasie, natomiast dudnienie z dyskoteki – wcale.
Osobiście
nic nie jest mi jednak w stanie odebrać satysfakcji z możliwości
zobaczenia tego filmu z muzyką na żywo. Czasami po prostu odchodziła
mi ochota na robienie jakichkolwiek zdjęć – siadałem na miejscu i
dawałem się ponieść temu niezwykłemu klimatowi filmu i muzyki, która
w magiczny sposób niekiedy uciszała hałaśliwe otoczenie manufaktury.
A do tego fakt, że od czasu do czasu mogłem podnieść głowę ponad
ekran i dostrzec świecące wysoko nade mną gwiazdy dodawał całemu
wydarzeniu niepowtarzalnego smaku.
Z
pewnością koncert ten był wydarzeniem, dla którego warto było 15
maja odwiedzić Łódź. Kto był, ten potwierdzi, a kto nie był, temu
pozostaje żywić nadzieję, że znajdzie się jeszcze okazja do przeżycia
czegoś podobnego.
Za pomoc w stworzeniu
relacji i przeżyciu na łódzkich terenach dziękuję Magdzie Placuch i
Krzyśkowi Olejniczakowi
Autor relacji: Damian
Słowioczek
GALERIA

|