| Koncerty |
|
|
 |
| ~~
Dzień 1 ~~ |
~~
Dzień 2 ~~
|
~~
Dzień 3 ~~
|
~~
Opinie ~~
|
|
Rok temu Kraków dość nieoczekiwanie wyłonił się
na muzycznej mapie Polski, sprawiając
ogromną niespodziankę wszelkim miłośnikom muzyki filmowej. Kilka miesięcy
temu portal MuzykaFilmowa.pl wyróżnił I Festiwal Muzyki Filmowej jako najlepsze wydarzenie ubiegłego roku. Przy okazji
zacieraliśmy też ręce na kolejną odsłonę imprezy. Dziś – w
momencie, gdy emocje już opadły, a
wykonawcy, organizatorzy i publiczność
dawno porozjeżdżali się do domów i powrócili do codziennych obowiązków
– możemy opisać nasze wrażenia z 2. Festiwalu Muzyki Filmowej w
Krakowie. Czy było lepiej? A może gorzej? Czy warto było odwiedzić
dawną stolicę kraju w dniach 21-23 maja? I co stracili ci, którym się
to nie udało? Odpowiedzi na te pytania i wiele więcej informacji
znajdziecie w naszej relacji, do której serdecznie zapraszamy.
|
|
"...Na planecie odbywa się zaledwie garstka festiwali,
takich jak ten..."
-
Reinhold Heil
|
|
Konferencja
prasowa...
|
|
Co prawda już we wtorek można było
uczestniczyć w warsztatach muzycznych, prowadzonych przez Tana Duna, a
dzień wcześniej odbyło się także spotkanie z Nancy Knutsen
(asystentka Johna Williamsa, wice-przewodnicząca departamentu
Film and Television Repertory w Amerykańskim Stowarzyszeniu Kompozytorów,
Autorów i Wydawców, czyli ASCAP), ale były to specjalne bonusy dla
ludzi z branży, które nie zaliczały się bezpośrednio do festiwalowego
programu, który rozpoczął się w czwartek.
Inauguracja była
bardzo słodka – okolicznościowy tort wspólnie przekroili Tan Dun i
Jan A.P. Kaczmarek (który do Krakowa dotarł z lekkim opóźnieniem
spowodowanym pewną przygodą, którą nie omieszkał podzielić się z
obecnymi na sali). Tenże tort został potem rozdany wszystkim uczestnikom
porannej konferencji, w której poza wspomnianą dwójką, uczestniczyli
też Reinold Heil i Johnny Klimek, czyli 2/3 grupy Pale 3. Cała czwórka
w towarzystwie – co wręcz trzeba wspomnieć – absolutnie
fantastycznego tłumacza i anglisty, Piotra Krasnowolskiego i koordynatora
festiwalu, Roberta Piaskowskiego, w luźnej i radosnej atmosferze
odpowiedziała na pierwsze pytania odnośnie Krakowa, festiwalu i własnej
twórczości, po czym wszyscy rozeszli się, aby przygotować się do
nadchodzących atrakcji.
~ Mefisto
|
|
"..Zawsze zadawałem sobie to pytanie. Czy zanim
wynaleziono
orkiestrę i instrumenty, ludzie słuchali już muzyki?..."
-
Tan Dun
|
|
Akademia
Festiwalowa...
|
|
Pierwszą taką atrakcją, którą przyszło nam także przygotować merytorycznie
było spotkanie z niemieckim trio – Tykwer, Klimek, Heil – Pale 3,
oraz z dyrygentem Diego Navarro (który już w połowie spotkania musiał
uciekać na próby poprzedzające wieczorny koncert na Błoniach). Tzw.
Akademia Festiwalowa, która od czwartku, aż do końca festiwalu odbywała
się zawsze na Rynku Głównym i była stałym punktem każdego dnia,
otwarta była dla wszystkich, włączając w to przypadkowych przechodniów.
Niestety ilość miejsc siedzących była bardzo ograniczona i w większości
zajęta już przez festiwalowych gości i dziennikarzy, więc reszta osób
musiała stać. A ponieważ słońce mocno dogrzewało, toteż większość
ludzi szybko rozchodziła się w poszukiwaniu jakiegoś chłodniejszego
miejsca. Sporo osób jednak zostało, a całość – przeprowadzona z
humorem, w bardzo przystępnej i luźnej formie – pozostawiła po sobie
pozytywne wrażenie. Spotkanie poprowadzili wspólnie Łukasz Waligórski
oraz Dariusz Stańczuk z RMF Classics. W przeciągu godziny można się było sporo
dowiedzieć o bohaterach dzisiejszego dnia, oraz ich twórczości, a jako
że był też czas na pytania od publiczności, toteż było ciekawie.
Pewien mężczyzna zaskoczył nawet prośbą do Toma Tykwera, o możliwość
zainteresowania się i późniejszego zekranizowania jego własnego
scenariusza o Koperniku (którego synopsis przyniósł nawet ze sobą). Niestety
okazało się, że reżyser zajęty jest aż do 2015 roku, wobec czego
niepocieszony jegomość musiał odejść z kwitkiem. Przy okazji wydało
się także, że w sobotę Tykwer obchodzi urodziny, wobec czego nie będzie
mógł zostać w Krakowie do końca festiwalu.
Rozmowy na scenie toczyły się oczywiście
wokół dokonań trójki kompozytorów oraz wieczornego koncertu na Błoniach.
Pochodzący z gorącej Teneryfy Diego Navarro zachwycał się orkiestrą,
z którą przyszło mu współpracować oraz całą organizacją
Festiwalu. Niemal we wszystkich wywiadach powtarzał żywiołowo tę samą
formułkę od swoim zachwycie nad wszystkim co spotyka go w Krakowie...
padła nawet opinia, że taka monotematyczność jego wypowiedzi wynika ze
słabej znajomości języka angielskiego ;)
Bardziej stonowane opinie wygłaszali trzej członkowie grupy Pale 3.
Zresztą po Niemcach i Australijczyku trudno było się spodziewać
temperamentu porównywalnego z energią Diego Navarro. Tom Tykwer,
Reinhold Heil i Johnny Klimek spokojnie i konkretnie odpowiadali na
zadawane im pytania dotyczące sposobu współpracy, tworzenia muzyki do
"Pachnidła" oraz historii pewnej piosenki do
"Matrixa". Ich opowieści przybliżały publiczności tematykę
i wagę koncertu, który miał się odbyć wieczorem. Zdecydowanie
najciekawsze były opisy współpracy z Berlińskimi Filharmonikami i ich
charyzmatycznym dyrygentem sir Simonem Rattle, podczas tworzenia
"Pachnidła". Także pytania od publiczności, na które znalazł
się czas na końcu spotkania, dotyczyły głównie tego dzieła.
~ Mefisto
|
|
|
"...To wielkie wyzwanie być kreatywnym – i to być
kreatywnym bez kompromisów..."
-
Tom Tykwer
|
|
Próba
koncertu na błoniach...
|
|
Około godziny 15:00 na błoniach
rozpoczęła się próba wieczornego koncertu, na którym miały być
wykonane suity z filmów "Spiderman 3", "Iron Man", "Matrix
Rewolucje" i "Pachnidło historia mordercy". To właśnie na nią tak
spieszył się Diego Navarro, że nie mógł uczestniczyć do końca w
Akademii Festiwalowej odbywającej się na krakowskim rynku. Ten pochodzący
z Teneryfy kompozytor i dyrygent już od kilku dni przygotowywał
Sinfoniettę Cracovię oraz Chór Polskiego radia w Krakowie do wykonania
najpopularniejszych partytur filmowych ostatnich lat. Jego obecność na
Festiwalu była związana ze współpracą Krakowa z Filmucite -
Festiwalem Muzyki Filmowej na Teneryfie. W ramach tej współpracy
krakowska publiczność mogła wziąć udział w autorskiej produkcji
Filmucite, jaką był cały wieczorny koncert na błoniach. Otóż
partytury z "Iron Mana", "Matrixa", "Spidermana
3" jak i "Pachnidła..." zostały po raz pierwszy
przygotowane do koncertowego wykonania w takiej postaci, specjalnie na
ostatnie Filmucite. Krakowskie Biuro Festiwalowe postanowiło wykorzystać
ten, gotowy już, projekt i zaprezentować go polskiej publiczności. W
zamian dyrektor Filmucite (Diego Navarro) otrzymał możliwość promocji
swojego przedsięwzięcia podczas 2. Festiwalu Muzyki Filmowej w
Krakowie...
Niemal we wszystkich wywiadach
podczas trwania festiwalu Diego Navarro zachwycał się umiejętnościami
i brzmieniem polskich muzyków. Jego satysfakcję było wydać także
czwartkowej próby generalnej. Mimo że orkiestra po raz pierwszy grała
na scenie na błoniach, a wokoło ciągle trwały ostatnie prace montażowe,
muzycy nie dawali dyrygentowi wiele powodów do powtórek. Próba
przebiegała błyskawicznie aż do momentu przećwiczenia drugiej części
koncertu - "Pachnidła...". Na tej części próby pojawili się
sami kompozytorzy - Reinhold Heil i Johnny Klimek. O ile wykonanie
"Iron Mana", "Spidermana 3" i "Matrixa"
podlegało wyłącznie ocenie Diego Navarro, o tyle na ostateczną decyzję
na kształt "Pachnidła..." mieli także jego kompozytorzy. Heil
i Klimek bacznie przysłuchiwali się próbom Sifonietty Cracovii i co
jakiś czas przekazywali swoje wskazówki do reżyserki, ekipy nagłośnieniowej
i dyrygenta. Bardziej aktywny był zdecydowanie Reihold Heil, który
kilkukrotnie biegał między sceną a widownią sprawdzając jakość nagłośnienia
i wykonanie poszczególnych części partytury.
Tego dnia pogoda sprzyjała
koncertom na błoniach. Próba przebiegła w błyskawicznym tempie a świecące
wysoko słońce tylko utwierdziła wszystkich artystów w dobrych
humorach. Szkoda że podczas próby nie przećwiczono projekcji fragmentów
filmów na gigantycznym ekranie rozwieszonym ponad muzykami. Może wtedy
udałoby się uniknąć kilku wpadek podczas koncertu...
~ Łukasz Waligórski
|
|
|
"...Naszym kompozytorskim zadaniem, jest podążanie za
wizjonerem. To jest wizja Toma, ale my robimy wszystko, aby go wspierać i
staramy się pomóc mu ją wyrazić. Polega to na rzucaniu w siebie
nawzajem pomysłami, co uruchamia go do działania..."
-
Johnny Klimek
|
|
Max
Raabe w Operze Krakowskiej...
|
|
Wspaniałą oficjalną inauguracją
tegorocznego Festiwalu był pierwszy w Polsce koncert Maxa Raabe i Palast
Orchester, który odbył się w nowym gmachu Opery Krakowskiej, w czwartek
o 19.00. Berlińska grupa zyskała sobie uznanie i popularność na całym
świecie przywracaniem do życia na swoich koncertach klimatu klubów
muzycznych lat 20 i 30 minionego wieku. W repertuarze królują niemieckie
i amerykańskie szlagiery pochodzące z filmów czy musicali tamtego
okresu, takie jak: "Cheek to Cheek", "Cosi Cosa",
"Mein Bruder
macht beim Tonfilm die Geräusche", "Singin' in the Rain",
"Wenn
ich Sonntags in mein Kino geh'" i wiele, wiele innych (właściwie
repertuar zespołu to około 500 utworów). Zestawione one zostają z
nietypowymi aranżacjami współczesnych hitów Britney Spears, Prince'a,
Quinna czy Lou Begi. Wszystko to wykonywane jest z niezwykłą elegancją
i legendarną niemiecką precyzją i profesjonalizmem. Poza tym jednak,
jak mówi sam Raabe, zespół ma na celu pokazanie, że Niemcy nie są pozbawieni poczucia humoru. Dlatego też aranżacje utworów
opierają się niejednokrotnie na ironicznym do nich podejściu, a cały
koncert przeradza się w kabaretowe show. Dodając do tego
charakterystyczny barytonowy wokal samego Raabe, z niezwykłą grrracją akcentującego prrrawdziwie
frrrancuskie "r", Palast Orchester jest grupą o niezwykle oryginalnym
muzycznym języku.
Konwencja przyjęta przez Raabe
okazuje się absolutnie porywająca, czego mógł doświadczyć każdy
uczestnik koncertu. Publiczność została dosłownie zaczarowana. Przy
"Cheek to Cheek" całe rzędy kołysały się na boki w takt melodii.
Każde wystąpienie Raabe w przerwie między utworami wywoływało salwy
śmiechu. Oznaki prawdziwej euforii dało się zauważyć natomiast, gdy
wokalista zaskoczył wszystkich śpiewając po polsku. Każdy członek
orkiestry był indywidualnością, przykuwał uwagę widza nie tylko swoją
grą, ale także charakterystyczną rolą w przedstawieniu. Nic więc
dziwnego, że publiczność wynagrodziła to zespołowi owacjami na stojąco,
które długo zmuszały jego członków do ponownego wychodzenia na scenę.
Doczekaliśmy się kilku bisów, z których dwoma były groteskowe
wykonania współczesnych hitów - "Oops...I did it again" Britney
Spears i "Sex Bomb" Toma Jonesa. Obok "Cheek to Cheek",
"Deszczowej piosenki", "Three Little Pigs" i genialnego utworu
"z dwoneczkami", były to najjaśniejsze punkty koncertu. Mnie osobiście
występ Maxa Raabe i Palast Orchester już na otwarciu Festiwalu wprawił
w doskonały nastrój na całe jego trzy dni. I jestem przekonany, że każdy
wychodząc z Opery miał wymalowany na twarzy podobny wyraz satysfakcji – po prostu szczery uśmiech.
~ Damian Słowioczek
|
|
|
|
"..Ostatecznie nie musisz być w niczym naprawdę
dobry, jeśli jesteś reżyserem. (…)
Rzeczywistość jest taka,
że jedyną rzeczą, na której reżyserzy muszą
się znać,
to wiedzieć co według nich jest dobre.."
-
Tom Tykwer
|
|
Wieczorny
koncert a błoniach...
|
|
Na szczęście po tym niezwykłym
doznaniu w nowej krakowskiej operze, było wystarczająco dużo czasu, aby
dostać się na Błonia, gdzie na wieczornym koncercie – prezentacji
muzyki do "Pachnidła", poprzedzonego suitami z hollywoodzkich
blockbusterów, a więc "Iron Mana", "Spider-mana 3" i "Matrix
Rewolucje" – po raz ostatni mogliśmy zobaczyć Pale 3 w komplecie.
Gospodarzami koncertu byli Magda Miśka i Damian Sołtysik, którzy
zaimprowizowali na scenie krótki i zabawny wywiad z kompozytorami.
Jednocześnie wykorzystano informację, która pojawiła się podczas
porannej Akademii Festiwalowej, dotyczącą zbliżających się 44 urodzin
Tom Tykwera. W takich okolicznościach wieczorny koncert potraktowano jako
prezent dla niemieckiego reżysera a publiczność, przy akompaniamencie
orkiestry spontanicznie zaśpiewała Tykwerowi "sto lat" i nagrodziła
gromkimi brawami. Reżyser nie krył wzruszenia, a wszyscy w radosnym
nastroju zasiedli do wyczekiwanego koncertu. Tego
wieczoru za muzykę odpowiadał oczywiście
Diego Navarro, który zgrabnie i z werwą poprowadził Sinfonietta
Cracovia i Chór Polskiego Radia. I choć co do wykonania nie można mieć
zastrzeżeń (orkiestra dała prawdziwego czadu, co przy tak
elektronicznych, opartych na samplach kompozycjach, zasługuje na tym większe
uznanie), to już do repertuaru i jego otoczki i owszem. Było co prawda
świetnie, jednak raził bardzo dobór muzyki. Co by bowiem nie mówić o
tych partyturach, to jednak mają się one do "Pachnidła", jak pięść
do nosa. A i jeśli już trzeba było opisać jakichś superbohaterów (bo
pod takim szyldem reklamowano tą część koncertu), to gdzie jest np:
Batman (obojętnie czy Zimmera i Howarda, czy Elfmana), Superman, X-Meni...
Choć wykonanie na żywo sprawiło, że nawet te – niewysokich przecież
lotów – kompozycje zabrzmiały naprawdę solidnie, to chwilami aż żal
było patrzeć, jak muszą męczyć się nad nimi muzycy. Jedynie
"Matrix" nie pozostawił chyba nikogo obojętnym, choć w porównaniu
do wersji albumowej, sporo z tej muzyki rozeszło się niestety po całych
Błoniach, wobec czego efekt na pewno był nieco gorszy od oryginału.
Ciekawe, co dane nam będzie usłyszeć w przyszłym roku – tym
bardziej, że tuż przed koncertem puszczono skromną zapowiedź
muzycznego przekroju przez sagę Obcego, jaką niebawem zaprezentuje
festiwal Filmucite na Teneryfie, a którego dyrektorem jest w końcu Diego
Navarro...
Tymczasem po skromnej przerwie
przyszedł czas na gwóźdź programu, a więc muzykę z "Pachnidła".
Muzykę, która jest przecudowna, bardzo emocjonalna i delikatna, co słychać
było szczególnie w wykonaniu na żywo i w połączeniu z obrazem (film w
całości nie został co prawda wyświetlony, ale pokazano jego najważniejsze
fragmenty). Można się było obawiać, że tak subtelna i ulotna przecież
kompozycja, zwyczajnie rozpłynie się na wietrze. Na całe szczęście
muzyka w większości brzmiała niemal identycznie, co wykonanie muzyków
z Berlina. Jedynie w paru fragmentach można było żałować, że nie
zdecydowano się na ten koncert w filharmonii. Wystarczyło jednak wsłuchać
się w przecudne wykonanie "Meeting Laura" (z wiodącym sopranem
Karoliny Gorgon-Zaborniak), czy "The Girl With The Plums", aby nie
tylko zapomnieć o wszelkich niedogodnościach, ale i o całym świecie. A
ponieważ orkiestra wykonała aż 11 tematów z filmu (i tak o jeden
mniej, niż zakładano), toteż nie będzie cienia przesady w
stwierdzeniu, że tego wieczoru można się było poczuć, jak w niebie.
Zdecydowanie koncert ten potwierdził tylko wielkość i jakość
partytury Pale 3 i na zawsze pozostanie w sercach, przynajmniej tych
naszych, redakcyjnych :) Wielkie, wielkie brawa i podziękowania za ten
koncert, tak dla wykonawców, jak i organizatorów.
Nieco inną sprawą pozostaje kilka wpadek technicznych. Przede wszystkim
dosłownie przez cały koncert po ekranie prezentującym fragmenty filmów
biegał kursor, który co chwila walczył z niesfornym Windows Media
Playerem. Parę razy można było też mieć zastrzeżenia, co do tego, że
pewnych rzeczy/instrumentów nie słychać za dobrze, za to inne są aż
nadto wyeksponowane. Kilkukrotnie dochodziły nas także odgłosy miasta,
w tym parę "konkurencyjnych" imprez. W przyszłości można pomyśleć
też o jakimś dodatkowym telebimie – osoby siedzące z przodu nie mogły
co prawda narzekać, ale z pewnością sporo ludzi, którzy siedzieli na
końcu i po bokach nie widziało zbyt dużo, czy to poszczególnych części
orkiestry, czy choćby samych prowadzących (a więc dyrygenta i
zapowiadających go dziennikarzy). Niespecjalnie udało się też
wprowadzenie do koncertu – Andrzej Sołtysik i urocza Magda Miśka z RMF
zaliczyli parę wpadek merytorycznych, niepotrzebny product placement i
zupełnie zapomnieli przedstawić kompozycje, które będą odgrywane
(poza "Pachnidłem" nie padło ani jedno słowo o tym, co kto napisał,
choć informacje te znajdują się na internetowej stronie festiwalu).
Szkoda. Jednak nawet pomimo tych wpadek, po prostu trzeba uznać ten
koncert za jak najbardziej udany. Chyba właśnie w tym tkwi siła dobrej
filmowej ilustracji (a więc w tym wypadku głównie "Perfume"), że
robi duże wrażenie niezależnie od towarzyszących jej okoliczności i
przeciwności losu.
~ Mefisto
|
|
| ~~
Dzień 1 ~~ |
~~
Dzień 2 ~~
|
~~
Dzień 3 ~~
|
~~
Opinie ~~
|
|
|
|
|
|