Start | Recenzje | Artykuły | Koncerty | Kompozytorzy | Nuty | Konkursy | Media | Linki

O stronie

Koncerty

 

 

~~ Dzień 1 ~~ ~~ Dzień 2 ~~ ~~ Dzień 3 ~~ ~~ Opinie ~~

Jeszcze nie opadły emocje po pierwszym dniu festiwalu i w powietrzu nadal unosił się zapach perfum(e), a już trzeba było szykować się na kolejne wielkie wydarzenia, tym razem pod znakiem Oscarów (o czym zresztą co chwila informowali nas organizatorzy, a co szybko stało się bardzo irytujące i nieco uwłaczające kompozytorom, gdyż wychodziło na to, jakby nic innego, co zrobili i osiągnęli nie miało znaczenia) – bohaterami tego dnia mieli być Jan A.P. Kaczmarek (który wspomnianą statuetkę otrzymał za "Marzyciela"), oraz Tan Dun (słynny "Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok"). Obaj wzbudzali duże emocje, ale chyba wszyscy wyczekiwali bardziej na Duna, który jest niezbyt znany w naszym kraju, szczególnie dla osób, które nie siedzą w temacie, nie mówiąc już o tym, że do Krakowa przybył ze swoim niezwykłym muzycznym projektem, o tajemniczej nazwie "The Map". Warto jeszcze tylko dodać, iż tego samego dnia mogliśmy podziwiać w akcji samego Douga Adamsa – jednego z najbardziej uznanych zachodnich recenzentów i dziennikarzy muzycznych, człowieka blisko związanego z Howardem Shore i jego muzyką do "Władcy Pierścieni" (właśnie kończy opasłą książkę na ten temat) i który przeprowadził wywiad z Dunem i (ostatniego dnia) z Ludwigiem Wickim.

 "...Kiedy byłem młodym kompozytorem, komponowałem z bólem. Natomiast teraz przychodzi mi to z niepokojącą łatwością..."

- Jan A.P. Kaczmarek

Próba koncertu Jana A.P. Kaczmarka...

Drugi dzień festiwalu już od samego rana był pracowity dla muzyków. Wtedy bowiem o godzinie 9 odbyła się próba koncertu twórczości Jana A.P. Kaczmarka. Orkiestra prowadzona przez Pawła Przytockiego przez prawie 4 godziny pod okiem oscarowego kompozytora przygotowywała się do występu. Sam Kaczmarek podkreślał jak istotne jest dla niego urozmaicenie koncertu, tak aby był on dla publiczności przeżyciem jedynym w swoim rodzaju, pełnym niespodzianek. Dlatego też podczas próby można było zaobserwować duże zaangażowanie kompozytora w ostateczny wygląd granych utworów, dającego wskazówki dyrygentowi i orkiestrze. Kaczmarek na każdym ze swoich koncertów stara się prezentować premierowe kompozycje. Podobnie miało być w Krakowie gdzie zaplanowano premierę muzyki do filmu "City Island". 

Na koncercie miało się pojawić dwoje, skrajnie różnych, solistów - Sussan Deyhim i Marek Szpakiewicz. Współpracują oni z Janem A.P. Kaczmarkiem już od wielu lat, wspólnie pojawiając się na koncertach, ale także biorąc udział nagraniach nowych dzieł kompozytora. Sussan Deyhim jako wokalistka o niezwykłych umiejętnościach i nietuzinkowej barwie głosu, wprowadza do muzyki Polaka pewien etniczny pierwiastek. Jest on tym bardziej przekonywujący, że w znacznej mierze opiera się na improwizacji. Już podczas prób było widać, że wokalistka powoli przygotowuje się do koncertu wypróbowując pewne pomysły. Słuchając jej w tamtym momencie można było odnieść wrażenie, że nie daje z siebie wszystkiego, najlepsze zostawiając na później. Jednocześnie nieustannie spoglądała ze sceny na Jana A.P. Kaczmarka, szukając jego reakcji na swój śpiew. Oczywiście nie obyło się bez rozmów z kompozytorem, pytań o trafność improwizacji i granice w jakich może się poruszać. Między tym dwojgiem dało się wyczuć nić porozumienia i niezwykły profesjonalizm.

Zupełnie inaczej wyglądała próba z udziałem Marka Szpakiewicza. Ten wiolonczelista od samego początku próby dawał z siebie wszystko, najpierw imponując wszystkim skomplikowanymi pasażami granymi na rozgrzewkę... Podczas gry z orkiestrą widać było jego zaangażowanie w wykonywane partie. Artysta grał niemal całym ciałem, nasłuchując orkiestry, reagując na przebieg utworu i w niezwykłym skupieniu wykonując swoją część pracy. Obserwując jego grę i zachowanie można było jeszcze mocniej odczuć i zrozumieć przebieg kompozycji Jana A.P. Kaczmarka oraz historię jaką opowiadają.

Wyczucie i zaangażowanie z jakim pracowali wszyscy muzycy zapowiadały tego dnia długą ale i nietuzinkową podróż po filmografii kompozytora.

~ Łukasz Waligórski i Jacek Skulimowski


 "...Znacie teraz dwie osoby z prowincji Hunan – pierwsza to Mao Tse-Tung, a druga to ja. Ludzie z Hunan są obłąkani. Wiecie jakim świrem był Mao Tse-Tung..."

- Tan Dun

Akademia Festiwalowa - Tan Dun

Wsamo południe w ramach Akademii Festiwalowej na Rynku Głównym odbyło się spotkanie z jedną z gwiazd tegorocznego Festiwalu – chińskim kompozytorem Tan Dunem. Nazwisko prawdziwie wielkie, chociaż niekoniecznie popularne. Wszyscy zapewne pamiętają jego  nagrodzoną Oscarem ścieżkę dźwiękową z filmu Anga Lee "Przyczajony tygrys, ukryty smok", czy też muzykę do filmu "Hero". Mało kto jednak kojarzy jego inne dzieła, z których tylko mały procent to prace do filmów. Akademia, poprowadzona przez cenionego amerykańskiego krytyka muzyki filmowej Douga Adamsa, była świetną okazją do bliższego poznania tajemniczej postaci Tan Duna. Kompozytor opowiadał o swojej pracy nad, jak to nazywa "trylogią sztuk walki", czyli dwoma wspomnianymi filmami plus dzieło z 2006 roku - "Bankiet". Uchylił także rąbka tajemnicy na temat swojego najnowszego filmu "Shanghai, Shanghai", w którym ma zamiar połączyć brzmienie wszystkich trzech instrumentów użytych we wspomnianej trylogii, a więc wiolonczeli, skrzypiec i fortepianu. Myślę, że dzięki temu spotkaniu przynajmniej po części Tan Dun przestał być przez wielu traktowany jak ktoś zupełnie obcy, a dał się poznać jako prawdziwy filozof muzyki, który tworzy ją według ściśle sprecyzowanych zasad splecionych jednak z ciągłą otwartością umysłu na nowe rozwiązania,  takie jak chociażby używanie w swojej muzyce dźwięków natury – wody, kamienia, papieru, ceramiki. 

Pierwszą okazją do spotkania z Dunem w ramach festiwalu był jednak poprowadzony przez niego już we wtorek, 19 maja specjalny wykład w innej Akademii – krakowskiej Akademii Muzycznej. Artysta przybliżył w nim swoją technikę komponowania do filmów, opartą na ścisłej synchronizacji muzyki do krótkich modułów obrazu filmowego. Tan Dun zanalizował fragmenty filmów "Hero" oraz "Bankiet". W przypadku tego drugiego mieliśmy nawet okazję zobaczyć robocza wersję montażową filmu, na której pracował kompozytor. Mówiąc o "Hero" natomiast artysta zdradził, że główną myślą odnośnie solówek Izaaka Perlmana, było wydobycie ze skrzypiec dźwięku "instrumentu upitego whiskey". Stąd pomysł na obniżenie ich brzmienia o całą oktawę i grę na luźnych strunach, dzięki czemu zyskały one niepowtarzalna barwę dźwięku. Wykład był więc szczególnie atrakcyjny dla  muzyków lubiących odkrywać nowe zastosowania swoich instrumentów, a także tych interesujących się techniką komponowania muzyki pod obraz. Jednakże Tan Dun, jak to udowodnił także podczas Akademii Festiwalowej, jest człowiekiem który poza talentem muzycznym ma także dar do ciekawego opowiadania, dlatego nawet dla laika jego wykład był ciekawym doświadczeniem.

~ Damian Słowioczek


 "...Pisząc muzykę do filmu nie korzystam z absolutnej wolności. Ograniczeniem są ramy filmu – jego znaczenie, jego emocje.."

- Jan A.P. Kaczmarek

Akademia Festiwalowa - J.A.P.K.

Wraz z Akademią Festiwalową pojawiły się pierwsze kaprysy pogody – najpierw siąpił deszcz, kiedy Tan Dun odpowiadał na pytania, gdy przybył Kaczmarek świeciło słońce, a pod koniec wywiadu z nim znowu się rozpadało, tym samym skracając nieco imprezę. Sam wywiad – co chyba można uznać, za pewien standard AF – raz jeszcze przybrał formę bardzo swobodną i pogodną.  Wraz z kompozytorem na scenie obecni byli także: reżyser filmu "City Island", Raymond de Felitta, Bożena Cerba – przedstawicielka Gremi Film Production, które współprodukowało film, oraz wieloletni współpracownik Kaczmarka, jeden z solistów jego wieczornego koncertu, wiolonczelista Marek Szpakiewicz. Niestety zabrakło Susan Deyhim, która tego dnia nie czuła się na siłach, aby spotkać się z fanami i zdecydowała się wypocząć przed wieczornym koncertem.

Spotkanie z gośćmi trzeciej Akademii Festiwalowej poprowadził Łukasz Waligórski oraz Wojciech Musiał z RMF Classic. Centralną postacią na scenie był oczywiście Jan A.P. Kaczmarek dlatego to do niego kierowana była większość pytań. Z jednej strony kompozytora opowiadał nieco o swoim kilkuletnim projekcie nazwanym "Instytutem Rozbitek", ale oczywiście pojawiły się też pytania o muzykę, sposób jej tworzenia, ograniczenia oraz zasady współpracy z takimi solistami jak Susan Deyhim czy Leszek Możdżer. Kompozytora nawiązał też do wieczornego koncertu zdradzając, że już podczas komponowania muzyki do filmu, myśli jak będzie ona brzmiała wykonywana w sali koncertowej.

Oczywiście sporo czasu poświęcono też najnowszej pracy polskiego kompozytora, jaką jest "City Island". Mając na scenie reżysera filmu oraz przedstawicielkę producenta, nie można było nie zapytać o genezę tej polsko-amerykańskiej współpracy, pierwsze spotkania i inspiracje. W zasadzie wszystko to opowiedział Raymond de Felitta, który udzielił blisko 10-minutowej wypowiedzi na zaledwie jedno pytanie, poważnie sprawdzając umiejętności festiwalowego tłumacza - Piotra Krasnowolskiego.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się szybciej niż planowano, z powodu załamania pogody. Z jednej strony pozostał zatem niedosyt i wiele nie zadanych pytań, ale ostatecznie dało to więcej czasu łowcom autografów, którzy wykorzystali ten czas solidnie oblegając głównie Jana A.P. Kaczmarka. Kompozytor był przez nich osaczony przez dobre pół godziny i ledwie udało mu się zejść ze sceny.

~ Mefisto


 "...To, co robię jest w głównej mierze dialogiem muzyki sprzed i po wynalezieniu orkiestry. Dla mnie to jak konwersacja pomiędzy przyszłością i przeszłością..."

- Tan Dun

Próba koncertu Tana Duna...

Dotychczasowe spotkania z Tanem Dunem (zarówno to na Akademii Muzycznej jak i na krakowskim rynku) niesamowicie podniosły temperaturę oczekiwania na jego koncert, który miał się odbyć piątkowego wieczoru na Błoniach. Jeszcze po południu, kiedy kompozytor wraz orkiestrą AUKSO rozpoczynał próbę generalną, nic nie wskazywało na koszmar, który miał się spełnić kilka godzin później. Słońce świeciło wysoko nad Błoniami zawieszone na błękitnymi niebie. Obserwowanie Tan Duna przy pracy i wsłuchiwanie się w orkiestrę zapowiadało, ze tego wieczora w tym miejscu rozpęta się prawdziwa burza - muzyczna burza.

Podczas próby Tan Dun potwierdził wszystkiej stereotypy dotyczące kompozytorów pochodzących z Azji. Maestro czuwał niemal nad każdym elementem swojego dzieła, a jego asystenci nieustannie biegali spełniając życzenia mistrza. Główne wysiłki artystów podczas próby koncentrowały się na rozpoznaniu przestrzeni koncertowej i odpowiednim jej zaadaptowaniu do wieczornego wydarzenia. Orkiestra była bowiem już doskonale przygotowana dzięki kilku dniom prób pod okiem samego Tan Duna. Chiński kompozytor jeszcze przed rozpoczęciem Festiwalu pojawił się w Krakowie i przez kilka kolejnych dni, co rano, dojeżdżał do Tych, gdzie doglądał i pouczał muzyków. A z ich brzmienia i tempa pracy był zadowolony w tak dużym stopniu, że postanowił odwołać jedną z prób uznając, że niczego więcej orkiestry już nie nauczy...

Tak więc próba generalna na Błoniach pełniła jedynie funkcję instalacyjną. To co doskonale wyćwiczono w przestrzeni sali koncertowej, trzeba było teraz przenieść na przestrzeń Błoni. Stąd Tan Dun większość czasu spędzał w okolicy centrum nagłośnieniowego gdzie podpowiadał dźwiękowcom, jak powinien brzmieć każdy fragment jego dzieła. Zadanie to było o tyle trudne, że niemal co kilka sekund trzeba było zmieniać ustawienia mikrofonów, ich głębię, czułość itp., itd. W momencie kiedy podczas koncertu pojawiało się solo ehru, wiolonczeli lub mocniejsza partia kotłów, trzeba było zmieniać balans mikrofonów na scenie. Wszystko to działo się niezwykle dynamicznie, dzięki nieustannej pracy i czujności reżysera dźwięku. W taki właśnie sposób podczas próby powstawała dźwiękowa mapa koncertu...

Tan Dun nie ograniczał się jedynie to siedzenia na widowni, słuchania i doradzania dźwiękowcom. Na kilka ostatnich kompozycji, postanowił przypomnieć orkiestrze kto poprowadzi ją podczas wieczornego koncertu. Widać było wtedy że muzycy właśnie na to czekali i z uśmiechami na twarzach przywitali maestro na podeście. Niestety już wtedy silny wiatr zaczął przeszkadzać im w pracy. Latające po scenie nuty, drżące z zimna dłonie i dyrygent pokrzykujący na swoich asystentów - ostatnie momenty próby wyglądały dość dramatycznie. W końcu zrezygnowano nawet z przećwiczenia bisu, który planowano na wieczorny koncert. A bisem tym miało być wykonanie fragmentu "Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka" z udziałem solówek ehru i wiolonczeli... coś czego nie było nam jednak dane doświadczyć podczas tegorocznego festiwalu. 

Z czasem wiatr zaczął się wzmagać jeszcze bardziej, a niebo ciemnieć i niestety na dwie godziny przed planowanym rozpoczęciem koncertu Kraków nawiedziła prawdziwa burza, która huraganowym wiatrem i ulewnym deszczem obróciła w perzynę scenę na Błoniach (chociażby rwąc na strzępy cały ekran), a co za tym idzie zniszczyła wszelkie nadzieje na zorganizowanie w tymże miejscu finałowego koncertu drugiego dnia Festiwalu. Organizatorzy jednak nie poddali się i w błyskawicznym tempie przygotowali scenę Filharmonii Krakowskiej, do której przeniesiono całe wydarzenie. Koncert rozpoczął się więc dopiero około godziny 23.00.

~ Łukasz Waligórski i Damian Słowioczek


 "...niemal odruchowo wyobrażam sobie, że muzyka może istnieć poza filmem..."

- Jan A.P. Kaczmarek

Koncert Jana A.P. Kaczmarka...

Punktualnie o 19:00 krakowska filharmonia wypełniła się po brzegi i rozpoczął się prawdziwy przegląd przez twórczość Jana A.P. Kaczmarka, który kompozytor zadedykował ofiarom wszelkich konfliktów, jakie bezustannie toczą się na naszej planecie. Koncert podzielono na dwie części – w pierwszej usłyszeliśmy wybrane kompozycje z najsłynniejszych prac Kaczmarka ("Niewierna", "Quo Vadis", "Trzeci Cud"), natomiast w drugiej przeważały jego mniej znane prace i nowości, na czele z "City Island". Orkiestrą i Chórem Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie dyrygował Paweł Przytocki.

Część pierwsza była zarazem tą bardziej emocjonalną. Wiązało się to tyleż z samą muzyką, co i z obecnością na scenie irańskiej solistki Sussan Deyhim – długoletniej przyjaciółki Kaczmarka, z którą nagrał m.in. właśnie "Niewierną". To zresztą muzyka z "Unfaithful" – ciesząca się chyba największym uznaniem wśród fanów – zdominowała wieczór. Nic dziwnego, w końcu to przepiękna, niebanalna partytura, z której uczucia aż się wylewają. I choć to właśnie te fragmenty najbardziej zapadły w pamięć, to trzeba przyznać, że były także tymi najbardziej drażniącymi. Mowa tu głównie o Sussan Deyhim, która wielokrotnie dawała się ponieść aż za bardzo i śpiewała, czy też raczej jęczała z żalu jeszcze długo po tym, jak orkiestra skończyła grać. Co prawda głos i prezencja tej pani są klasą samą w sobie, jednak wyglądało to dość dziwacznie, gdy tak wszyscy patrzyli na nią i czekali kiedy (i czy w ogóle) skończy "wylewać swe żale". Poza tym takie kilkukrotne "wyjście przed szereg" odwracało uwagę od samej muzyki i wprowadzało niepotrzebną ostentację. Również barwa głosu pani Deyhim podczas koncertu w filharmonii wydawała się bardziej głębsza, mocniejsza, miejscami wręcz basowa, co zupełnie kłóciło się z subtelnością i ulotnością tegoż głosu na albumie, a co stanowi przecież o sile tej kompozycji. Ale to tylko takie drobne uwagi, nie mające w sumie większego wpływu na odbiór i wykonanie samej muzyki, które było naprawdę mistrzowskie i pod paroma względami (zamknięte pomieszczenie = lepsza akustyka i brak przypadkowych odgłosów) przebijało wczorajszy koncert.

W drugiej części zrobiło się natomiast nieco bardziej ponuro i dramatycznie, a jednocześnie i bardziej dynamicznie. Usłyszeliśmy wybrane kompozycje z tych mniej znanych projektów Kaczmarka – "Passchendaele", "Wojna i Pokój" i wspomniane "City Island". Dwa pierwsze to obrazy wojenne, wobec czego orkiestra dała z siebie naprawdę wszystko, sprawiając, że muzyka, choć miejscami bardzo przyciężka, wypadła naprawdę dobrze. "City Island" (który to film miał europejską premierę następnego dnia, w krakowskim kinie Kijów – a podczas koncertu pokazano niektóre jego fragmenty) to z kolei partytura znacznie delikatniejsza, o komediowym zabarwieniu, wobec czego przyniosła pewne odprężenie, choć niestety nie sprawiła jakiegoś większego wrażenia. Tym bardziej, że w tej części zagrano też oscarowe "Finding Neverland", które zwyczajnie zatarło wszelkie wrażenia po poprzedniku. Warto też wspomnieć, że "Marzyciel" został zagrany w dwóch wersjach – tej, którą znamy z filmu (aczkolwiek pozbawionej wspaniałych fortepianowych solówek Leszka Możdżera), oraz tej, którą ostatecznie reżyser odrzucił. Co prawda różnica w obu wersjach była minimalna, ale na koncertach raczej nie spotyka się często podobnych zabiegów. Generalnie całość stanowiła kolejny solidny punkt programu, który na pewno każdy zapamięta z różnych względów. Nie był to może najjaśniejszy koncert II FMF, ale na pewno warto było w nim uczestniczyć.

Warto było tym bardziej, że – jak się w międzyczasie okazało – krakowskie Błonia nawiedził huragan, który kompletnie zdemolował scenę i zniszczył ekran. Organizatorzy zmuszeni więc byli przenieść planowany koncert Tana Duna do... filharmonii właśnie. Wiązało się to oczywiście z bardzo ograniczoną ilością miejsc i niemałym chaosem, jaki powstał, zarówno pod względem technicznego przygotowania pomieszczenia, jak i zapanowania nad publicznością, której zwyczajnie nie było jak i gdzie zmieścić. Nic więc dziwnego, że przez kolejne parę godzin było bardzo nerwowo, a goście i uczestnicy czuli się bardzo nieswojo. W rezultacie koncert opóźnił się o kilka dobrych godzin i nie wszyscy mogli go obejrzeć. Inna sprawa, że i koncert Kaczmarka trwał nieco dłużej niż planowano i gdyby ktoś chciał się potem wybrać na Duna, to nijak nie szło zdążyć. Także nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – szczególnie, że (co chyba potwierdzi każdy, kto załapał się na koncert) muzyka Duna niespecjalnie nadawała się na otwartą przestrzeń krakowskich Błoń, na których miejscami zwyczajnie by się rozwiała. Tak czy siak należą się ogromne brawa dla organizatorów, jak i samych artystów za to, że w tak krótkim czasie i w tak niesprzyjających warunkach, zdołali jednak doprowadzić całość do końca (wcześniej krążyły plotki, jakoby koncert Duna przeniosą na następny dzień) i zapobiec klapie. Duże, duże brawa.

~ Mefisto


 "...Muzyka klasyczna potrzebuje rewolucji. Musimy zwrócić ją ludziom, zwłaszcza młodym. To im muzyka klasyczna zawdzięcza najwięcej. Mozart stworzył tak wiele muzyki, kiedy był młody..."

- Tan Dun

Koncert Tana Duna...

I znowu przyszła burza, tym razem jednak była to już oczekiwana burza dźwięków pod całkowitą władzą dyrygującego AUKSO Tan Duna. Doprawdy koncert Chińczyka okazał się prawdziwym huraganem emocji, który z niezwykłą intensywnością przetoczył się przez salę Filharmonii, wprawiając słuchaczy w osłupienie.

W pierwszej części usłyszeliśmy muzykę z "Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka", której towarzyszyły projekcje fragmentów filmu. Zamiast na wiolonczeli, solówki odegrane zostały na starożytnych chińskich, dwustrunowych skrzypcach erhu, na których zagrała Ma Xiang hua. Określenie "zagrała" jest jednak marnym kolokwializmem w odniesieniu do tego, co mogliśmy na koncercie usłyszeć i zobaczyć. Ma Xiang hua bowiem dosłownie scaliła się z instrumentem w jedno, zmieniając swoją grę w niesamowicie intymny taniec. Dorzucając do tego wspaniałą czerwoną suknię artystki, po prostu - jak to określił jeden z moich znajomych po koncercie - "kiedy ona grała, na scenie był ogień". Dialog erhu z orkiestrą był po prostu niesamowity, żadne słowa tego nie opiszą. Zresztą cała AUKSO zachwyciła. Jej absolutne zrozumienie z dyrygentem, jak i zgranie ze sobą całego zespołu zaowocowało wrażeniem, jakby orkiestra przemieniła się w jedno ciało, którego mózgiem był Tan Dun, a sercem Ma Xiang hua. Przy tym wszystkim nie zabrakło miejsca na najzwyklejszy w świecie show, jakim była przechadzka między orkiestrą jednego z perkusistów i jego "romans" z improwizującą wirtuozką erhu. Nawet dla słuchaczy znających doskonale dzieło Duna z albumu i filmu dopiero usłyszenie go na żywo, i to w tak fenomenalnym wykonaniu, obnażyło wyraźnie przemyślane założenia dzieła, prawdziwy geniusz i ducha tej muzyki. Kiedy orkiestra umilkła, znów rozpętała się burza. Tym razem za sprawą słuchaczy, którzy zaserwowali artystom długotrwałe owacje na stojąco. A była to dopiero połowa koncertu...

Druga część wieczoru dla wielu osnuta była tajemnicą. "The Map" bowiem jest projektem wyjątkowym, niewiele z muzyką filmową mającym wspólnego. Ten niezwykły koncert na wiolonczelę, wideo i orkiestrę jest zdaniem samego Duna kluczem do zrozumienia jego twórczości. Jedną z jej głównych idei jest wskrzeszanie umarłych tradycji muzycznych i przenikanie się odmiennych kultur, ponad ograniczeniami czasu czy odległości – za sprawą uniwersalnego języka muzyki. Z tego wszystkiego zrodziło się właśnie "The Map", którego historię powstania przybliżył przed rozpoczęciem koncertu sam kompozytor. Orkiestra została tutaj podporządkowana krótkim filmom wideo, na których Dun utrwalił muzyczne rytuały ze swojej rodzinnej prowincji Hunan. Chociaż niektórzy z wykonawców których widzieliśmy na filmach już nie żyją, to w swojej muzyce wciąż pozostają między nami i tak będzie chociażby za kilkaset lat. Podczas koncertu mogliśmy więc doświadczyć – to odpowiednie słowo – czegoś na wzór pradawnego rytuału wywoływania duchów. Tan Dun wcielił się w rolę szamana, który władając orkiestrą przybliżył nam tradycje Chin, takie jak: gra na kamieniach i liściach, śpiewy oparte na płaczu albo samym ruchu językiem, czy też Feige, czyli "latającą pieśń". Szczególnie przy okazji tej ostatniej ogromnie trudne zadanie stanęło przed Bartoszem Koziakiem, który odgrywał wymagające pełnego zaangażowania solówki na wiolonczeli. I trzeba przyznać, ze z zadania wywiązał się wyśmienicie. Jego niezwykle emocjonalny sposób gry przykuwał uwagę na długie chwile, podczas których nie dało się oderwać wzroku od jego przepełnionej ekspresją twarzy. Kiedy wzrok Koziaka wędrował w stronę Tan Duna, miało się przekonanie o niemalże mistycznej ich relacji między sobą. Oczywiście również AUKSO ani odrobinę nie zeszła z poziomu, jakim zachwyciła w całym koncercie. Biorąc pod uwagę to, że "The Map" pełen jest niekonwencjonalnych, trudnych technicznie rozwiązań, za fenomenalne wykonanie tej części koncertu orkiestrze należą się podwójne brawa.

Ogromną szkodę wyrządziła pogoda, która uniemożliwiła wszystkim zainteresowanym uczestnictwo w tym wspaniałym wydarzeniu. Na szczęście Tan Dun już zapowiedział, że wróci za rok i zrekompensuje wszystko czymś zupełnie wyjątkowym ("Hero"?, "Bankiet"?).

Był to prawdziwie wielki wieczór. Genialny kompozytor, dwójka wielkich solistów i fenomenalna orkiestra zasłużenie zebrali gromkie owacje od publiczności, której pomimo późnej pory nie zabrakło sił na wydające się nie mieć końca brawa. Jako, że w przeciwieństwie do bohaterów "Przyczajonego tygrysa.." latać nie potrafimy, artyści muszą nam wybaczyć, że był to jedynie aplauz na stojąco. Przy czym ja stałem na palcach.

 ~ Damian Słowioczek


~~ Dzień 1 ~~ ~~ Dzień 2 ~~ ~~ Dzień 3 ~~ ~~ Opinie ~~

 



© MuzykaFilmowa.pl, Łukasz Waligórski