Start | Recenzje | Artykuły | Koncerty | Kompozytorzy | Nuty | Konkursy | Media | Linki

O stronie

Koncerty

 

 

~~ Dzień 1 ~~ ~~ Dzień 2 ~~ ~~ Dzień 3 ~~ ~~ Opinie ~~

Trzeci dzień 2. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie upłynął niemal wyłącznie pod hasłem "Władca Pierścieni". Jedynym wydarzeniem stanowiącym odejście od tego tematu była polska premiera filmu "City Island". Była ona jednak wyłącznie wydarzeniem towarzyszącym, bardzo luźno powiązanym z samym festiwalem. Zdecydowanie najważniejszy tego dnia był wieczorny, plenerowy pokaz "Dwóch wież" w muzyką wykonywaną na żywo przez Simfoniettę Cracovię oraz chóry: Pro Musica Mundi oraz Pueri Cantores Sancti Nicolai. Niejako na rozgrzewkę, na krakowskim rynku, wczesnym południem, odbył się konkurs wiedzy o "Władcy Pierścieni" oraz spotkanie z Ludwigiem Wicki i Dougiem Adamsem...

 "...w muzyce filmowej mamy szanse sprowadzić razem różne style i zgrać je ze sobą. Jest to coś co mnie absolutnie fascynuje.."

- Ludwig Wicki

Akademia Festiwalowa - Ludwig Wicki

Pierwsze festiwalowe wydarzenia związane z "Władcą Pierścieni" rozpoczęły się w sobotę około godziny 12. To właśnie wtedy na krakowskim rynku zainaugurowano konkurs wiedzy o trylogii Tolkiena i jej ekranizacjach. Jego organizacją oraz prowadzeniem zajął się Piotr Krasnowolski – nadworny tłumacz Festiwalu, będący jednocześnie znawcą świata Śródziemia. Nagrodą w konkursie były bilety na wieczorny koncert w strefie przeznaczonej dla VIP-ów oraz spotkanie z samym Howardem Shore podczas jego przyszłorocznej, już zapewnionej, wizyty w Krakowie.

Konkurs potrwał nieco dłużej niż zakładali organizatorzy przez co opóźnił się początek następnego wydarzenia mającego miejsce na scenie pod krakowskim ratuszem. Wydarzeniem tym była ostatnia odsłona Akademii Festiwalowej, której gośćmi mieli być Ludwig Wicki i Doug Adams. Ten pierwszy to nadworny dyrygent Howarda Shore, zajmujący się większością wykonań muzyki z "Władcy Pierścieni" z towarzyszeniem filmu na żywo. Na scenie zjawił się ze swoim egzemplarzem  partytury do "Dwóch wież", której wartość jest zapewne ogromna dla każdego znawcy tematu. Zawartość tej skórzanej okładki formatu A4 została Wicki'emu ofiarowana przez samego Howarda Shore i stanowi jedna z nielicznych egzemplarzy zapisów nutowych z odręcznymi uwagami tego kompozytora. Znający jej wartość Ludwig Wicki przyznał, że nie rozstaje się z nią ani na chwilę...

Drugim z Akademickich gości, a zarazem współprowadzącym spotkanie (razem z Robertem Piaskowskim), był Doug Adams - postać doskonale znana wszystkim miłośnikom "Władcy Pierścieni" oraz entuzjastom muzyki filmowej. Amerykanin jest bowiem cenionym krytykiem ścieżek dźwiękowych, który w swojej karierze miał możliwość przeprowadzania wywiadów z takimi sławami jak Danny Elfman, Thomas Newman czy Don Davis. Adams zajmuje się obecnie dogłębnym analizowaniem muzyki Howarda Shore do "Władcy Pierścieni", czego owocem ma być długo oczekiwana książka o tej tematyce.

Spotkanie z bohaterami trzeciego dnia festiwalu trwało niecałe 45 minut i poświęcone było technicznym niuansom wieczornego koncertu oraz złożoności muzyki Howarda Shore'a do Trylogii opartej o lejtmotywy. Zresztą kompozytor ten był też nieobecnym bohaterem spotkania - zarówno Adams jak i Wicki opowiadali o swoich spotkaniach i współpracy z Kanadyjczykiem. Rozmowie o muzyce do "Dwóch wież" towarzyszyły fragmenty partytury odtwarzane w tle, na przykładzie których Doug Adams objaśniał przeplatanie się i łączenie nowych tematów, z tymi które powstały do pierwszej części filmu. Fascynujące były także opowieści Ludwiga Wicki o kształtowaniu muzyki podczas koncertu i rozwiązaniach technicznych umożliwiających jej synchronizację z obrazem w warunkach koncertowych. Sporo miejsca poświecono systemowi Auricle, polegającemu na wysyłaniu dyrygentowi "podpowiedzi" ułatwiających zgranie muzyki z filmem. Na specjalnym monitorze zamieszczonym przy pulpicie dyrygenta wyświetlany jest cały film a specjalny system znaczników i komunikatów pozwala na uformowanie muzyki w zależności od potrzeb obrazu.

Mimo że ostatnie spotkanie z artystami na krakowskim rynku było dość krótkie, to dostarczyło sporo nietuzinkowej wiedzy na temat muzyki filmowej, sposobów jej realizacji podczas wydarzeń plenerowych no i oczywiście wyjawiło sporo ciekawostek dotyczących partytur do "Władcy Pierścieni". Bez wątpienia zaostrzyło też apetyty na wieczorny koncert.

~ Łukasz Waligórski


 "...ten festiwal muzyki filmowej, chociaż odbywa się dopiero drugi raz, staje się największym, najwyższym pomostem dla tych najmniejszych lub najbardziej szalonych, którzy akceptują tego rodzaju piękno, ten rodzaj sztuki..."

- Tan Dun

Premierowy pokaz "City Island"...

Krakowski Festiwal Muzyki Filmowej miał do spełnienia wiele funkcji. Jedną z nich było oczywiście promowanie muzyki filmowej i jej ogromnego zróżnicowania, jednak istotnym priorytetem organizatorów było także wypromowanie samego... Krakowa. Festiwal był okazją do zaproszenia do tego miasta sławnych nazwisk świata filmu. Ludzie ci mieli zapoznać się z urokiem, możliwościami i inicjatywami Krakowa. Przykładem tego niech będą nieformalne spotkania między producentami, reżyserami i kompozytorami, które kilkukrotnie odbywały się w ciągu tych paru dni.

Wyjątkowo duży apetyt na autopromocję miała krakowska firma Gremi Productions oraz jej prezes Grzegorz Hajderowicz. Koproducenci "Hani", "Nocnej Straży" czy "Zakochanego Anioła" wykorzystali to święto muzyki filmowej, do promocji swojego najnowszego dzieła – "City Island". I to właśnie z tego powodu jednym z wydarzeń towarzyszących 2. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie był jego premierowy pokaz. Festiwal zapewnił rozgłos i reklamę filmowi, o którym pewnie nikt by w Polsce nawet nie usłyszał. Zainteresowanie spotęgowała też nagroda publiczności na festiwalu Tribeca, który odbył się kilka tygodni wcześniej. Oczywiście największe znaczenie miało to, że muzykę do filmu skomponował Jan A.P. Kaczmarek będący jedną z gwiazd Festiwalu. Wykorzystano zatem jego sławę, markę festiwalu i zaproszono do Krakowa także Raymonda de Fellitę – reżysera filmu. Planowano sprowadzić także odtwórcę głównej roli w filmie – Andy’ego Garcia – jednak ostatecznie aktor wykręcił się innymi zobowiązaniami. Mimo to liczba sław osiągnęła liczbę wystarczającą do zorganizowania oficjalnej, hucznej premiery filmu "City Island".

Premiera odbyła się w krakowskim Kinie Kijów i wstęp na nią... miał każdy. Zaproszenia na seans były rozdawane przy wejściu do kina, przez piękne hostessy i mógł je otrzymać każdy, kto zjawił się tego dnia w okolicy. Wśród zaproszonych gości byli oczywiście bohaterowie Festiwalu dzięki czemu po raz kolejny można było z bliska zobaczyć Susan Deyhim, Jana A.P. Kaczmarka czy Raymonda de Fellitę. Ci dwaj ostatni, jako twórcy filmu, byli oczywiście nieustannie w świetle fleszy. Nieodłącznie towarzyszył im też ekstrawagancko ubrany Grzegorz Hajderowicz. Prezes Gremi Productions starał się sprawiać wrażenie kogoś więcej niż człowieka, który jedynie wyłożył część pieniędzy na film a jego gwiazdorskie zachowania kilkukrotnie były komentowane ironicznymi okrzykami z widowni.

O ile oprawa premiery "City Island" mogła wywołać ironiczny uśmieszek na twarzy postronnego obserwatora, o tyle sam film powodował wybuchy absolutnie szczerego śmiechu całej widowni. Nie dziwi aplauz, jaki obraz ten zebrał na festiwalu Tribeca, bowiem po jego seansie trudno było wyjść z kina w złym nastroju. "City Island" to spora dawka świetnego humoru i popis aktorski Andy’ego Garcia. Gra on tutaj strażnika więziennego i głowę niecodziennej rodziny Rizzo. Każdy jej członek ma swoją tajemnicę, która z czasem staje się źródłem problemów a nieustannie nawarstwiające się kłamstewka prowadzą do przekomicznych sytuacji i wyobrażeń rzeczywistości. W filmie na uwagę zasługuje przede wszystkim Andy Garcia, który tą rolą zupełnie zmienia swój wizerunek. Rewelacyjna scena castingu, w którym bierze udział główny bohater filmu, jest istnym popisem talentu komediowego tego aktora, a jednocześnie ma wiele z autoironii.

Podczas seansu publiczność kilkukrotnie biła brawo, dając dowód swojego uznania za kilka rewelacyjnych scen. Także po projekcji twórcy filmu otrzymali długie brawa na stojąco, bo i było za co. "City Island" w kinach pojawi się dopiero jesienią, co pokazuje, że jego twórcy zamierzają walczyć o najważniejsze nagrody filmowe. I trzeba im przyznać, że mają całkiem spore szanse na zdobycie kilku połyskujących statuetek. "City Island" to niezwykle pozytywny obraz będący skrzyżowaniem "Małej Miss" i "Rodziny Soprano". To dość niespotykana i obezwładniająca mieszanka, która niewątpliwie zyska wiele przychylnych opinii.

~ Łukasz Waligórski


 "...wydawało nam się, że "Dwie Wieże" są krótsze i łatwiejsze dla orkiestry, ale jest dokładnie odwrotnie..."

- Ludwig Wicki

Próba koncertu na Błoniach...

Jako, że poprzedniego dnia wichura wywołała nie lada spustoszenie na scenie znajdującej się na Błoniach, próba koncertu finałowego musiała zostać odroczona. Muzycy wyszli więc na scenę około godziny 20, na 3 godziny przed rozpoczęciem przesuniętego widowiska. Jednak już od samego początku, największe wrażenie robiło świetne zgranie dyrygenta i orkiestry. Widać było, że "Władca pierścieni" sprawiał im niezłą frajdę. Nawet krzątająca się wokół ekipa przywracająca scenę do normalnego stanu, oraz czasem przeszkadzający wiatr nie powstrzymały muzyków od dalszego ćwiczenia tej monumentalnej ścieżki dźwiękowej. Zresztą sam Ludwig Wicki mówił przed koncertem, że mały wiatr nie stanowi żadnej przeszkody dla niego i orkiestry – wręcz przeciwnie, odnosiło się wrażenie, że psotliwa pogoda tylko jeszcze bardziej zdeterminowała muzyków. Mieli zapewne przeczucie, że to właśnie grana przez nich tej nocy muzyka będzie jedynym źródłem ciepła dla publiczności. 

Na próbie również pojawiła się solistka – Kaitlin Lusk, która z niezwykłą dokładnością odwzorowywała wokalizy znane z pracy Howarda Shore’a. Nie grano jednak końcowej piosenki – "The Gollum’s Song", którą w oryginale wykonywała Emiliana Torrini. Przez cały czas miało się za to wrażenie, że Lusk i Wicki idealnie się rozumieją, więc rzadko następowała jakaś zmiana w sposobie interpretacji granych utworów. Podczas całej próby ćwiczono więc nie tylko mocniejsze utwory akcji, ale również spokojniejszą, bardziej stonowaną i tajemniczą muzykę, przeważnie towarzyszącą na ekranie postaci Golluma. Wicki przed koncertem często podkreślał to, jak wiele większym wyzwaniem, w wykonaniu na żywo, jest muzyka do "Dwóch wież" w porównaniu do pierwszej części. Wiele motywów zaczyna się tutaj ze sobą łączyć, tworząc bardziej zróżnicowane kompozycje. Stąd też nie dziwi wybór utworów na próbie, składający się z tych najbardziej złożonych w swojej budowie.

Szalenie istotną rolę dla całego widowiska pełniła zastosowana technologia. I tutaj również podczas próby można było zauważyć jak Ludwig Wicki korzysta z systemu używanego do synchronizacji tego co gra orkiestra z obrazem, wprowadzając czasem niewielkie zmiany. System ten, o bardzo trafnej nazwie Auricle informuje dyrygenta na specjalnie ustawionym przed nim monitorem w którym momencie mają wystąpić zmiany w grze orkiestry, niejako przepowiadając kolejny jej ruch.

Niestety podczas próby nie robiono żadnych większych testów wyświetlanego filmu. Nie było zresztą na to czasu, jako że nowy ekran, na którym miał być wyświetlany był jeszcze wtedy instalowany. Tak więc, grającej orkiestrze jedynie towarzyszyły dźwięki z filmu. Brak testów obrazu mógł mieć za to wpływ na niektóre problemy w trakcie projekcji – np. inny format filmu w pierwszej i drugiej części koncertu. Muzycy skończyli ostateczne szlifowanie niedługo przed rozpoczęciem widowiska – na dworze już było ciemno i zaczynało nieco doskwierać zimno. Jednak wszystkich, którzy mieli okazję posłuchać próby, rozgrzewała już świadomość tego, że za chwilę przeżyją coś naprawdę niezwykłego…

~ Jacek Skulimowski


 "...chcę podziękować Polakom za to, że stworzyli tą wspaniałą arenę dla świata muzyki filmowej. Zobaczycie, że za parę lat, stanie się ona bardzo, bardzo wpływowa..."

- Tan Dun

Koncert na Błoniach...

Wieczorny koncert muzyki do "Dwóch wież", który miał się odbyć trzeciego dnia Festiwalu, był niewątpliwym "gwoździem programu". Żeby się o tym przekonać wystarczyło przejść obok gigantycznej kolejki widzów czekających na wejście na to wydarzenie. Nieskończenie długi sznur ludzi niecierpliwie nasłuchujących wszelkich informacji dotyczących wielkości opóźnienia koncertu budził respekt i niewątpliwie dumę organizatorów festiwalu. Dla wieloletniego entuzjasty muzyki filmowej (takiego jak ja) widok tylu osób, zgromadzonych pod hasłem "muzyka filmowa" był czymś niezwykle budującym. I już nie miało znaczenia czy bardziej pociągające było dla nich wysłuchanie muzyki filmowej na żywo, obejrzenie filmu w plenerze czy ciekawe spędzenie sobotniego wieczoru ze znajomymi. Te setki ludzi, którzy chcieli wziąć udział w wydarzeniu związanym z muzyką filmową pokazały, że fascynacja tą dziedziną sztuki ostatecznie nie jest czymś tak ekstrawaganckim i niszowym, że aż niezrozumiałym...

W końcu nadzieje publiczności ziściły się i późnym wieczorem, po głośnym odliczaniu, tłum widzów zalał sektory dla publiczności. Niedługo po tym gospodarze Festiwalu - Robert Piaskowski, Magda Miśka i Piotr Krasnowolski (a jakże) - zaprosili wszystkich na kilkugodzinny spektakl. Oczywiście nie mogło zabraknąć kilku słów od Howarda Shore, który z ekranu życzył wszystkim miłego wieczoru, jednocześnie zapewniając o swojej obecności na przyszłorocznym Festiwalu. Po tym krótkim przekazie rozpoczęło się widowisko...

Przyznam, że byłem jedną z tych osób wśród publiczności, które niekoniecznie przepadają za dziełem Howarda Shore, a przyciągnięte zostały na koncert głównie dzięki magnetyzmowi ogromu tego przedsięwzięcia. Nie analizowałem na bieżąco synchronizacji muzyki z obrazem, ani nie oceniałem jakości wykonania krakowskiej orkiestry. Podczas koncertów muzyki symfonicznej najlepiej jest zwyczajnie dać się porwać widowisku i chłonąć każdą jego sekundę bez zbędnych analiz. Wszelkie wpadki związane z brakiem obrazu na początki pokazu, nieczystą grą kilku instrumentów czy odgłosami ulicy przebijającymi się ponad subtelniejszą muzykę, podkreślały magię chwili i charakter muzyki koncertowej. Takie drobne niedoskonałości mają swój urok i zdarzają się niemal zawsze - zwłaszcza kiedy w grę wchodzi widowisko trwające kilka godzin, a temperatura powietrza spada do około 5 stopni. 

Potężna orkiestra, monumentalne chóry i masywne kotły chyba na każdym zrobiły piorunujące wrażenie. Charakter muzyki Howarda Shore'a do trylogii "Władcy Pierścieni" czerpie z najlepszych tradycji Golden Age, powalając słuchacza swoim ogromem i przepychem. Podczas wykonań koncertowych wszelkie wrażenia są spotęgowane widokiem kilkudziesięciu muzyków skupionych na każdej nucie. Tego sobotniego wieczoru energia płynąca ze sceny w połączeniu z kultowym już obrazem Petera Jacksona sprawiała, że blisko trzygodzinny pokaz "Dwóch wież" upłynął zaskakująco szybko. Zmasowany atak na wszystkie zmysły sprawił, że publiczność zgromadzona na krakowskich Błoniach przeniosła się w świat Śródziemia odkrywając po raz kolejny i jeszcze głębiej kunszt tego niezwykłego filmu...

Nieustanna satysfakcja i dreszcz emocji... tak można opisać wrażenia entuzjasty muzyki filmowej podczas takiego właśnie koncertu. Mimo że całe przedsięwzięcie opóźniło się niemiłosiernie z powodu kaprysów pogody, które zniszczyły gigantyczny ekran i mimo przerażającego zimna, które wyeliminowało mniej zaangażowaną część publiczności, koncert zakończył się ogromnym sukcesem. Zapewne każdy znalazł w nim coś dla siebie, o czym będzie mógł wspominać przez następny rok. Dla mnie była to okazja do zbliżenia się do dzieła, za którym niekoniecznie przepadam i dostrzeżenia jego zaawansowania oraz finezji. Ogromna w tym zasługa Douga Adamsa, który podczas koncertu siedział tuż obok i z ogromną cierpliwością odpowiadał na wszelkie pytania o konkretne motywy, instrumenty i inne ciekawostki... Chociaż jak sam przyznał, "Dwie wieże" widział już kilkadziesiąt razy, więc pewnie możliwość rozmowy z polskim sceptykiem nieco urozmaiciła mu wieczór... ;) 

Takim oto piorunującym akcentem i owacjami na stojąco zakończył się 2. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie. Owacje te należą się zarówno artystom, jak i organizatorom, którzy napotykając na wiele obiektywnych przeszkód, zdołali zagwarantować nam świetny spektakl i wspomnienia, które pozwolą nam przetrwać kolejny rok.  

~ Łukasz Waligórski


~~ Dzień 1 ~~ ~~ Dzień 2 ~~ ~~ Dzień 3 ~~ ~~ Opinie ~~

 



© MuzykaFilmowa.pl, Łukasz Waligórski