• Så som i Himmelen (As It Is in Heaven)
  • Sling Blade
  • Stranger Things
  • Pitbull
  • Knick, The – season 2
Koncerty

 

 

Wstęp Spotkania Q&A Koncerty Opinie

Alberto Iglesias

Ujmujący skromnością Alberto Iglesias wydawał się na spotkaniu nieco zagubiony. Najwyraźniej nie przywykły do szumu wokół własnej osoby, skupiony na pracy, czuł się chyba nieco dziwnie w charakterze honorowego gościa. Na ogół niechętny podróżowaniu, sprawiał jednak wrażenie zadowolonego, że w końcu do Krakowa trafił.

Postanowił komponować, gdyż jest to "piękna możliwość na bycie samotnym". A życie samo już się tak ułożyło, że poświęcił się muzyce filmowej. Pierwsze kroki na tym polu stawiał, pisząc ilustracje do krótkich filmów brata, początkującego reżysera. W ten sposób poznał ludzi z branży. Duża część rozmowy poświęcona była początkom kariery kompozytora, poszukiwaniom artystycznej drogi. Iglesias wspominał, jak twórczość Johna Cage’a skierowała go ku eksperymentom, opowiadał o zafascynowaniu minimalizmem. Pytany o metody komponowania do filmów, uśmiechał się bezradnie. "Każdy kolejny projekt otwiera nowe możliwości. Nie mógłbym być nauczycielem. Wolę nie wiedzieć, jak to robię" – wyznał. Podkreślał, jak ważny jest szacunek dla twórczości ludzi, z którymi się pracuje. Przykładem może tu być jego relacja z Pedro Almodóvarem, owocna, chociaż panowie bardzo się od siebie różnią. "Almodóvar lubi ze mną pracować, ponieważ szanuję jego dzieła. On zadaje pytania, a ja staram się przynieść odpowiedzi muzyką". Współpraca z tym reżyserem jest przy tym dość komfortowa. "Pozwala mi zaczynać po swojemu. Lubi być zaskakiwany" – wspominał kompozytor.

Praca w Hollywood wygląda zupełnie inaczej, ale Iglesias przyjmuje to ze spokojem. "To normalne, tam jest masa pieniędzy" – stwierdził. Nie wyklucza to jednak dziwnych i zabawnych sytuacji. Iglesias wspominał pierwsze spotkanie z Tomasem Alfredsonem, reżyserem "Szpiega", kiedy to okazało się, że obydwaj nie rozumieją scenariusza. Przy okazji wypłynął nieśmiertelny temat temp-tracków. "Alfredson prawdopodobnie miał jakieś temp-tracki, ale był na tyle uprzejmy, że mi o tym nie powiedział" – opowiadał kompozytor.

Zapytany, co go inspiruje, odpowiedział z prostotą: "miłość, entuzjazm, słońce". To dość szczególny zestaw w przypadku kompozytora, który zdobył sławę dzięki skupionej, nieszczególnie radosnej muzyce. Iglesias urzekał jednak optymistycznym, bezpretensjonalnym podejściem. Mimo widocznej introwertyczności, zdarzało mu się też lekko kokietować publiczność. Gdy padło pytanie o najtrudniejszy projekt w karierze, odparł z lekkim uśmiechem: "prawdopodobnie następny". 

Tekst: Jan Bliźniak
Foto: Łukasz Waligórski


DON DAVIS

Spośród wszystkich kompozytorów, którzy gościli podczas tegorocznego Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie, zdecydowanie najbardziej wyluzowanym był Don Davis. Kompozytor odpowiedzialny za muzykę do "Matrixa" czy "Jurassic Park III" sprawiał wrażenie totalnie otwartego i beztroskiego. Był niezwykle cierpliwy i serdeczny w kontaktach z fanami proszącymi o autograf czy wspólne zdjęcie. Podczas wywiadów nieustannie żartował i pokazywał ogromny dystans do sukcesu, jaki udało mu się osiągnąć dzięki współpracy z rodzeństwem Wachowskich. Dokładnie takiego Dona Davisa mogli zobaczyć również uczestnicy spotkania Q&A, jakie poprowadził z nim Michael Todd - representant ASCAP i godny następca Nancy Knutsen.

Takich spoktań od momentu sukcesu "Matrixa" Don Davis z pewnością odbył już setki. Pytań o muzykę do filmów Wachowskich słyszał pewnie tysiące. A mimo, to w sposobie w jaki odpowiadał o swojej pracy można było usłyszeć pełne zaangażowanie. Nie ograniczał się do zdawkowych i wyuczonych kwestii, ale niemalże opowiadał całe historie. Spokojnym głosem, z lekką dozą dowcipu zdradzał sekrety swojej pracy, o których nigdzie indziej zgromadzona w Małopolskim Ogrodzie Sztuki publiczność, nigdy by się nie dowiedziała.

Davis opowiedział o swoim pierwszym spotkaniu z braćmi Wachowskimi i ich oczekiwaniach w stosunku do muzyki. Opisał zmagania z problemami podczas komponowania do konkretnych scen (m.in. ucieczka Trinity przed Agentami na początku filmu) i sposoby jakimi doszedł do ostatecznego brzmienia ścieżki dźwiękowej. W swoich opowieściach często ocierał się o wątki filozoficzne i historyczne. Przytaczał nazwiska kompozytorów, którzy stanowili dla niego inspiracje - jak się okazuje, na ich czele stał Lutosławski, w którego muzyce Davis zdaje się być zakochany.

To spotkanie zdecydowanie należało to najbardziej "roześmianych" ze wszystkich jakie odbyły się podczas Festiwalu. Don Davis pół-żartem, pół-serio zachwycał się szalem Michaela Todda, wywołująć tym śmiech i aplauz publiczności. Równie zabawne były próby wyjaśnienia wymowy nazwiska "Wachowski", ale też anegdoty z nagrań muzyki do "Matrixa".

Tekst: Łukasz Waligórski
Foto: Łukasz Waligórski

 


Abel Korzeniowski

Abel Korzeniowski jest jak jego muzyka – szalenie kulturalny, elegancki, nieco staroświecki. Podczas pierwszego spotkania, Tom Ford, reżyser "Samotnego mężczyzny", zwrócił uwagę na jego zapach, ale znany projektant najpewniej nie miał za dużo uwag względem nienagannego stylu swojego nowego współpracownika. Korzeniowski potrafi szybko zdobyć sympatię publiczności. Na początku spotkania podziękował zebranym za koncert, szybko też przerwał rozmowę z prowadzącym spotkanie dziennikarzem (nieszczególnie zresztą przygotowanym), by przejść do pytań z sali. Było ich zadziwiająco dużo, a kompozytor odpowiadał klarownie, dbając, by nikogo nie urazić. Elegancji w wypowiedzi mógłby się od niego nauczyć niejeden polityk.

W trakcie dyskusji poruszono właściwie wszystkie najważniejsze tematy. Musiały paść pytania o współpracę z Fordem i Madonną, które kompozytor wspomina bardzo dobrze. Królowa pop, jak twierdzi, nauczyła go prostoty w doborze kompozytorskich środków, unikania niepotrzebnych komplikacji. Dał się wciągnąć w dyskusję o polskim kinie. Dość zaskakująco skrytykował europejski model filmu autorskiego. "W Polsce przeszkadzało mi, że reżysera traktuje się, jak kogoś nieomylnego, w Hollywood tego nie ma" – powiedział.

Korzeniowski wydał się twórcą bardzo świadomym. Skończone dzieła uważa za doskonałe, ich zmiana równałaby się popsuciu czegoś o formie najlepszej z możliwych. Nie było w tej wypowiedzi cienia buty, raczej podkreślenie własnego profesjonalizmu. Ryzyko wtórności kolejnych prac skwitował: "Nie da się stworzyć niczego w 100% oryginalnego. W naturalny sposób korzystam z wcześniejszych pomysłów."

"Nie można się przemęczać" – orzekł, zapytany o sposoby omijania artystycznej blokady. Jego zdaniem najlepiej zrobić wszystko do pory lunchu, bo potem człowiek robi się ociężały. Gdy zaś nic nie przychodzi do głowy, najlepiej zrobić sobie dzień wolnego. Korzeniowski każde kolejne dzieło traktuje, jako wyzywanie. Nigdy bowiem nie pamięta, w jaki sposób dochodził do dobrych rozwiązań. "Pamiętam momenty, kiedy nic nie mogę napisać. Nigdy nie pamiętam momentu natchnienia" – stwierdził.

Tekst: Jan Bliźniak
Foto: Łukasz Waligórski

 


TREVOR MORRIS - MASTER CLASS

Podczas tegorocznego Festiwalu Muzyki Filmowej w Alvernii - studiach filmowych nieopodal Krakowa - odbywały się warsztaty dla młodych kompozytorów. Organizatorzy pomysł na Master Classes wzięli ze swoich licznych podróży po zaprzyjaźnionych festiwalach - w tym Transatlantyku - gdzie tego typu inicjatywy odbywają się już od dawna. Spotkania młodych kompozytorów z bardziej doświadczonymi iutytułowanymi kolegami zza oceanu są szansą na zdobycie wiedzy i poznanie warsztatu odnoszących sukcesu fachowców. Takim jest między innymi Trevor Morris, z którym Master Class były jedynymi otwartymi dla publiczności i odbywającymi się w Krakowie.

Kompozytor do swojego zadania podszedł bardzo praktycznie i zamiast opowiadać o tworzeniu muzyki do filmu oraz budowaniu kariery w Hollywood, pokazał swój warsztat pracy. Zjawił się na scenie razem z instrumentami klawiszowymi, komputerem i pokazał w jaki sposób pracuje nad konkretnymi scenami do filmu.

Na tapetę poszedł film "Immortals" - obraz z 2011 roku, którego bohaterami są greccy bogowie i herosi. Trevor Morris zademonstrował w jaki sposób podszedł do pisania muzyki do jednej z kluczowych scen. Opisał dokładnie proces dzielenia sceny na rozdziały, które wymagają od muzyki odmiennego wsparcia. Pokazał pierwsze pomysły dotyczące dynamiki i rytmiki tych rozdziałów. Morris krok po kroku pokazał jak tworzy się muzykę dokładając jej kolejne warstwy i ostatecznie przekazuje do zagrania muzykom.

Po około 45-minutowej demonstracji tworzenia muzyki do konkretne sceny, głos zyskała publiczność. Trevor Morris cierpliwie odpowiadał na mniej lub bardziej profesjonalne pytania o sample, rozmowy z reżyserem i temp-track. Po spokaniu kompozytor został otoczony przez wianuszek fanów proszących o autograf i wspólne zdjęcie.

Tekst: Łukasz Waligórski
Foto: Łukasz Waligórski