Start | Recenzje | Artykuły | Koncerty | Kompozytorzy | Nuty | Konkursy | Media | Linki

O stronie

Koncerty

 

Tegoroczne lato obrodziło w plenerowe koncerty muzyki filmowej. Od Krakowa, przez Poznań aż po Gdańsk można było wysłuchać słynnych tematów filmowych w iście piknikowej atmosferze. Zwieńczeniem tego wakacyjnego sezonu okazał się występ Ennio Morricone w Gdańsku. Koncert ten został zorganizowany z okazji obchodów 29. rocznicy Porozumień Sierpniowych. Włoski mistrz wystąpił z ponad stuosobowym zespołem muzyków na terenie Stoczni Gdańskiej, prezentując kilkunastotysięcznej publiczności, pełen wachlarz swoich dokonań filmowych.

W Gdańsku spędziłem raptem 16 godzin, jednak były one pełne niezatartych wrażeń, które tylko w niewielkim stopniu udało się uwiecznić na zdjęciach. Niemal bezpośrednio z dworca trafiłem na próbę wieczornego koncertu, która w godzinach popołudniowych odbywała się na terenie Stoczni. W pełnym słońcu i przy mocno wiejącym wietrze Maestro Morricone, pewnie prowadził Győr Philharmonic Orchestra, Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego i kilkoro włoskich muzyków grających na mniej "standardowych" instrumentach. Łącznie zespół muzyków liczył ponad sto osób, co robiło ogromne wrażenie. Szczególnie, że było to połączenie artystów z trzech różnych krajów: Węgier, Polski i Włoch.

Warto w tym miejscu wspomnieć o dość zróżnicowanym składzie muzyków. Z jednej strony na koncercie miały się pojawić bardzo klasyczne formacje: orkiestra i chór. Tyle, że muzyka Ennio Morricone rzadko ogranicza się do tak szablonowego instrumentarium, przez co konieczne było zaangażowanie kilkorga dodatkowych muzyków. Tym samym z Włoch, razem z kompozytorem, przyleciał gitarzysta (Rocco Zifarelli), keyboardzista, sopranistka (Susanna Rigacci) a także Gilda Butta - etatowa pianistka Maestro.

Próba podzielona była na dwie części i przebiegała bez zakłóceń.... nie licząc kilku sytuacji, kiedy odgłosy, ciągle budowanej sceny, przeszkadzały rozpoczęciu jej drugiej części. W takich momentach Maestro z iście włoskim temperamentem okazywał swoje niezadowolenie i zwoływał do siebie swoich asystentów. Na szczęście tego typu sytuacje udawało się rozwiązywać bardzo szybko, dzięki czemu cała próba trwała krócej niż 3 godziny. Przeszkadzał też silnie wiejący wiatr, który co jakiś czas porywał nuty muzykom i dyrygentowi. Zjawisko to martwiło tym bardziej, że prognozy pogody przewidywały wieczorem opady deszczu - wiatr mógł być ich zwiastunem. Ostatecznie aura okazała się łaskawa i wieczór przebiegł bez większych problemów. Organizatorzy jednak profilaktycznie ustawili za plecami Ennio Morricone szklaną osłonę przeciwwiatrową, przez część publiczności wziętą za kuloodporną... 

Co ciekawe podczas próby Ennio Morricone za każdym razem pozostawiał na scenie długo po tym jak zszedł z niej ostatni muzyk – zarówno w czasie przerwy jak i po zakończeniu próby. Niczym kapitan ma swoim okręcie, Maestro jako ostatni opuszczał pokład. Kompozytorowi w tych ostatnich chwilach na scenie, zawsze towarzyszyła żona, która nie odstępowała Włocha na krok.

Przed koncertem organizatorzy dość mgliście zarysowali jego program. Wiadomo było jedynie, że pojawią się najsłynniejsze tematy filmowe Morricone, a wśród nich melodie z obrazów o Janie Pawle II. Ostatecznie dopiero w czasie koncertu można było przekonać się, jakie kompozycje maestro wybrał na tę okoliczność. A wybór padł na tytuły, które w różny sposób odpowiadały wadze celebrowanej rocznicy: "Klasa robotnicza idzie do raju", "Po antycznych schodach", "Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem", "Karol, człowiek, który został Papieżem", "Il Papa Buono". Oczywiście nie zabrakło tych najsłynniejszych tytułów z filmografii Morricone jak chociażby "Misja" (zagrano w sumie aż trzy kompozycje), "Dobry, zły i brzydki" (niezapomniane "Ecstasy of Gold") czy obowiązkowe "Cinema Paradiso" (doskonałe solo Gildi Butta). Z kolei wybór kompozycji, które miałby być wykonane na bis, nastąpił niemal w ostatniej chwili. Dopiero po zakończeniu próby kierownicy chóru i orkiestry przekazywali swoim zespołom tytuły, które Maestro ostatecznie postanowił zaprezentować w postaci bisów – a te były aż trzy.

Tuż przed rozpoczęciem koncertu, za kulisami, doszło do pierwszego spotkania Ennio Morricone z Lechem Wałęsą, który tego wieczoru był gościem specjalnym. Spotkanie to odbyło się w towarzystwie zaledwie kilku fotoreporterów, tłumaczy i organizatorów koncertu, na chwilę przed wejściem na scenę. Doszło wtedy do szczerej wymiany uprzejmości, w której bardziej wylewny był Maestro. Zaraz potem oczom publiczności ukazał się o. Maciej Zięba (dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności), który zapowiedział pojawienie się znamienitych gości. Po kilku chwilach przemówień, kurtuazji i odpalania świeczek "tort ustąpił miejsca muzyce".

Muzyka filmowa często bywa stawiana gdzieś pomiędzy muzyką poważną a rozrywkową. Sprawia to, że tak naprawdę trudno jest określić jej główną grupę odbiorców. Z jednej strony melomani gardzą nią, uznając za komercyjną imitację Bacha, Mozarta i innych słynnych klasyków. Jednocześnie dla przeciętnego słuchacza, codziennie karmiącego się radiowymi przebojami, bariera odmienności stylistycznej może być zbyt trudna do przebycia – pomimo przyjaznej melodyki, która stanowi o przystępności muzyki filmowej. Takie koncerty jak ten w Gdańsku, czy wcześniej w Krakowie i Poznaniu, przybliżają muzykę filmową szerszej publiczności, stawiając na atrakcyjną formę przekazu. Atmosfera pikniku, kiełbaski z grilla i dzieci tarzające się po trawie, to tylko niektóre z elementów formy, jaką zaprezentowali organizatorzy koncertu Ennio Morricone w Krakowie. Udowodniło to, że tak do końca nie da się pogodzić wymagań zagorzałych entuzjastów muzyki filmowej, z oczekiwaniami "piknikowej" publiczności. Jednak kiedy w grę wchodzi tak wybitny twórca jak Ennio Morricone, warunki, w jakich słucha się jego muzyki schodzą na dalszy plan. Takie kompozycje jak "Ecstasy of Gold" czy "On Earth As It Is In Heaven" sprawiały, że otoczenie przestawało istnieć a wszyscy wokół milkli w zachwycie. Takich fragmentów było kilka podczas koncertu i to dla nich zdecydowanie warto było wziąć w nim udział. Te jasne punkty repertuaru uwypuklone były jednak mniej atrakcyjnymi, a czasem wręcz nużącymi, kompozycjami Maestro, które wymagały więcej skupienia i zaangażowania słuchacza – a tego w takich warunkach brakowało.

Odbiór koncertu ułatwiały i uatrakcyjniały dwa gigantyczne ekrany, na których można było śledzić z bliska muzyków. Była to miła odmiana od fragmentów filmów, które zazwyczaj są w takich miejscach wyświetlane na koncertach muzyki filmowej. Liczne kamery krążące nad orkiestrą i chórem pozwalały śledzić grę kolejnych artystów, obserwować ich zaangażowanie i zabawne zachowania. Dzięki temu każdy mógł z bliska zobaczyć dyrygującego, niczym w transie, Ennio Morricone czy śpiewającą z wielkim zaangażowaniem Susannę Rigacci. Dodatkowo na ekranach co jakiś czas pojawiały się tytuły filmów, z których prezentowane były tematy, jednak w tym punkcie realizatorom brakowało konsekwencji i wiedzy... niestety część z opisów była zwyczajnie błędna.

Często poruszaną i wręcz roztrząsaną kwestią, w recenzjach plenerowych koncertów muzyki filmowej, jest jakość nagłośnienia i praca odpowiedzialnych za nią dźwiękowców. Prawda jest taka, że wybierając się na tego typu wydarzenie absolutnie nie można się nastawiać na audiofilskie doznania. Brzmienie muzyki koncertowej nigdy nie dorówna temu, co można usłyszeć w domowym zaciszu podczas słuchania tradycyjnej płyty. Zresztą w takim momencie liczą się zupełnie inne doznania. Koncert to okazja do poczucia niezwykłej atmosfery święta, którego centrum jest muzyka filmowa, zobaczenia jej twórców i możliwość spotkania z innymi wyznawcami naszej pasji. Jakość dźwięku i czystość wykonania schodzą w takich wypadkach na dalszy plan. Z takimi założeniami wypadało podejść też do koncertu Ennio Morricone w Gdańsku. Konieczność nagłośnienia tak wielkiej przestrzeni, jaką zaadaptowano na potrzeby tego wydarzenia sprawiła, że brzmienie muzyków musiało być dodatkowo wzmocnione. Tym samym publiczność tak naprawdę usłyszała muzykę, której jakość została sprawnie skorygowana w reżyserce i przez ogromne głośniki dostarczona do najdalszych sektorów widowni. Ostatecznie siedząc nawet w pierwszym rzędzie sektora A, nie dało się bezpośrednio usłyszeć muzyków, a jedynie odpowiednio zbalansowane i dostrojone brzmienie całości z głośników... Oczywiście nie ma w tym nic złego. Takie były warunki koncertu i w ich ramach organizatorzy zapewnili możliwie najlepsze rozwiązanie. Jednak, kiedy podczas próby stałem na scenie tuż obok Ennio Morricone, gdzie miałem możliwość bezpośrednio usłyszenia muzyków, do moich uszu docierało brzmienie, którego jakości nie są wstanie przekazać żadne głośniki. I właśnie z tego powodu zdecydowanie większe wrażenie wywarła na mnie muzyka Maestro, kiedy usłyszałem ją podczas próby, niż podczas koncertu...

Wyjeżdżając następnego dnia z Gdańska, na tamtejszym dworcu głównym, natknąłem się na tłumaczkę, która towarzyszyła Ennio Morricone podczas jego pobytu w naszym kraju. Rozmowa z nią okazała niezwykle ciekawa i pozwoliła mi, choć trochę poznać opinie włoskiej ekipy kompozytora, na temat niedzielnego koncertu i jego organizacji. Pośród wszystkich superlatyw i zachwytów nad przebiegiem tego weekendu, pojawiło się też kilka krytycznych uwag. Jedna z nich dotyczyła braku możliwości kupienia choćby jednej płyty Ennio Morricone gdziekolwiek w okolicach miejsca koncertu. I faktycznie – o ile z zaopatrzeniem się w kiełbaski z grilla, napoje gazowane i chipsy nie było problemu, organizatorzy kompletnie nie zadbali o postawienie choć jednego stanowiska z muzyką włoskiego kompozytora. To niedopatrzenie pozbawiło korzyści wszystkie strony, bo publiczność nie miała szansy zaopatrzyć się w usłyszaną podczas koncertu muzykę, a organizatorzy przeoczyli szansę na drobny zysk.

Ostatecznie jednak koncert Ennio Morricone w Gdańsku można uznać za udany i zgodny z oczekiwaniami. Nie było idealnie, ale nikt tego też nie oczekiwał. Wymagania entuzjastów muzyki filmowej nigdy nie zostaną zaspokojone na tego typu wydarzeniach, jednak zawsze będą one okazją do dobrej rozrywki i obcowania z wielkimi postaciami tej dziedziny sztuki. Ennio Morricone jest zdecydowanie jedną z nich. Legendarnemu kompozytorowi należą się słowa uznania, że pomimo poważnego wieku, ciągle ma zapał i siły by prowadzić dwa koncerty dziennie (licząc oczywiście popołudniową próbę). Maestro spisał się na medal... chciałoby się wręcz rzec al dente.

Serdeczne podziękowania dla pani Karoliny Litki oraz pani Alicji Mongrid za wszelką nieszablonową pomoc w dniu koncertu

Autor relacji i zdjęć: Łukasz Waligórski

GALERIA



© MuzykaFilmowa.pl, Łukasz Waligórski