|
Keanu
Reeves swoim nowym filmem zaczyna nas przyzwyczajać do tego, że to właśnie
on jest wszechobecnym wybrańcem, który potrafi dzięki swoim niezwykłym
zdolnościom ocalić ludzkość. Trudno, bowiem będzie znaleźć kogoś, kto
znałby tego aktora z innych filmów niż serii "Matrixa" czy jego
ostatniego dzieła - "Constantine". Jednak właśnie w takich rolach
ten aktor najlepiej się sprawdza. Mimo to "Constantine" wielkim
przebojem się nie stał. Dlaczego? Być może widza znudziły już zbawienne
dla świata misje Keanu, albo ten film był zwyczajnie kiepski. Osobiście skłaniałbym
się do tej drugiej opcji. Mimo dobrego materiału na hit twórcy nie potrafili
zapanować nad chaosem, który wdarł się w fabułę. Tym samym film oprócz
kilku zapierających dech scen, tak naprawdę nie potrafił zaabsorbować uwagi
widza. Jednak dużo ciekawszym zagadnieniem przy okazji tego obrazu okazuje się
muzyka.
Oglądając
okładkę płyty można zauważyć na niej nazwiska dwóch kompozytorów: Briana
Tylera i Klausa Badelta. Co to oznacza? A to, że komponowaniem muzyki
przynajmniej w teorii zajęło się aż dwóch kompozytorów. Jednak w muzyce
filmowej powiedzenie, "co dwie głowy to nie jedna", nie zawsze się
sprawdza. Niestety ta ścieżka jest tego przykładem. Początkowo to właśnie
Tyler (znany wcześniej głównie z "Children of Dune") został zaangażowany
do napisania muzyki do "Constantine’a". Stało się to głównie dzięki
temp-trackowi do tego filmu. Tym, którzy nie znają tego pojęcia śpieszę z
wyjaśnieniem, że temp-track jest to pierwotna wersja ścieżki dźwiękowej
filmu montowana, na wczesnym etapie produkcji, z istniejących już
kompozycji. Mogą to być zarówno piosenki jak i utwory instrumentalne
skomponowane wcześniej do innych obrazów. Na późniejszych etapach produkcji
filmu temp-track jest wskazówką dla kompozytora, co do charakteru przyszłej
muzyki. I właśnie w skład takiego temp-tracku do "Constantine’a"
wchodziły kompozycje Briana Tylera z jego wcześniejszego filmu "Fraility".
Reżyserowi Francisowi Lawrence, debiutującemu tym filmem, tak spodobał się
temp-track, że postanowił zatrudnić do napisania właściwej ścieżki dźwiękowej
właśnie Tylera. Jednak po sześciu miesiącach komponowania i nagrywania do
Tylera przyłączył się Klaus Badelt. Należy od razu zaznaczyć, że obaj
panowie już wcześniej dość dobrze się znali gdyż obaj wywodzą się z kuźni
talentów, jaką było Media Ventures. I znów pędzę z wyjaśnieniem, że
Media Ventures a dokładniej - Media Ventures Entertainment Group
– to grupa ludzi zrzeszona początkowo dzięki wielkiemu niemieckiemu
kompozytorowi muzyki filmowej Hansowi Zimmerowi i producentowi filmowemu
Jay’owi Rifkinowi. Grupa powstała w późnych latach siedemdziesiątych,
kiedy zaczęły powstawać pierwsze studia muzyczne w Santa Monica. Po
kilkunastu latach powstał tam cały kompleks (zajmujący kilka hektarów
powierzchni) studiów nagraniowych, które sprowadzali ze sobą nowi
kompozytorzy. Dzisiaj, kiedy trudno jest już mówić o istnieniu Media Ventures
ciągle pośród byłych członków grupy są wyczuwalne pewne podobieństwa
stylowe. To właśnie oni byli jednymi z pierwszych, którzy na tak wielką skalę
stosowali elektronikę w muzyce filmowej. Bardzo charakterystyczne dla Media
Ventures są także pojawiające się czasami w ścieżkach dźwiękowych gitary
elektryczne. Klaus Badelt i Brian Tyler także byli członkami Media Ventures,
co jest dobrze słyszalne we wszystkich ich kompozycjach. Jednak o ile Tyler dość
krótko współpracował z MV i jego styl jednak nieco różni się od idei tej
grupy o tyle Klaus Badelt jest tą ideą przeżarty niemal na wskroś. Na ścieżce
dźwiękowej z filmu "Constantine" jest to doskonale widoczne.
Na
płycie ze ścieżką do "Constantine’a" bez problemu można wyodrębnić
dwa style. Jest to symfoniczny i bardzo podniosły styl Briana Tylera i
elektroniczny Klausa Badelta. Tym samym sprawia to, że muzyka ta słuchana poza
filmem wydaje się nieco chaotyczna i niejednolita. Powodem tego jest oczywiście
obecność podczas jej tworzenia dwóch kompozytorów i chociaż takie stylowe
rozdwojenie jaźni było do przewidzenia to według mnie za bardzo rzuca się
ono tu w oczy (uszy?). Bo oto z jednej strony słyszymy efekt sześciomiesięcznej
pracy Tylera z orkiestrą symfoniczną, której udało się stworzyć potężne
ipx solidne brzmienie podszyte subtelnie elektroniką, a z drugiej strony, co po
chwila mamy wejścia Klausa Badelta i jego trzeszcząco-zgrzytającej
elektroniki z wszędobylską gitarą elektroniczną.
Może
jednak skupmy się na pracy, jaką wykonał Brian Tyler. Jest to według mnie ta
lepsza cześć tej ścieżki dźwiękowej. Tyler pokazuje tutaj wszystko to, co
ma najlepszego: wyczucie rytmu, umiejętność tworzenia nastrojów zarówno
podniosłych jak i nieco spokojniejszych i pomysłowe wykorzystanie niektórych
instrumentów. Można tutaj znaleźć pełną różnorodność użycia orkiestry
symfonicznej. Od, niemal sakralnych, chórów pojawiających się w takich
kompozycjach jak "Deo Et Patri", "The Balance", "Absentee
Landlords" po łagodne dźwięki fortepianu w "Confession"
czy "I Left Her Alone" i dobrze znanego w Media Ventures duduka.
Generalnie trudno jest znaleźć tutaj jakiś charakterystyczny motyw, który można
by nazwać motywem przewodnim. Jest to głównie muzyka kontrapunktowa jednocześnie
trzymająca niesamowity klimat także poza filmem. Według mnie Tyler tworząc tą
muzykę, być może przez przypadek, pożyczył kilka pomysłów od Greame’a
Revella i jego "Kronik Riddika". Gdzieniegdzie pojawiają się także
tak jakby przebłyski "Matrixa" Dona Davisa. Jednak ostatecznie dało
do ciekawy, choć może nie nowatorski efekt.
Ścieżki
dźwiękowe z "Equilibrium",
"K-19: The
Widowmaker", nowej wersji "The Time Machine" czy "Pirates
of the Caribbean: The Curse of the Black Pearl" to dzieła drugiego z
kompozytorów pracujących przy "Constantine" – Klausa Badelta. Jest
to kompozytor, który dłużej był związany z Media Ventures niż Tyler. Mówi
się nawet, że jako Niemiec, Badelt miał bardzo dobry kontakt z Hansem
Zimmerem, który był jego mentorem. Jednak Badelt mimo oczywistych wpływów
Zimmera starał się wytworzyć swój własny styl. W dużym stopniu udało mu
się to w "Przysiędze".
Jednak przy "Constantine" kompozytor ten wraca tak jakby do źródeł.
Być może wynikało to z faktu, że Badelt zaczął pracę na kilka tygodni
przed premierą filmu i nie miał już czasu, aby zatrudnić orkiestrę
symfoniczną (choć zasadniczo nie powinno to być problemem) ale cały jego wkład
tutaj ogranicza się do kompozycji elektronicznych lub elektronicznych dopełniaczy
partytury symfonicznej Tylera. Kiedy się im lepiej przyjrzeć to można
stwierdzić, że mimo wszystko są to naprawdę świetne kompozycje oparte na
ciekawych pomysłach. Nowatorskie brzmienie syntezatorów poparte miejscami
modulowanym dźwiękiem gitary elektrycznej dało bardzo ciekawy efekt.
Wystarczy tutaj wspomnieć tylko takie kompozycje jak świetne "Meet John
Constantine", "Ether Surfing" czy "Constantine End
Titles". Jedną z lepszych kompozycji na płycie pozostaje właśnie
"Meet John Constantine", który kojarzy mi się z (o zgrozo!) muzyką
do spaghetti westernów Ennio Morricone. W tym przypadku też mamy coś na kształt
motywu głównego bohatera tyle, że typowa dla Morricone harmonijka jest zastąpiona
gitarą elektryczną z mrocznym, dudniącym podkładem. To bardzo ciekawa
koncepcja.
Jednak,
kiedy spojrzeć na tą ścieżkę z nieco szerszej perspektywy to, mimo iż
poszczególne kompozycje robią naprawdę dobre wrażenie jako całość
niekoniecznie wszystko do siebie pasuje. Dużo lepszy efekt dałoby z pewnością
zdecydowanie się na konkretną koncepcję ścieżki – symfoniczną lub
elektroniczną. Kolejną wadą tej ścieżki (choć przez niektórych uznawaną
z zaletę), jest duża liczba krótkich kompozycji - 23 utwory na około 50
minut muzyki to naprawdę dużo. Odbywa się to oczywiście kosztem długości
poszczególnych utworów, które w najlepszym razie trwają mniej niż 3 minuty.
Sprawia to, że w większości mamy do czynienia z kilkunastosekundowymi nie
melodycznymi równoważnikami muzycznymi, które w filmie przemykają równie
niepostrzeżenie jak podczas słuchania płyty. Tym samym, kiedy już płyta się
skończy tak naprawdę niewiele z niej się pamięta. Dla słuchaczy nie
zaprawionych w dokonaniach Media Ventures płyta ta może się wydać chaotyczna
i zwyczajnie nudna. Z pewnością lepszy efekt dałoby zatrudnienie tylko
jednego kompozytora, który zrealizowałby swoją koncepcję od początku do końca.
I nie jest już istotne to czy kompozytorem tym byłby Brian Tyler czy Klaus
Badelt, ponieważ każdy z nich na swój sposób miał świetny pomysł na tą
ścieżkę. Jednak ich pomysły tak znacząco się różniły, że połączenie
tych dwóch koncepcji na jednym soundtracku dało nieco chaotyczny efekt. I o
ile pomysły obu kompozytorów pojawiające się tutaj zasługują na cztery
punkty w skali pięciopunktowej to ich połączenie może dostać już tylko
trzy punkty. I tak też oceniam tą ścieżkę.
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
|
 |
01.
|
Destiny
|
|

|
02.
|
The Cross
Over
|
|

|
03.
|
Meet John
Constantine
|
|

|
04.
|
Confession
|
|

|
05.
|
Deo et
Patri
|
|

|
06.
|
Counterweight
|
|

|
07.
|
Into the
Light
|
|

|
08.
|
I Left Her
Alone
|
|

|
09.
|
Resurrection
|
|

|
10.
|
Circle of
Hell
|
|

|
11.
|
Last Rites
|
|

|
12.
|
Encountering
a Twin
|
|

|
13.
|
Flight to
Ravenscar
|
|

|
14.
|
Humanity
|
|

|
15.
|
John
|
|

|
16.
|
Someone Was
Here
|
|

|
17.
|
Hell
Freeway
|
|

|
18.
|
Ether
Surfing
|
|

|
19.
|
The Balance
|
|

|
20.
|
Absentee
Landlords
|
|

|
21.
|
John's
Solitude
|
|

|
22.
|
Lucifer
|
|

|
23.
|
Rooftop
|
|

|
24.
|
Constantine
End Titles
|
|