|
Film "Gladiator"
już chyba zawsze będzie skalą porównawczą dla kolejnych dzieł Ridley’a
Scotta. Podobnie będzie z muzyką Hansa Zimmera do tego filmu, która stała się
wręcz legendą. Do tej pory trwają dyskusje czy przyznanie Oscara "Przyczajonemu
Tygrysowi, Ukrytemu Smokowi" Tan Duna dyskredytujące "Gladiatora" było dobrym
posunięciem. W końcu to właśnie dzieło słynnego Niemca dało początek
nowemu nurtowi w muzyce filmowej, który opierał się na wykorzystywaniu
egzotycznych instrumentów i etnicznych wokaliz. Wiele ścieżek dźwiękowych
powstałych później z "Pasją", "Insiderem" i
"Whale Rider" na czele,
czerpało pełnymi garściami z pomysłów Zimmera. Jednak te podobieństwa
stylowe największe zawsze były wśród członków Media Ventures – grupy
muzyków założonej właśnie przez Hansa Zimmera. Zatrudnienie do najnowszego
dzieła Ridley’a Scotta kogoś innego niż Zimmera było nie lada
zaskoczeniem. Otóż ci dwaj artyści współpracują ze sobą już od roku
1989, czyli od filmu "Czarny Deszcz". Z drugiej jednak strony reżyser mimo całej
sympatii i zaufania, jakim zapewne darzy niemieckiego przyjaciela, mógł obawiać
się, że Zimmer powtórzy niepowodzenie ścieżki dźwiękowej z "Króla
Artura".
Według mnie takie obawy nie były uzasadnione zważając na fakt, że mimo
wszystko to właśnie on jest w tej chwili najlepszym twórcą score’ów do
monumentalnych widowisk ("Pearl Harbor", "Ostatni Samuraj" czy "Gladiator").
Faktem
jednak się stało, że tym razem autorem ścieżki dźwiękowej do filmu Scotta
został Harry Gregson-Williams. Można się tylko domyślać czy Zimmer polecił
tego kompozytora reżyserowi czy też nie, jednak tak naprawdę taki wybór
oznaczał niewielkie odbiegnięcie od muzyki Zimmera i pozostanie w kręgu
stylowy Media Ventures. Gregson-Williams znany do tej pory był z pracy w duecie
z Johnem Powellem, z którym stworzył "Uciekające Kurczaki" i "Shreka". Zdaje
się, że nadszedł czas, kiedy drogi tych dwóch panów się rozeszły, o czym
świadczą ukazujące się na dniach, dość znaczące produkcje każdego z
nich. W przypadku Johna Powella to oczywiście "Roboty" a Harrego
Gregsona-Williamsa – "Królestwo Niebieskie". Okazuje się, zatem że tak
naprawdę dopiero teraz, kiedy stajnia Media Ventures już nie istnieje, jej
wychowankowie odnoszą największe sukcesy i dostają najciekawsze zlecenia
(chociażby Bryan Tyler, Klaus Badelt, Trevor Rabin, Lisa Gerrard, Mark Mancina
czy Nick Glennie-Smith).
Do
przesłuchania "Królestwa Niebieskiego" podszedłem z wielką ciekawością,
ponieważ dużo pozytywnych opinii napływało do nas z zachodu już od kilku
tygodni. Mówiło się jakoby ścieżka ta miała być najlepszą tego roku. Po
dokładnym przesłuchaniu mam jednak nadzieję, że będzie mi dane wysłuchać
w tym roku czegoś jeszcze lepszego. Nie znaczy to jednak, że ścieżka ta jest
nieudana i nie nadaje się do słuchania. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że oto
Harry Gragson-Williams stworzył muzykę, która z pewnością otworzy mu drogę
do równie ciekawych projektów. Mimo wszystko jednak podczas słuchania ciągle
miałem wrażenie jakbym gdzieś już to słyszał. Doskonale wiadomo, że takie
wrażenie przeszkadza podczas oceny ścieżki przez niektórych uznawanej za
nowatorską. Ta płyta taka nie jest. Doskonale jest tutaj słyszalny styl Media
Ventures, za którym niezbyt przepadam a tym samym nieuniknione okazały się
nawiązania do "Gladiatora".
Podobnie jak w "Gladiatorze" pojawia się dźwięk
duduka, hiszpańskiej gitary i wokalizy w stylu Lisy Gerrard. I o ile w "Gladiatorze"
wszystko to dało niezwykle pozytywny i nowatorski efekt, o tyle tutaj sprawia
wrażenia braku własnego pomysłu Gregsona-Williamsa na coś nowego. Nie
twierdzę oczywiście, że ścieżka ta jest kompletną kalką "Gladiatora", bo
tak nie jest. Kompozytor stworzył na potrzeby tego filmu muzykę ciekawą i
zajmującą, która mimo wszystko nie uchroniła się wpływu Media Ventures, co
jednak przez niektórych może być postrzegane jako jej zaleta. W większości
mamy do czynienia tutaj z nastrojowymi kompozycjami, które sięgają trochę do
tematyki muzyki bliskiego zachodu. Tym samym doświadczamy charakterystycznej
rytmiki, którą można się było zachwycać między innymi w "Powrocie Mumii"
Silvestriego. Miejscami to zaangażowanie egzotycznych instrumentów trochę
kojarzy się z "Pasją" Debney'a. Jednocześnie kompozytor stworzył
jednak bardzo ładny i łatwo wpadający w ucho temat, który pojawia się w
kompozycji "Ibelin", wykorzystując połączone dźwięki smyczków i
etnicznych instrumentów. Jest to według mnie najlepsza kompozycja na całej płycie,
która zapada w pamięć głównie dzięki rytmice i nieco piosenkowej
strukturze. Zresztą w końcowej piosence "Light Of Life (Ibelin Reprise)" śpiewanej
przez Nataschę Atlas to właśnie ten temat jest główną melodią. Na płycie
pojawia się także kilka bardziej dynamicznych i podniosłych kawałków z
udziałem chórów jak na przykład "Better Man" i "Wall Breached". Na szczególna
uwagę zasługują także takie kompozycje jak "Coronation" i "Path to Heaven",
w których doświadczamy pięknych żeńskich chórów polifonicznych tworzących
nieco sakralny nastrój.
Większość
kompozycji prezentuje stały, wysoki poziom i trzyma nieco mroczny klimat całej
ścieżki miejscami rozjaśniany żeńskimi chórkami. Oprócz tego zdarzają się
także kompozycje bardzo podniosłe i melodyjne, a czasami nieco przytłaczające
niczym z "Whale Rider" Lisy Gerrard. Całej płyty słucha się bardzo
przyjemnie i mimo pojawiających się skojarzeń do kompozycji Zimmera, w pewnym
stopniu jest ona oryginalna. Gregson-Williams postawił też przed nami ścieżkę
z dużą ilością chórów idąc jakby za obecną modą mówiącą, że każda
potencjalnie monumentalna ścieżka dźwiękowa musi posiadać partie chóralne.
Taki zabieg jest oczywiście jak najbardziej skuteczny jednak takich score'ów
na rynku jest mnóstwo i nie stanowi to już żadnej atrakcji czy rewelacji. Sądzę,
że nastąpiło obecnie pewne wysycenie wrażliwości słuchaczy tymi wszystkim
chórami, które powinno zmusić jednak kompozytorów do poszukania innych
sposobów wyrazu dla monumentalnych widowisk. Jestem pewien, że ta ścieżka
znajdzie wielu zwolenników pośród miłośników "Gladiatora" i Media
Ventures. Jeżeli kogoś jeszcze nie znudziły wszędobylskie i jednorodne
partie chóralne rodem z "Matrix Rewolucje" czy "Władcy Pierścieni"
to z pewnością ta muzyka go także zadowoli. Jak dla mnie pozostaje ona póki
co taką średniowieczną wersją Gladiatora z większą ilością żeńskich chórków
i dużo lepszą końcową piosenką, której co prawda nie rozumiem, ale od razu
wpadła mi do ucha. Bez zbędnego zastanawiania się mogę tej ścieżce wystawić
4 nutki.
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
|
 |
01.
|
Burning The Past
|
|

|
02.
|
Crusaders
|
|

|
03.
|
Swordplay
|
|

|
04.
|
A New World
|
|

|
05.
|
To Jerusalem
|
|

|
06.
|
Sibylla
|
|

|
07.
|
Ibelin
|
|

|
08.
|
Rise A Knight
|
|

|
09.
|
The King
|
|

|
10.
|
The Battle of Kerak
|
|

|
11.
|
Terms
|
|

|
12.
|
Better Man
|
|

|
13.
|
Coronation
|
|

|
14.
|
An Understanding
|
|

|
15.
|
Wall Breached
|
|

|
16.
|
The Pilgrim Road
|
|

|
17.
|
Saladin
|
|

|
18.
|
Path To Heaven
|
|

|
19.
|
Light of Life (Ibelin Reprise) (feat.
Natacha Atlas)
|
|