Start | Recenzje | Artykuły | Koncerty | Kompozytorzy | Nuty | Konkursy | Media | Linki

O stronie

Kingdom of Heaven

Data publikacji: 2005

Królestwo Niebieskie

"...w pewnym stopniu jest ona oryginalna..."

Kompozytor: Harry Gregson-Williams

Rok produkcji: 2005

Wytwórnia: Sony Classical

Czas trwania: 60:02 min.

 

Film "Gladiator" już chyba zawsze będzie skalą porównawczą dla kolejnych dzieł Ridley’a Scotta. Podobnie będzie z muzyką Hansa Zimmera do tego filmu, która stała się wręcz legendą. Do tej pory trwają dyskusje czy przyznanie Oscara "Przyczajonemu Tygrysowi, Ukrytemu Smokowi" Tan Duna dyskredytujące "Gladiatora" było dobrym posunięciem. W końcu to właśnie dzieło słynnego Niemca dało początek nowemu nurtowi w muzyce filmowej, który opierał się na wykorzystywaniu egzotycznych instrumentów i etnicznych wokaliz. Wiele ścieżek dźwiękowych powstałych później z "Pasją", "Insiderem" i "Whale Rider" na czele, czerpało pełnymi garściami z pomysłów Zimmera. Jednak te podobieństwa stylowe największe zawsze były wśród członków Media Ventures – grupy muzyków założonej właśnie przez Hansa Zimmera. Zatrudnienie do najnowszego dzieła Ridley’a Scotta kogoś innego niż Zimmera było nie lada zaskoczeniem. Otóż ci dwaj artyści współpracują ze sobą już od roku 1989, czyli od filmu "Czarny Deszcz". Z drugiej jednak strony reżyser mimo całej sympatii i zaufania, jakim zapewne darzy niemieckiego przyjaciela, mógł obawiać się, że Zimmer powtórzy niepowodzenie ścieżki dźwiękowej z "Króla Artura". Według mnie takie obawy nie były uzasadnione zważając na fakt, że mimo wszystko to właśnie on jest w tej chwili najlepszym twórcą score’ów do monumentalnych widowisk ("Pearl Harbor", "Ostatni Samuraj" czy "Gladiator").

Faktem jednak się stało, że tym razem autorem ścieżki dźwiękowej do filmu Scotta został Harry Gregson-Williams. Można się tylko domyślać czy Zimmer polecił tego kompozytora reżyserowi czy też nie, jednak tak naprawdę taki wybór oznaczał niewielkie odbiegnięcie od muzyki Zimmera i pozostanie w kręgu stylowy Media Ventures. Gregson-Williams znany do tej pory był z pracy w duecie z Johnem Powellem, z którym stworzył "Uciekające Kurczaki" i "Shreka". Zdaje się, że nadszedł czas, kiedy drogi tych dwóch panów się rozeszły, o czym świadczą ukazujące się na dniach, dość znaczące produkcje każdego z nich. W przypadku Johna Powella to oczywiście "Roboty" a Harrego Gregsona-Williamsa – "Królestwo Niebieskie". Okazuje się, zatem że tak naprawdę dopiero teraz, kiedy stajnia Media Ventures już nie istnieje, jej wychowankowie odnoszą największe sukcesy i dostają najciekawsze zlecenia (chociażby Bryan Tyler, Klaus Badelt, Trevor Rabin, Lisa Gerrard, Mark Mancina czy Nick Glennie-Smith).

Do przesłuchania "Królestwa Niebieskiego" podszedłem z wielką ciekawością, ponieważ dużo pozytywnych opinii napływało do nas z zachodu już od kilku tygodni. Mówiło się jakoby ścieżka ta miała być najlepszą tego roku. Po dokładnym przesłuchaniu mam jednak nadzieję, że będzie mi dane wysłuchać w tym roku czegoś jeszcze lepszego. Nie znaczy to jednak, że ścieżka ta jest nieudana i nie nadaje się do słuchania. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że oto Harry Gragson-Williams stworzył muzykę, która z pewnością otworzy mu drogę do równie ciekawych projektów. Mimo wszystko jednak podczas słuchania ciągle miałem wrażenie jakbym gdzieś już to słyszał. Doskonale wiadomo, że takie wrażenie przeszkadza podczas oceny ścieżki przez niektórych uznawanej za nowatorską. Ta płyta taka nie jest. Doskonale jest tutaj słyszalny styl Media Ventures, za którym niezbyt przepadam a tym samym nieuniknione okazały się nawiązania do "Gladiatora". 

Podobnie jak w "Gladiatorze" pojawia się dźwięk duduka, hiszpańskiej gitary i wokalizy w stylu Lisy Gerrard. I o ile w "Gladiatorze" wszystko to dało niezwykle pozytywny i nowatorski efekt, o tyle tutaj sprawia wrażenia braku własnego pomysłu Gregsona-Williamsa na coś nowego. Nie twierdzę oczywiście, że ścieżka ta jest kompletną kalką "Gladiatora", bo tak nie jest. Kompozytor stworzył na potrzeby tego filmu muzykę ciekawą i zajmującą, która mimo wszystko nie uchroniła się wpływu Media Ventures, co jednak przez niektórych może być postrzegane jako jej zaleta. W większości mamy do czynienia tutaj z nastrojowymi kompozycjami, które sięgają trochę do tematyki muzyki bliskiego zachodu. Tym samym doświadczamy charakterystycznej rytmiki, którą można się było zachwycać między innymi w "Powrocie Mumii" Silvestriego. Miejscami to zaangażowanie egzotycznych instrumentów trochę kojarzy się z "Pasją" Debney'a. Jednocześnie kompozytor stworzył jednak bardzo ładny i łatwo wpadający w ucho temat, który pojawia się w kompozycji "Ibelin", wykorzystując połączone dźwięki smyczków i etnicznych instrumentów. Jest to według mnie najlepsza kompozycja na całej płycie, która zapada w pamięć głównie dzięki rytmice i nieco piosenkowej strukturze. Zresztą w końcowej piosence "Light Of Life (Ibelin Reprise)" śpiewanej przez Nataschę Atlas to właśnie ten temat jest główną melodią. Na płycie pojawia się także kilka bardziej dynamicznych i podniosłych kawałków z udziałem chórów jak na przykład "Better Man" i "Wall Breached". Na szczególna uwagę zasługują także takie kompozycje jak "Coronation" i "Path to Heaven", w których doświadczamy pięknych żeńskich chórów polifonicznych tworzących nieco sakralny nastrój.

Większość kompozycji prezentuje stały, wysoki poziom i trzyma nieco mroczny klimat całej ścieżki miejscami rozjaśniany żeńskimi chórkami. Oprócz tego zdarzają się także kompozycje bardzo podniosłe i melodyjne, a czasami nieco przytłaczające niczym z "Whale Rider" Lisy Gerrard. Całej płyty słucha się bardzo przyjemnie i mimo pojawiających się skojarzeń do kompozycji Zimmera, w pewnym stopniu jest ona oryginalna. Gregson-Williams postawił też przed nami ścieżkę z dużą ilością chórów idąc jakby za obecną modą mówiącą, że każda potencjalnie monumentalna ścieżka dźwiękowa musi posiadać partie chóralne. Taki zabieg jest oczywiście jak najbardziej skuteczny jednak takich score'ów na rynku jest mnóstwo i nie stanowi to już żadnej atrakcji czy rewelacji. Sądzę, że nastąpiło obecnie pewne wysycenie wrażliwości słuchaczy tymi wszystkim chórami, które powinno zmusić jednak kompozytorów do poszukania innych sposobów wyrazu dla monumentalnych widowisk.  Jestem pewien, że ta ścieżka znajdzie wielu zwolenników pośród miłośników "Gladiatora" i Media Ventures. Jeżeli kogoś jeszcze nie znudziły wszędobylskie i jednorodne partie chóralne rodem z "Matrix Rewolucje" czy "Władcy Pierścieni" to z pewnością ta muzyka go także zadowoli. Jak dla mnie pozostaje ona póki co taką średniowieczną wersją Gladiatora z większą ilością żeńskich chórków i dużo lepszą końcową piosenką, której co prawda nie rozumiem, ale od razu wpadła mi do ucha. Bez zbędnego zastanawiania się mogę tej ścieżce wystawić 4 nutki. 

 Autor recenzji: Łukasz Waligórski



01.

Burning The Past

02.

Crusaders

03.

Swordplay

04.

A New World

05.

To Jerusalem

06.

Sibylla

07.

Ibelin

08.

Rise A Knight

09.

The King

10.

The Battle of Kerak

11.

Terms

12.

Better Man

13.

Coronation

14.

An Understanding

15.

Wall Breached

16.

The Pilgrim Road

17.

Saladin

18.

Path To Heaven

19.

Light of Life (Ibelin Reprise) (feat. Natacha Atlas)

 

© MuzykaFilmowa.pl, Łukasz Waligórski