|
Thomas
Newman posiada w swojej bogatej filmografii sporo filmów, do których muzyki
nigdy nie wydano (oficjalnie) lub też pokuszono się tylko o standartowy
soundtrack z piosenkami i (czasem) doczepionym doń jednym bądź dwoma trackami
kompozytora. Varese Sarabande to znana firma fonograficzna, która często
wydaje pozycje nie mające normalnie szans na ujrzenie światła dziennego,
tudzież zapomniane/stare/niepopularne wśród szerszego grona odbiorców
partytury. Oczywiście łatwo przewidzieć finał tych dwóch zdań, w którym
chodzi o to, iż wśród takich płyt Varese znajdują się też pozycje
Newmana. I opisywana płyta wcale nie jest pierwszym spotkaniem kompozytora z tą
firmą. Także fakt, iż jest to połączenie dwóch jego ścieżek dźwiękowych
nie będzie niczym nowym, gdyż i taka praktyka miała wcześniej miejsce
("Desperately Seeking Susan"). Jest to jednak dość istotny szczegół,
na który trzeba było zwrócić uwagę. W związku z tym należy jeszcze dodać,
iż tym razem padło na filmową adaptację sztuki "American Buffalo"
z Dustinem Hoffmanem w roli głównej z 1996 roku i zwariowaną komedię
"Threesome" z 1994 roku z Larą Flynn Boyle, Joshem Charlesem i
Stephenem Baldwinem w obsadzie. Całość postanowiono wydać przy okazji
premiery tego pierwszego filmu, wobec czego to muzyka z "Threesome"
wydaje się być dodatkiem.
Prawda
jest jednak znacznie inna, ale zacznę od tego, że sam fakt takiej kompilacji
budzi u mnie sporo zastrzeżeń. Przede wszystkim nie przepadam za podobnymi
zabiegami jako takimi. Jednak w przypadku zbliżonych do siebie prac, tudzież
(jak u Newmana właśnie) osobliwego stylu kompozytora jestem to w stanie
zrozumieć i zaakceptować. Piszę o tym, gdyż wspomniana wcześniej muzyka do
"Desperately Seeking Susan" wydana została wraz z muzyką innego
kompozytora do innego filmu (tej samej reżyserki, ale jednak). Piszę o tym również
dlatego, iż dobrane tutaj kompozycje są od siebie zupełnie różne i pokazują
dwa różne oblicza tego samego twórcy. Również czas trwania nie pozostawia wątpliwości,
że takie wydanie jest lepsze, niż 2 po 15 minut (choć i takie ma na swoim
koncie Newman, że wspomnę tylko "Those
Secrets"). Z drugiej strony, nawet te dwie partytury umieszczone na
jednej płytce nie powalają długością materiału. Stąd też pytanie: czemu
nie dołączono jeszcze jakiejś? Wszak kto jak kto, ale Newman ma nadal sporo równie
krótkich, dotąd nie wydanych ścieżek. Dalsze pytania nasuwają się już
same. Skoro tak, to dlaczego akurat te dwie, a nie jakieś inne? Można było
przecież zestawić ze sobą dwie kompozycje dramatyczne, a nie dramatyczną i
komediową. Itd., etc., itp... To jednak tylko moje takie wątpliwości i rozważania,
jakie pojawiły się przy tej kompilacji i można je spokojnie odstawić na bok
i zająć się płytą...
Płyta,
która liczy sobie już 10 lat i dzieli się wyraźnie na dwie części: gorszą,
rozczarowującą i lepszą, po której jednak nie spodziewałem się więcej,
aniżeli dostałem. Tą gorszą jest "American Buffalo" z myślą, o
którym wydano w ogóle ten krążek. Lepsze rzecz jasna jest
"Threesome" - score znacznie żywszy i bogatszy tematycznie,
aczkolwiek nie wnoszący wiele do twórczości kompozytora i nie rzucający na
kolana. I niestety obie te pozycje nie pasują do siebie specjalnie, co tylko
pogarsza sprawę.
"American
Buffalo" ma w sobie coś z - jak sama nazwa wskazuje - westernu, co też i
Newman wykorzystał bardzo dosłownie. Kompozycja oparta jest, więc głównie
na gitarze, harmonijce i bębnach, choć dochodzą czasem i inne instrumenty. Całość
zaczyna się naprawdę interesująco i z prawdziwym wykopem, jaki daje
"Buffalo Head" - bodaj najbardziej dynamiczna ścieżka na całym krążku.
Bardzo zwariowana wariacja (heh ;) na temat stylu westernowego, która rozbudza
apetyt na więcej. Niestety, poza paroma fragmentami, nie zostanie on
zaspokojony aż do "Threesome", gdyż reszta ścieżek "American
Buffalo" pozostaje bez wyrazu. Wprawdzie całość zachowuje cały czas tą
otoczkę Dzikiego Zachodu, ale nie stanowi to większej atrakcji. Newman krąży
pomiędzy tymże klimatem, a bluesem, ale nic z tego nie wynika. Być może ma
to związek z dużą teatralnością filmu, ale mam wrażenie, że kompozytor po
prostu nie miał większego pomysłu i nie znalazł swojego miejsca w tej
produkcji. Może zabrakło inspiracji, a może po prostu nie dało się z tego
wycisnąć nic więcej. Ale prawda jest taka, że nawet największych maniaków
Newmana "American Buffalo" po prostu wynudzi, gdyż nie dzieje się tu
absolutnie nic. Poza motywem otwierającym całość (który można uznać za
temat przewodni, gdyż powtórzony zostaje potem w tej samej formie w końcowym
"Tails You Lose") i ścieżką "What Kind Of This" (notabene
tylko inspirowaną filmem) oraz fragmentami "Classical Money" i "Nothing
Out There" ta partytura po prostu nie istnieje poza filmem. Nie mówiąc już
o tym, że dodatkowo pogrąża ją dość ponury, przygnębiający wręcz nastrój,
którym się charakteryzuje.
Paradoksalnie
pozwala to bardziej docenić kompozycję z "Threesome", która jest
wesoła, humorystyczna i pełna życia. To już ten Newman, jakiego dobrze
znamy, choć niestety nierówny bardzo. Mamy tu jednak sporo smaczków, które
pozwalają zapomnieć o tym mankamencie. Już pierwszy taki smaczek oddziela
obie partytury bardzo skutecznie. Jednak nie będę zdradzał, czym dokładnie
rozpoczyna się ścieżka "Different Species", choć na pewno nie jest
to muzyka ;) Zresztą w tym króciutkim fragmencie w ogóle mało jest muzyki,
gdyż trwa on niespełna 30 sekund. No ale to, co jest - czyli elektronika
zmieszana z paroma klasycznymi instrumentami - robi pozytywne wrażenie. W ogóle
ta część płyty jest bardzo przyjemna, jeśli idzie o odsłuch. Mamy
hawajskie, kojące zmysły rytmy w "Stranded ", chwytliwy i uroczy
temat główny w "Threesome" - jako żywo przypominający późniejsze
"Angels
in America" oraz senne, ciut odrealnione dźwięki w "Sacred Vows",
"Leprechaun" i reszcie ścieżek. A wszystko to w typowym dla Newmana
stylu, który łączy ze sobą skrzypce, wiolonczele i fortepian z elektroniką
w formie różnej. To połączenie sprawia, że mamy wrażenie jakiegoś
narkotycznego snu, tudzież odurzenia. Być może dlatego jest to bardzo
relaksująca muzyka, która powinna się spodobać większości osób -
aczkolwiek i ona wymaga odrobiny dobrej woli.
I
jeszcze wspomnę o tym, że w obu partyturach - przy jednej tylko ścieżce na
każdej z nich - z Newmanem pracowało dwóch innych panów, co wyraźnie
zaznaczono w informacjach na temat CD. W przypadku "American Buffalo"
jest to ścieżka "Nothing Out There" stworzona wraz z Rickiem Cox.
Natomiast "Threesome" reprezentuje "Stranded" stworzone we
współpracy z Billem Bernsteinem. Z oboma tymi nazwiskami fani Newmana zetknęli
się nie raz, gdyż Newman często z nimi współpracuje (szczególnie z
Bernsteinem). Mam jednak nieodparte wrażenie, że tym razem ta współpraca nie
dała po prostu nic (przynajmniej nie na tyle, żeby o tym aż tak wspominać w
informacjach). Ale to tylko taka drobna informacja na koniec. A
sama płyta nadaje się, co tu dużo ukrywać, tylko dla fanów Newmana - a i ci
będą mieli trochę kłopotów. Pozostali, jeśli się na nią natkną, powinni
zwrócić uwagę jedynie na fragmenty "Threesome" albo w ogóle dać
sobie spokój. Summa summarum wychodzi z tego, bowiem bardzo przeciętna
pozycja. Biorąc pod uwagę, iż "American Buffalo" dostaje ode mnie
1+, a "Threesome" 4-, to razem mamy 3, może nawet lekko naciągane...
Autor
recenzji: Mefisto
|
American Buffalo
|
|
 |
01.
|
Buffalo Head
|
|

|
02.
|
Classical
Money
|
|

|
03.
|
Bobby
|
|

|
04.
|
What Kind Of
This
|
|

|
05.
|
Jaw
|
|

|
06.
|
Bobby Bobby
Bobby Bobby
|
|

|
07.
|
King High
Flush
|
|

|
08.
|
Nothing Out
There - with Rick Cox
|
|

|
09.
|
Chump Change
|
|

|
10.
|
The Guy
|
|

|
11.
|
Tails You
Lose
|
|
Threesome
|
|

|
12.
|
Different
Species
|
|

|
13.
|
Stranded -
with Bill Bernstein
|
|

|
14.
|
Threesome
|
|

|
15.
|
Post-Modern
Eve
|
|

|
16.
|
Doomed
Relationships
|
|

|
17.
|
Sacred Vows
|
|

|
18.
|
Concupiscence
|
|

|
19.
|
Leprechaun
|
|

|
20.
|
Drive Away
|
|