Rocznie na
całym świecie powstaje mnóstwo filmów i nie mniej ścieżek dźwiękowych
jest wydawanych na płytach. Zapoznawanie się z nimi wszystkimi jest z
oczywistych powodów niemożliwe, dlatego nikt tak naprawdę nie wie ile
arcydzieł i naprawdę świetnych ścieżek dźwiękowych nam umyka. Potok najróżniejszych
soundtracków napływających z USA i Europy czasami nie pozwala dostrzec
prawdziwych cudów powstających chociażby w Azji. Jednym z moich ulubionych twórców
muzyki filmowej, jest pewien japoński kompozytor – Joe Hisaishi. Informacje o
jego poczynaniach w świecie muzyki filmowej niezmiernie rzadko trafiają do
naszego kraju. Z kolei, jeśli chodzi o jego płyty, to na sklepowych półkach
można znaleźć tylko kilka najbardziej znanych tytułów – "Księżniczka
Mononoke", "Tomcio
Paluch", "Lalki" czy "Spirited
Away". O solowych płytach, których Hisaishi wydał całkiem sporo można
tylko pomarzyć...
Ostatnie
lata są dla tego świetnego japońskiego kompozytora niezwykle pomyślne, ale i
pracowite. Po licznych wyróżnieniach, które w roku 2003 otrzymał za swoją
muzykę do filmu "Spirited
Away: w krainie bogów", w 2005 Hisaishi zdobył nagrodę L.A.
Film Critics Association za najlepszą ścieżkę dźwiękową do obrazu "Howl's
Moving Castle". W tym samym czasie otrzymał także dwa wielkie
zlecenia skomponowania muzyki do najgłośniejszych produkcji kina azjatyckiego
– "Chinese
Tall Story" i "Yamato".
Mimo tylu zajęć, artysta zdołał znaleźć jeszcze czas na nagranie swojego
kolejnego albumu solowego. Jego tytuł to "Asian X.T.C." i to właśnie
on jest przedmiotem tej recenzji.
Kogoś
może zdziwić fakt, że zabieram się za opisywanie płyty, która nie jest ścieżką
dźwiękową z jakiegoś filmu. Otóż nie jest to do końca prawda. Tak się
bowiem składa, że albumy solowe, które Joe Hisaishi dość często wydaje, w
dużej mierze oparte są na jego pracach filmowych. Zazwyczaj są to nowe aranżacje
tematów przewodnich, które także formalnie stają bardziej autonomiczne i
przyjemniejsze do słuchania poza obrazem. "Asian A.T.C." jest częściowo
taką właśnie płytą. Mamy tutaj kilka tematów z najnowszych filmów, przy
których pracował Joe Hisaishi, które uległy małym metamorfozom. Co ciekawe
pojawiają się tutaj także zupełnie nowe kompozycje Japończyka, które
powstały specjalnie na tę płytę i tych jest zdecydowanie najwięcej.
Już
sam tytuł płyty niejako wskazuje, jakiego typu brzmień można oczekiwać.
Hisaishi w tym wypadku postawił na instrumentarium jednoznacznie kojarzące się
z Azją. Kompozytor z wielką gracją wykorzystuje egzotyczne dla nas
instrumenty, łącząc je z żywą orkiestrą, charakterystycznymi dla siebie
elektronicznymi samplami i oczywiście fortepianem. Efektem takiej fuzji najróżniejszych
brzmień jest naprawdę świetna i niezwykle odprężająca muzyka. Jest to o
tyle zadziwiające, że w przypadku tego typu połączeń muzyki klasycznej,
elektronicznej i etnicznej bardzo łatwo popaść w zwyczajny kicz. Hisaishi
wdzięcznie się tego ustrzegł tworząc kompozycje niezwykle eleganckie i
chwytliwe. Moimi faworytami są tytułowy "Asian X.T.C." ale i piękny
"The Post Modern Life". Przyjemnie słucha się także solowego popisu
Hisaishiego na fortepianie, którym jest utwór "Zai-Jian" - bardzo
kojarzy się on z Craigiem Armstrongiem i jego "Piano Works". Są to
nowe kompozycje Japończyka, których nigdzie indziej nie można usłyszeć. Świetnie
prezentują się także nowe wersje tematów filmowych, z takich obrazów jak "Welcome
to Dongmakgol" i "A
Chinese Tall Story". Obie kompozycje zostały bardzo uproszczone względem
oryginałów, co w pewnym sensie nadało im intymności.
Jak
można zauważyć płyta podzielona jest na dwie części. Pierwszą z nich
stanowią kompozycje eleganckie i przyjemne dla ucha – jest to część zatytułowana
"pop side". Te sześć kompozycji, które można tutaj znaleźć
charakteryzuje się ładną melodyką, łagodnymi aranżacjami i bardzo relaksującym
nastrojem. Z kolei kolejne kompozycje otrzymały wspólny tytuł "Minimal
Side" i bardzo różnią się od poprzednich. Hisaishi kompletnie zarzuca
tutaj melodykę i bardziej skupia się na formie, robiąc zaskakujące
eksperymenty. Takie kompozycje jak "Asian Crisis" kojarzą się bardzo
z awangardą Krzysztofa Pendereckiego - mnóstwo muzyki atonalnej, zabawy
instrumentami, dźwiękami i rytmiką. W przeciwieństwie do pierwszej części
płyty, która charakteryzowała się prostotą i elegancją, tutaj mamy coś w
rodzaju "przesytu". Pojawiają się te same instrumenty, jednak
kolejne kompozycje wydają się być bardziej złożone, skomplikowane i przeładowane
dźwiękami. Nawet niezwykle minimalistyczne "Monkey Forest" sprawia
takie wrażenie. Ale co ciekawe, słucha się tego wszystkiego równie dobrze
jak początkowych utworów. Hisaishi mimo pewnego chaosu i nadmiaru ekspresji
potrafi utrzymać to wszystko w jednym kawałku i jeszcze nadaje temu naprawdę
ciekawego i intrygującego kształtu.
Mimo
że na całym krążku można znaleźć tylko dwa tematy filmowe, to
zdecydowanie warto polecić tę płytę każdemu. Pokazuje ona jak
wszechstronnym i genialnym kompozytorem, ale i muzykiem jest Joe Hisaishi. Warto
bowiem wspomnieć, że osobiście wykonuje on tutaj wszystkie partie fortepianu,
a tych jest naprawdę sporo. Dźwięk tego instrumentu pojawia się we
wszystkich kompozycjach, a świetny utwór "Zai-Jian" jest oparty wyłącznie
na nim. Jest tutaj kilka takich kompozycji, w których można się zwyczajnie
zakochać. Dla mnie takimi okazały się "Asian X.T.C" i "The
Post Modern Life" mające w sobie niezwykłą prostotę, intymność, ale i
magię, która sprawia, że można ich słuchać setki razy bez żadnego
znudzenia. To płyta pełna eksperymentów i awangardy, ale i prostoty i
elegancji. Można się przy niej niezwykle łatwo odprężyć i dać ponieść
duchowi azjatyckich brzmień. Zdecydowanie polecam - jak dla mnie to jeden z hitów
tego roku, który tylko pozornie nie ma nic wspólnego z muzyką filmową.