|
Kiedy
widzimy zlepek słów "Disney" i "Pixar", to od razu możemy
łatwo przewidzieć, że chodzi o animację, która łączy ze sobą dwa
pokolenia. Młodsze otrzymuje wtedy bajkę z przesłaniem, a starsze humor z
podtekstami. Wszyscy natomiast otrzymują rozrywkę na wysokim (od paru dobrych
lat) poziomie, a producenci zaczynają liczyć pieniądze na tym zarobione. Nie
inaczej jest z filmem "Cars" (u nas trafnie, jako "Auta").
Wprawdzie ostatnia współpraca tych wielkich wytwórni długo stała pod
znakiem zapytania, a jej sukces można określić jako umiarkowany, to jednak
film na pewno się zwrócił, zostawiając na widzach pozytywne odczucia. Ot,
zwykły, animowany blockbuster - w sam raz na kończące się lato.
Mniej
więcej tak samo sprawa ma się z soundtrackiem. Disney, nawet po wejściu w spółkę
z Pixarem, od lat nie pozostawia nam wątpliwości co do tego, jaka będzie
muzyka do najnowszego filmu. Nie inaczej jest tym razem - soundtrack z
"Aut" to typowa produkcja do rodzinnej animacji, gdzie każdy powinien
znaleźć coś dla siebie. Mamy więc zbiór piosenek, które pojawiają się,
tudzież pasują do filmu i mamy też 'wyodrębniony' score, który napisał -
po raz n-ty chyba, jeśli idzie o animację - Randy Newman. Piosenki są, nawet
jak na Disneya, bardzo typowe. Tak typowe, że aż się zawiodłem. Dostajemy
ich bowiem 9, z czego większość stanowią stare szlagiery, jak np "Life
Is a Highway" czy "Sh-Boom". W dodatku prezentują one wg mnie
bardzo średni poziom, z zupełnie bezpłciową, 'nową' Sheryl Crow na czele.
Gwoździem do trumny jest "Route 66" w dwóch wersjach oraz piosenka
Hanka Williamsa, która wyraźnie odseparowana od reszty zachodzi na partyturę
Newmana, skutecznie psując jej odsłuch. Tak że jeśli idzie o piosenki, to słowa
"nic specjalnego" powinny wystarczyć za rekomendację.
Na
szczęście dalej jest już znacznie lepiej. Po odjęciu piosenek dostajemy
bowiem score Newmana, który zamyka się w 20 minutach. Jako, że Randy to nie
żółtodziób, toteż wie co, gdzie, jak i dlaczego zagrać. Sęk w tym, że
oprócz paru ścieżek, on także napisał dość przewidywalną i sztampową
partyturę. Trudno powiedzieć, żebym spodziewał się po niej czegoś
wielkiego, ale przecież animacja daje kompozytorom największe pole do popisu.
Newman wykorzystał to tylko w niewielkim stopniu, tworząc nuty chwilami aż do
bólu disneyowskie. Nie jest to może nic a la Menken (do którego nic nie mam,
aczkolwiek taką muzykę trzeba lubić), ale też i nie wykazał się oryginalnością.
Na całe szczęście jest to kompozytor na tyle wprawiony i utalentowany, że
jego dokonania, nawet w tych najsłabszych momentach, słucha się bez bólu.
Z
pewnością do najlepszych i najbardziej pamiętnych kompozycji należą te, które
odpowiadają największej filmowej atrakcji, czyli wyścigom. "The Big
Race" wraz z poprzedzającymi go "The Piston Cup" i "Pre-Race
Pageantry" oraz "McQueen's Lost" i przede wszystkim "Opening
Race" to świetny kawał action score, o chwytliwej melodii i ciekawych
rozwiązaniach muzycznych, jak łączenie gitary elektrycznej z klasyczną
orkiestrą (a to przecież bajka Disneya). Jak same nazwy wskazują, to właśnie
te kompozycje cechuje dynamika i podwyższony poziom adrenaliny. Dlatego też je
uważam za najlepsze w odsłuchu. I choć tu też widoczne są jak na dłoni
wszelakie cechy mickey-mousingu, to bardzo łatwo o tym zapomnieć i dać się
porwać wielkiej przygodzie, jaką oferują. Często o ich klasie świadczą
tylko pojedyncze momenty, jak genialny kawałek "Opening Race", ale
nie ma to większego znaczenia w przekroju całości. Poniekąd do tej grupy
zalicza się jeszcze "Dirt Is Different", aczkolwiek podobał mi się
on ciut mniej i jest on wg mnie bardziej przygodowym kawałkiem, aniżeli
typowym "akcjożercą". Pozostałe utwory, to klasyczny opis bohaterów
("Bessie") i wydarzeń ("New Road"), który nie wyróżnia
się niczym szczególnym. Wprawdzie Newman bardzo ciekawie wprowadza tu motyw
wiejski (wspomniana "Bessie"), który następnie łączy na różne
sposoby z innymi, ale nie jest to coś, czego byśmy nie słyszeli wcześniej -
choćby właśnie u Menkena w "Home
on the range". Poza tym jest to typowa partytura filmu animowanego, bez
zbędnych fajerwerków. Owszem, słucha się jej przyjemnie, a czas zlatuje przy
niej szybko, ale nic poza tym. W filmie spisywała się ona o niebo lepiej - ale
przecież po to została napisana...
Cała
płyta pozostawia po sobie mieszane uczucia. Z jednej strony mamy bowiem zlepek
dość średnich piosenek, z których żadna się tak naprawdę nie wybija; a z
drugiej typowy score z kilkoma tylko momentami, które zapadają w pamięć. Może
gdyby podzielić to na dwie osobne płyty, to wrażenie byłoby lepsze. Niestety
producenci pokpili sprawę i dostaliśmy średnio zjadliwy mariaż. Z całą
pewnością znajdzie się masa osób, które płytę polubią. Mi jednak taki
przewidywalny galimatias sprawił średnią przyjemność. Dlatego też w tym
przypadku zachowam iście szwajcarską neutralność.
P.S.:
Jak zwykle na koniec wspomnę o innych wydaniach. Disney wydał bowiem
jeszcze dwie płyty. Pierwsza to specjalne wydanie opisywanego albumu, które
zawiera film "Making Of" oraz rozszerzoną wersję "Route
66". Druga płytka nosi nazwę "Lightning McQueen's Fast Tracks"
i stanowi zbiór piosenek zainspirowanych filmem.
Autor
recenzji: Mefisto
|
 |
01.
|
Real Gone - Sheryl
Crow
|
|

|
02.
|
Route 66 - Chuck
Berry
|
|

|
03.
|
Life Is a
Highway - Rascal Flatts
|
|

|
04.
|
Behind the
Clouds - Brad Paisley
|
|

|
05.
|
Our Town - James
Taylor
|
|

|
06.
|
Sh-Boom -
The Chords
|
|

|
07.
|
Route 66 - John
Mayer
|
|

|
08.
|
Find Yourself
- Brad Paisley
|
|

|
09.
|
Opening Race
|
|

|
10.
|
McQueen's
Lost
|
|

|
11.
|
My Heart
Would Know - Hank Williams
|
|

|
12.
|
Bessie
|
|

|
13.
|
Dirt Is
Different
|
|

|
14.
|
New Road
|
|

|
15.
|
Tractor
Tipping
|
|

|
16.
|
McQueen and
Sally
|
|

|
17.
|
Goodbye
|
|

|
18.
|
Pre-Race
Pageantry
|
|

|
19.
|
The Piston
Cup
|
|

|
20.
|
The Big Race
|
|