|
Są takie
filmy, które wywołują skrajne emocje swoją treścią i sposobem realizacji,
zanim jeszcze w ogóle powstaną. Bez wątpienia jednym z takich filmów była
"Pasja" w reżyserii Mela Gibsona. Obraz ten wywołał tyle
kontrowersji wśród kręgów chrześcijańskich, ile żaden inny wcześniej.
Gibson w zaskakujący sposób przedstawił ostatnie godziny życia Chrystusa,
jednocześnie wzbijając się na wyżyny sztuki realizacji filmowej. Jego obraz
pełen jest doskonałych zdjęć i aktorstwa, a niezwykła muzyka Johna
Debney’a działa wręcz fenomenalnie. Wszystko to stworzyło niezwykłe
widowisko, które do tej pory zachwyca i porusza nawet tych, dla których
historia śmierci Chrystusa jest tylko bajką...
Co
ciekawe początkowo Mel Gibson nie chciał w swoim filmie mieć żadnej muzyki.
Twierdził, że jedynie martwa cisza będzie w stanie najlepiej podsumować
dramatyczny przebieg najbardziej przejmującej historii, jaką zna ludzkość.
Jednak po jakimś czasie zza parawanu postprodukcji zaczęły napływać wiadomości
jakoby Mel Gibson zrezygnował ze swojego pierwotnego zamysłu. Być może
stwierdził, że brutalny obraz pozbawiony subtelnego ukierunkowania
postrzegania, za pomocą muzyki, może stać się dla wielu osób zbyt trudny? W
każdym razie zaczęto poszukiwać kompozytorów, którzy mogliby podjąć się
trudnego zadania nadania obrazowi Gibsona, muzycznych ram. Podobno pod uwagę
brano Rachel Portman i Lisę Gerrard, choć najbardziej prawdopodobnym wyborem
zdawał się być James Horner – współtwórca sukcesu
"Braveheart". Jednak ostateczna decyzja twórców filmu, zaskoczyła
niemal wszystkich. Jako kompozytora muzyki do "Pasji" postanowiono
zatrudnić Johna Debney’a, twórcę znanego ze swoich upodobań do kina
rozrywkowego ("Wyspa piratów", "Pacyfikator", "Bruce
Wszechmogący"). To, jak sobie ten kompozytor poradzi z mroczną wizją
ostatnich godzin życia Jezusa Chrystusa, było wielką niewiadomą. Niewiadomą,
która okazała się jedną z najbardziej przejmujących ścieżek dźwiękowych,
jakie było mi dane wysłuchać.
Po
raz pierwszy przesłuchałem tę płytę jeszcze przed obejrzeniem samego filmu.
Mimo że nie miałem wtedy jeszcze pojęcia o tym jak naprawdę wygląda obraz
Gibsona, muzyka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Słuchając jej i śledząc
tytuły kolejnych utworów, miałem wrażenie, że widzę niezwykłą historię,
którą z wielkim przejęciem opowiada mi kompozytor. Jednak dopiero, kiedy
obejrzałem film, uświadomiłem sobie, że oto mam przed sobą dzieło naprawdę
wybitne, o którym głośno będzie jeszcze bardzo długo – i nie myliłem się.
Po kilku miesiącach John Debney za swoją muzykę do "Pasji" otrzymał
nominację do Oscara i to właśnie w nim dostrzegałem największego rywala
Jana A.P. Kaczmarka do tej nagrody (Kaczmarek był nominowany wtedy z "Marzyciela").
Poza tym muzyka z filmu Gibsona zdaje się do tej pory być najlepiej sprzedającą
się ścieżką dźwiękową w historii, ustępując tylko "Titanicowi"
Jamesa Hornera. Warto wspomnieć, że John Debney, konsekwentnie idąc za ciosem
postanowił skomponować specjalną symfonię, opartą na motywach właśnie z
"Pasji". To niezwykłe dzieło jest obecnie najchętniej słuchaną i
graną partyturą w USA.
Ktoś
może zadać pytanie: cóż takiego niesamowitego jest w tej muzyce? Odpowiedź
na to pytanie dla każdego może być inna, bo i każdy może w tej muzyce znaleźć
coś innego. Dla jednych będą to wyśmienite partie chóralne, dla innych
inspiracje muzyką bliskiego wschodu, a dla jeszcze innych całokształt. Ja
zaliczam się do tej ostatniej grupy. To co mnie urzekło w tej muzyce to jej
niezwykłe dopracowanie i rozmach. Można nawet przekornie stwierdzić, że John
Debney skomponował "Pasję" z wielkim pietyzmem. Bo oto z jednej
strony mamy dzieło, które fenomenalnie współpracuje z obrazem a jednocześnie
robi niezwykłą karierę poza nim. Jednak najistotniejsze jest chyba to, że
ten monumentalny i stworzony z wielkim rozmachem film, jakim jest
"Pasja", otrzymał godną siebie muzykę. Debney niczym Howard Shore
przy trylogii "Władcy Pierścieni", stworzył zaawansowaną, muzyczną
opowieść, która zachwyca zarówno poziomem technicznym jak i artystycznym.
Wystarczy tutaj wspomnieć chociażby niezwykłe zaangażowanie w tworzeniu
partii chóralnych. John Debney wraz z Lizbeth Scott napisali tutaj w końcu
wszystkie teksty, które następnie zostały przetłumaczone na język aramejski
– a więc język samego filmu. Także Mel Gibson do samego końca czuwał nad
nagraniami tej muzyki, dając swoje instrukcje muzykom. Plotka nawet niesie, że
był on jednym z członków chóru pojawiającego się bardzo często na tej ścieżce
dźwiękowej.
Warto
jednak poświęcić także kilka słów kształtowi tej muzyki. Przede wszystkim
można z pewną rezerwą stwierdzić, że John Debney podążył ścieżką wcześniej
wytyczoną przez Petera Gabriela. Przypomnę, że to właśnie wieloletni lider
zespołu Genesis, stworzył muzykę do innego filmu o Zbawicielu, którym było
"Ostatnie kuszenie Chrystusa". Gabriel stworzył wtedy niezwykłą ścieżkę
dźwiękową, która wymykała się wszystkim ówczesnym schematom. Połączył
on etniczne brzmienia z klasycznymi chórami, orkiestrą, mnóstwem elektroniki
i różnego rodzaju sampli. Kilkukrotnie wykorzystał także swój własny głos.
John Debney, wykonał podobny zabieg, tyle ze w jakiś niezwykły sposób uniknął
nadmiaru podobieństw i mimo wszystko stworzył coś nowego i świeżego. Oczywiście
nadal zauważalne były inspiracje Zimmerowskim "Gladiatorem" czy
"Małym Buddą" Sakamoto (szczególnie w "Simon Is Dismissed"),
jednak pojawił się tutaj także pewien pierwiastek świeżości. To właśnie
on sprawił (i nadal sprawia), że muzyki z "Pasji" słucha się z
zapartym tchem.
Zdecydowanie
do najlepszych kompozycji na tej płycie należą "Bearing The Cross"
("Niesienie Krzyża") i "Resurrection"
("Zmartwychwstanie"). To dwie, niezwykle wyraziste kompozycje, które
pozostają w pamięci na długo po przesłuchaniu całej ścieżki dźwiękowej.
Z jednej strony mamy tutaj etniczne tło z licznymi egzotycznymi instrumentami,
a z drugiej monumentalne, klasyczne chóry śpiewające w starożytnym języku.
Takie połączenie powoduje, że słuchacz jest przenoszony do innego,
mistycznego świata. John Debney często stosuje tutaj także tak zwany
sound-scoring, a więc wplatanie w muzykę różnych niezidentyfikowanych dźwięków,
które nadają jej bardziej niesamowitego kształtu. Właśnie ten element
najbardziej przypomina prekursorskie dzieło Petera Gabriela, jakim było
"Ostatnie kuszenie Chrystusa".
Jednym
słowem nie widzę powodów żeby nie polecić tej płyty każdemu, kto lubi
dobrą muzykę filmową. Tej jest tutaj pod dostatkiem i z pewnością zadowoli
ona każdego. Rzadko wyrażam tak skrajne opinie, ale w tych nielicznych
przypadkach, kiedy to robię, jestem to tego naprawdę przekonany. Muzyka Johna
Debney’ a do "Pasji" jest, jak do tej pory najlepszym dokonaniem
tego kompozytora. Wzniósł się on tutaj na wyżyny swoich możliwości i osobiście
nie widzę możliwości żeby stworzył on jeszcze kiedykolwiek coś podobnego.
Szczególnie jego ostatnie dokonania nie wskazują na to, że można oczekiwać
czegoś naprawdę dobrego. Niemniej istnienie jego muzyki do "Pasji"
jest faktem, z którego należy się cieszyć i celebrować - zwłaszcza w
okresie Wielkanocy. Sam niedawno byłem na gigantycznym widowisku na poznańskiej
Cytadeli, jakim była inscenizacja Misterium Męki Pańskiej. Podczas jego
trwania kilkukrotnie można było usłyszeć właśnie muzykę Johna Debney’a.
W tamtym miejscu i czasie wydawało mi się, że jest to najwspanialsza muzyka
świata...
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
|
 |
01.
|
The Olive Garden
|
|

|
02.
|
Bearing The Cross
|
|

|
03.
|
Jesus Arrested
|
|

|
04.
|
Peter Denies Jesus
|
|

|
05.
|
The Stoning
|
|

|
06.
|
Song Of Complaint
|
|

|
07.
|
Simon Is Dismissed
|
|

|
08.
|
Flagellation / Dark Choir /
Disciples
|
|

|
09.
|
Mary Goes To Jesus
|
|

|
10.
|
Peaceful But Primitive /
Procession
|
|

|
11.
|
Crucifixion
|
|

|
12.
|
Raising The Cross
|
|

|
13.
|
It Is Done
|
|

|
14.
|
Jesus Is Carried Down
|
|

|
15.
|
Resurrection
|
|