|
Podczas
wojny koreańskiej żołnierze z południa, północy a także pewien Amerykanin
spotykają się w spokojnej górskiej wiosce - Dongmakgol. Z początku są do
siebie wrogo nastawieni i ani myślą o współpracy. Z czasem jednak zaczynają
zaprzyjaźniać się z mieszkańcami, a także ze sobą. Pobyt w wiosce
niepowrotnie zmieni życia zarówno mieszkańców, jak i ich samych. Tak brzmi
krótki opis jednego z filmów, do których muzykę nie tak dawno skomponował
Joe Hisaishi – "Welcome to Dongmakgol". Co ciekawe jest to obraz
wyprodukowany w Korei Południowej, co w pewnym sensie pokazuje jak sławnym
kompozytorem jest Hisaishi mieszkający przecież w Japonii. W ciągu zaledwie
trzech lat tworzył ścieżki dźwiękowe do filmów wyprodukowanych w czterech
krajach – Japonii ("Yamato"), Korei Południowej ("Welcome to
Dongmakgol"), Hong Kongu ("A Chinese Tall Story") a nawet Chin
("The Post-Modern Life of my Aunt"). Nie znam drugiego kompozytora, który
może poszczycić się takim osiągnięciem.
"Welcome
to Dongmakgol" to film dość niezwykły. Dla nas, widzów przyzwyczajonych
do kina amerykańskiego i europejskiego może się nawet wydać zwyczajnie
kiczowaty. Mimo że sama historia wydaje się bardzo ciekawa i logiczna, to jej
filmowa wersja bardzo zaskakuje. Zaskakuje tak bardzo, że w pewnym momencie oglądając
"Welcome to Dongmakgol" zacząłem się śmiać, choć twórcom
zapewne nie o to chodziło... Film w samej Korei Południowej odniósł ogromny
sukces, ostatecznie stając się kandydatem tego kraju do Oscara. Nie bez
znaczenia był tutaj oczywiście wątek rozdzielenia obu Korei, który jest
tutaj dość istotny. W końcu w tytułowej wiosce Dongmakgol spotykają się żołnierze
tych krajów. Ich losy w pewnym sensie są także pewnym przesłaniem dla obu
narodów... W Korei doceniona została także muzyka, którą skomponował Joe
Hisaishi. Ten japoński kompozytor objął tutaj także stanowisko reżysera
muzycznego. Za swoje dzieło został ostatecznie nagrodzony koreańską nagrodą
filmową MBC. Jest to wyróżnienie o tyle wyjątkowe, że Hisaishi jest
pierwszym obcokrajowcem, który je otrzymał.
Muzyka
japońskiego mistrza do filmu wyprodukowanego w Korei Południowej, jak zwykle
trzyma wysoki poziom. Mamy świetne tematy, bogate orkiestracje no i ten odcisk
palca Hisaishiego, który można bezbłędnie rozpoznać. Zadziwiające jest to,
że niemal każda praca filmowa Hisaishiego ma tak świetne tematy. Nie ma tutaj
żadnej fuszerki, czy oszczędzania się. Za każdym razem, kiedy słucham jego
nowej płyty, jestem przekonany, że nic lepszego już nie stworzy... ale to
robi. W "Welcome to Dongmakgol" mamy przede wszystkim jeden silny
temat przewodni, który pojawia się już w "A Waltz of Sleigh". Jest
tutaj wygrywany w metrum 3/4 a więc w rytmie walca. Zaraz potem pojawia się już
w swojej podstawowej postaci, a więc metrum 4/4 z ładnie uwypukloną, przez różne
etniczne instrumenty perkusyjne, rytmiką.
Część
płyty stanowią różne aranżacje tematu przewodniego. Niektóre są liryczne
inne, bardziej dynamiczne, ale piękna melodia zawsze jest w nich niezwykle wyraźna.
Jednak większa część krążka to przede wszystkim muzyka akcji. W filmie
jest jej sporo, choć może nie do końca kojarzyć się z akcją znaną z filmów
amerykańskim. Na przykład scena polowania na ogromnego dzika jest tutaj
pokazana w zwolnionym tempie, tak że ciągnie się ona niemiłosiernie - to dość
niekonwencjonalne posunięcie. Możemy przy okazji oglądać najdziwniejsze
wyrazy twarzy głównych bohaterów i ich poczynania mające na celu schwytanie
bestii. Całej scenie towarzyszy niezwykle ciekawa sekwencja muzyki akcji Joe
Hisaishiego, którą można usłyszeć w "A Wild Boar". Oparta jest głównie
na bębnach i bardzo ostrej grze smyczków i instrumentów dętych blaszanych.
Przewija się tutaj nawet coś na kształt bardzo patetycznego motywu akcji.
Tego typu action score stanowi znaczą część płyty, co niestety sprawia, że
nie słucha się tego tak przyjemnie jak innych dzieł Hisaishiego. Sporo tutaj
Mickey Mousingu, który poza obrazem nie brzmi zbyt zgrabnie. Poza tym bardzo
liczny suspens i różnego rodzaju "czajenia się" nie poprawiają
sytuacji. W tych elementach Hisaishi wykorzystuje minimalizm ograniczając się
jedynie do odpowiednich harmonii, bez żadnych melodii. Wszystko to sprawia, że
ogólny obraz płyty przesłania właśnie taka bardzo niezgrabna i atonalna
muzyka akcji.
Jak
zwykle u Hisaishiego, można spotkać kilka naprawdę świetnych melodii.
Poparte one są finezyjnymi, choć bardzo klasycznymi orkiestracjami, co
sprawia, że chętnie się do nich wraca. Jednak ilość "złej"
muzyki, pełnej zwrotów i wybuchów orkiestry, jaką Hisaishi musiał
skomponować do tego filmu, nieco obniża końcową ocenę. Mimo to polecam tę
płytę, bo jest, na czym zawiesić ucho. W porównaniu z dziełami wielu
kompozytorów z Hollywood jest to dzieło wręcz wybitne, choć może nie należące
do najlepszych tego kompozytora.
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
|
 |
01.
|
A Waltz of Sleigh
|
|

|
02.
|
Welcome to Dongmakgol
|
|

|
03.
|
Opening
|
|

|
04.
|
The Battle
|
|

|
05.
|
American Army
|
|

|
06.
|
A Wild Boar
|
|

|
07.
|
N. Korea
|
|

|
08.
|
No Title
|
|

|
09.
|
N. Korea Vs S. Korea
|
|

|
10.
|
Love and Grenage
|
|

|
11.
|
Leaving Dongmakgol for the
Battle
|
|

|
12.
|
Falls of the Popcorn
|
|

|
13.
|
Dongmakgol Village
|
|

|
14.
|
To the Village
|
|

|
15.
|
Paradise
|
|

|
16.
|
Friendship Song
|
|

|
17.
|
After the Battle
|
|

|
18.
|
An Old Lady
|
|

|
19.
|
Death of Yeoil
|
|

|
20.
|
Buried Past
|
|

|
21.
|
Confrontation
|
|

|
22.
|
No Title
|
|

|
23.
|
Butterfly
|
|

|
24.
|
Attack of Butterflies
|
|

|
25.
|
Resolution of Hyunchul
|
|