|
Słuchając
tej ścieżki wciąż ulegam jej fascynacji. Wydaje się bowiem ona idealną ścieżką
dźwiękową, choć zrobioną prostymi metodami. Dwie piosenki, dwie pieśni (a
nawet trzy, do czego zresztą dojdziemy) oraz spory kawałek partytury filmowej
autorstwa Johna Murphy'ego, który może nie jest żadnym początkującym
kompozytorem, ale z pewnością jest mało znany (muzyka m.in. do "Snatch"
czy "Lock, Stock And Two Smoking Barrels"). Zaryzykuję więc
stwierdzenie, że jest to jego najlepsze dokonanie, które w dodatku udowadnia,
że jest to człowiek niezwykle utalentowany w tej dziedzinie. Zajmijmy się
jednak najpierw piosenkami...
Jako pierwsza pojawia się "AM180" w wykonaniu Grandaddy. Bardzo
specyficzny utwór śpiewany, z dużą dawką elektroniki. W filmie słyszalny
podczas zakupów dokonywanych przez bohaterów w opuszczonym supermarkecie
(gdzie dodatkowo pozwalają sobie na odrobinę szaleństwa :) Jest to skoczna i
dość wesoła melodia, mimo, iż można w niej wyczuć pewną czarę goryczy.
Zupełnie inna jest druga piosenka ("Season Song" zespołu Blue States),
już absolutnie wesoła - słychać ją podczas napisów końcowych, więc nie
ma się czemu dziwić :) Obie łatwo wpadają w ucho, a samej płycie nadają
niewątpliwie klimatu i pewnego zróżnicowania. Zupełnie inne są wspomniane
pieśni. Pierwsze dwie, które wykonuje Alleyne Perri, to pieśni smutne i
przejmujące. A mowa tu o "Jim's Parrents (Abide With Me)" i
"Taxi (Ave Marie)" - może i niosą ze sobą pewną nadzieję (szczególnie
ta druga), to jednak towarzyszą w filmie wydarzeniom smutnym i niepewnym
(odpowiednio: śmierć rodziców Jima i ryzykowna wyprawa taksówką). Ich
zamieszczenie na płycie było oczywiście świetnym rozwiązaniem, odskocznią
od reszty. No i są to naprawdę piękne utwory...
Podobnie
zresztą jak pieśń trzecia,
wykonywana przez Choir Of Trinity College Cambridge. "In Paradisum" ma
jednak bardziej duchowe znaczenie niż dwie poprzednie, a w filmie słyszymy ją
w momencie, gdy Jim i reszta bohaterów dostają się pod opiekę wojska.
"In Paradisum" w całą płytę został wkomponowany idealnie, trudno
byłoby go nie umieścić, skoro stanowi niejako całość z kapitalnym "Frank's
Death - Soldiers (Requiem In D Minor)", który może i pieśnią nie jest,
ale na pewno stanowi bardzo poetycki kawałek. Na w ogóle osobną wzmiankę zasługuje
kompozycja Briana Eno - "An Ending (Ascent)". Nie do końca jest to
zwykła melodia - raczej głosy, które się w niej pojawiają, skłaniając się
całościowo trochę ku pieśni. Jest to zresztą utwór chyba najbardziej
kojarzony z filmem, gdyż słyszalny był już w trailerze (tak na marginesie -
ten utwór pojawił się również w filmach "Traffic" i "Clean"
oraz na płycie "Apollo: Atmosphere & Soundtracks"). Moim skromnym
zdaniem najlepszy z całej ścieżki dźwiękowej do "28 Dni Później",
porażający, nieco ascetyczny i transowy - prawdziwa perełka.
W tym miejscu wracamy do partytury Johna Murphy'ego. Kompozytor ten wykonał
kawał dobrej roboty, a na płycie jego dokonania możemy usłyszeć aż 15
razy. Zaczyna się dokładnie tak, jak w filmie (nawiasem mówiąc utwory na płycie
ułożone są w kolejności pojawiania się w obrazie, w którym zresztą zagościły
wszystkie tutaj obecne - nie ma więc ani braków, ani nadwyżek). W "The
Beginning" słyszymy więc najpierw dzikie odgłosy, doniesienia z
telewizora/radia, zakłócenia, a już po chwili cały ten zgiełk przechodzi w
rytmiczne bicie serca okraszone dość niepokojącą muzyką (sytuacja podobna
do zastosowanej przez Ennio Morricone w filmie "Mission To Mars").
Poszczególnie utwory są zmontowane dość płynnie, wiec niepostrzeżenie
przechodzimy do mocnego "Rage", które zaczyna się wolno i niepokojąco
- taka jest zresztą cała muzyka Murphy'ego, czyli niepokojąca, ostra, ponura
czy przygnębiająca. Właściwie tylko wspomniane przeze mnie wcześniej "Frank's
Death - Soldiers (Requiem In D Minor)", "Then There Were 2",
"No More Films" (praktycznie ta sama melodia) i choćby "Red
Dresses" czy oczywiście "The End", to kompozycje znacznie radośniejsze,
spokojne. Trudno odnieść się jednak do "End Credits", które także
jest już bardzo radosne i przy tym nieco rockowe, ale - podobnie jak oficjalne
zakończenie filmu - jakoś tu nie pasuje. Trudno więc porównać to do wersji
reżyserskiej, gdzie znacznie bardziej dramatyczny finał okraszony jest zupełnie
inną muzyką (niestety nie miałem jeszcze okazji obejrzeć tego zakończenia...).
Z tych ostrzejszych fragmentów warto wspomnieć o "In The House - In a
Heartbeat" ze świetną gitarą w tle czy "Jim's Dream" (nieco
transowy, podobnie jak "An Ending (Ascent)"). Pełny interesujących
rozwiązań jest "The Search For Jim" (sprawdza się to zarówno w
filmie, jak i na soundtracku).
Cała partytura trzyma klimat i poziom od pierwszej do ostatniej minuty - mimo,
iż składa się w dużej mierze z krótkich, 1- i 2-minutowych fragmentów (ten
zabieg spełnia swoją rolę bardzo dobrze). Muzyka Murphy'ego idealnie
komponuje się z piosenkami i całą resztą kompozycji, a sama w sobie warta
jest - ocenowo - 4 nutki. Jednakże cała płyta jest rewelacyjna, miejscami
genialna wręcz. To nie żadna pusta składanka, lecz pełne, spójne i porządne
wydanie. Do zakupu ścieżki dźwiękowej z pewnością nie trzeba zachęcać
tych, którym podobał się film. Natomiast reszta powinna przesłuchać przed
zakupem aby ewentualnie się nie "sparzyć". Mnie osobiście płyta
podoba się tak bardzo, że skłonny jestem dać 5 nutek. Na koniec jeszcze
taka informacja, że istnieje jeszcze inne wydanie (amerykańskie) z dwoma
utworami więcej - są to remixy piosenek nr 7 i 20 (okładka pozostała bez
zmian).
Autor
recenzji: Mefisto
Przeczytaj
także:
|