|
Williams
Wallace to szkocki bohater, który jest tematem
obrazu "Braveheart" stworzonego przez Amerykanina – Mela Gibson. Aktor
znany z takich filmów akcji jak "Zabójcza broń" czy, opowiadającego o
niedalekiej przyszłości, "Mad Maxa", stanął tutaj nie tylko za kamerą,
dołączając do hollywoodzkich reżyserów, ale zagrał główną rolę. Oprócz
wspaniałej kreacji, jaką stworzył, wykazał się także jako wielki wizjoner
kina. Film przepełniony jest zapierającymi dech w piersiach zdjęciami,
kreacjami aktorskimi, scenami bitew a także i co najważniejsze świetną muzyką.
Odpowiedzialność za kreacje tła muzycznego powierzono Jamesowi Hornerowi.
Przez jednych doceniany, przez innych krytykowany, kompozytor mający w swym
dorobku takie soundtracki jak "Willow", "Aliens", "Legends of the
Fall" czy "Titanic", skomponował jedno z najbardziej docenianych przez
wielbicieli muzyki filmowej dzieł. Pierwszy raz słuchałem muzyki z
"Braveheart" w kinie oglądając film. To właśnie ona przyczyniła się do
mojej przygody z soundtrackami i wielkim zamiłowaniem do słuchania, a nie
tylko oglądania, filmu.
Kiedy mówimy o filmie Gibsona
od razu na myśl przychodzą nuty zapisane przez Hornera, bez którego film nie
mógłby istnieć. Muzyka jest jego dopełnieniem, wyraża uczucia bohaterów i
sytuacji zapisanych przez kamerę. Widz siedzący przed ekranem delektuje się
pełną energii muzyką, bogatą w romantyczne motywy miłosne, burzliwe sceny
walki i patetyczne przemowy głównego bohatera. Soundtrack zaczyna się
spokojnie... jak budzący się po nocy ze snu człowiek nieświadomy tego, co usłyszy
i zobaczy. Już w tym momencie słuchacz wie, że historia toczy się w Szkocji
- wskazują na to rytmy i instrumenty użyte w pierwszym utworze. Wraz z upływem
czasu muzyka staje się trochę niepokojąca, aby powoli przejść w romantyczny
motyw "A Gift of a Tristle" – zapowiedź wielkiej miłości, którą przeżyje
główny bohater; miłości nieszczęśliwej, mającej swój początek w dzieciństwie
Williama. Przejmujące brzmienie tych kompozycji osiągnięte zostało przez użycie
takich instrumentów jak skrzypce, klarnet i pogłębione o tradycyjne szkockie
instrumenty.
Dalsza część płyty, zaczynająca
się utworem "Attack on Murron", to obraz pełen niepokoju, kreślony za
pomocą potężnych brzmień i gromów wydobywających się z bębnów.
Przerywane one są spokojniejszymi i mniej hałaśliwymi fragmentami, które dają
nadzieję na przejście w łagodniejsze dźwięki – ale tak się nie dzieje!
Ten utwór to wierzchołek góry lodowej i zapowiedź tego, czego świadkami
mamy być w kolejnych kompozycjach. Trudne w odbiorze szybkie, potężne w
brzmieniu tony przemieszane z chórami są wyrazem złości, chęci zemsty i
odwetu ukazanego w filmie. Takie utwory jak "Murron’s Buriel" pokazują, w
jaki sposób za pomocą muzyki można przedstawić siłę miłości i ogromny ból
po jej stracie.
Na płycie można posłuchać
także muzycznej opowieści o narodzinach patriotyzmu, o woli walki za kraj i
jego wolność. Doskonale obrazują to fragmenty partytury towarzyszące scenom,
w których klany szkockie pod przewodnictwem Wallece’a łączą siły
przeciwko Anglikom ("Making Plans"). Także muzyka w scenach walki jak
"The Battle of Stirling" doskonale obrazuje pełen dzikości i dynamizmu
atak Szkotów. Na uwagę zasługuje też patetyczny fragment muzyki w "Son of
Scotland", podczas którego główny bohater wygłasza bitewną mowę do
swoich wojsk. Oglądając film nie sposób mnie zadać pytania czy bez muzyki
Jamesa Hornera scena ta byłaby równie przejmująca i porywająca?
Na płycie nieustannie towarzyszą
nam niezwykle patriotyczne i dumne dudy. Wmieszane w bitewny zgiełk, w tej części
płyty, ustępują jedynie tematowi miłosnemu pojawiającemu się w "For the
Love of a Princess". To melodia opowiadająca o narodzinach miłości między
Williamem Wallace’m i angielską księżniczką. Uczucie to jednak szybko
ginie w tumulcie nieustającej walki o wolność i niepodległość Szkocji. Dźwięki
bębnów przemieszane ze skrzypcami w utworze "Falkirk" przynoszą smutną w
swym brzmieniu muzykę obrazującą starcie głównego bohatera z królem
Anglii, Edwardem Długonogim i odkryciem zdrady. Końcówka soundtracku to jedno
z najpiękniejszych podsumowań filmowych w historii kina. Pojawiająca się tu
muzyka jest wariacją na temat śmierci, miłości i wolności. Trzy ostatnie
utwory to apogeum, szczyt osiągnięć w tworzeniu muzyki, która wzrusza i za
każdym razem przywodzi na myśl tę konkretną scenę, wielokrotnie okraszoną
łzami widza...
Muzyka z filmu "Braveheart" nie została wyróżniona wieloma
nagrodami. Za największe wyróżnienie można uznać jedynie nominację do
Oscara. Ścieżka dźwiękowa z "Braveheart" jest jednak niezmiernie
doceniana przez fanów muzyki filmowej. Nawet krytycy Hornera uważają ją za
jedno z jego największych dzieł. Wspaniałe brzmienie instrumentów szkockich
uzupełnionych o wielką orkiestrę symfoniczną, nad którą panuje James
Horner powoduje, że muzyka zapada w pamięci widza i staje się jego częścią.
Autor recenzji: Michał Okrasa
|