"The general who
became a slave. The slave who became a gladiator. The gladiator who
defied an emperor."
Każdy ma w swojej płytotece ten jeden, wyjątkowy,
niepowtarzalny album. Płytę, od której wszystko się zaczęło. W moim
wypadku jest to właśnie muzyka z "Gladiatora". To ona zapoczątkowała moją
miłość do soundtracków. W chwilę po tym, jak 14 lipca 2000 roku zobaczyłem
"Gladiatora", wydałem całe kieszonkowe na kasetę z muzyką Hansa Zimmera
i Lisy Gerard, która do dziś zajmuje zaszczytne miejsce na półce, chociaż
oczywiście wyparta została przez nowocześniejszy nośnik dźwięku, jakim
jest krążek CD.
Nie będę się silił na dogłębną analizę – o tej
muzyce napisano już wszystko. Po prostu - postaram sam sobie odpowiedzieć na
pytanie: dlaczego kocham ten soundtrack? Co takiego ma w sobie ta muzyka, że
nieprzerwanie od 7 już lat żyje w mojej głowie i sercu, bardzo często
rozbrzmiewając w głośnikach sprzętu stereo? A może przy okazji uda mi się
zarazić kogoś tą miłością? No, to po kolei…
"My name is Gladiator."
Temat Maximusa, rewelacyjnie zagranego przez Russela Crowe,
jest z pewnością jednym z najbardziej rozpoznawalnych tematów w historii
muzyki filmowej. Na płycie usłyszymy go po raz pierwszy już na samym początku
"The Battle". Szlachetne brzmienie waltorni doskonale uzupełnia wyżej
brzmiąca trąbka i dodający całości epickiego wydźwięku chór. Kiedy
bitewna burza minie, z głośników zacznie wypływać przepiękne "Earth",
w którym usłyszymy temat Maximusa w spokojnej, romantycznej aranżacji na
wiolonczelę, flet i harfę. W pełnej krasie rozbrzmiewa on dopiero w "Barbarian
Horde", gdzie dwukrotnie wybucha z potężnym ładunkiem dumy i patosu. Nie da
się zapomnieć sceny, w której rzesze więźniów z lochów Koloseum skandują
na cześć Maximusa przy tej właśnie muzyce. Tak jak nie sposób zapomnieć
ostatniej sceny, w której temat głównego bohatera słyszymy – "Honor Him"
potrafi wycisnąć łzy.
"At my signal,
unleash hell."
Ciche, niby niepozorne szarpanie strun gitary, które następuje
po muzycznej prezentacji Maximusa, złowieszczo zwiastuje nam nadchodzący
sztorm. Motyw wzrasta, wzrasta, wzrasta, aż w końcu wybucha dziesiątkami głośnych
dźwięków dęciaków. Potem zostaje nam już tylko dać wciągnąć się w tą
burzę i rozkoszować zapadającymi w pamięć, agresywnymi tematami, którymi
częstuje nas Zimmer w popisowym "The Battle".
Potem utwór przechodzi w liryczną narrację bitewnego
zgiełku przeprowadzoną przy pomocy delikatnego, posępnego głos Lisy Gerrard.
Trzeba zaznaczyć, że taka muzyczna ilustracja batalistyki, kontrastująca z
tym, co widzimy na ekranie, po "Gladiatorze" to już standard, dający się
słyszeć w filmach o podobnej tematyce nader często. Wzór jest jednak tylko
jeden i niedościgniony, więc poczynania Hornera w "Troi", czy niedawno
Batesa w "300" są już tylko nieudolną kalką doskonałego oryginału.
"The
beating heart of Rome is not the marble of the Senate, it's the sand of the
Colosseum."
Bitewne tematy pojawiające się w "The Battle" odzywają
się ponownie w drugim potężnym kawałku akcji, czyli "Barbarian Horde". Na arenie Koloseum odbywa się rekonstrukcja bitwy pod
Kartaginą. Do walki staje barbarzyńska horda Hannibala i legioniści Scypiona
Afrykańskiego. Trup ściele się gęsto, krew tryska strumieniami, tłum
wiwatuje, a Kartagina, zamiast upaść – zwycięża pod wodzą Maximusa;) A
wszystko to z elektryzującą muzyką Hansa Zimmera w tle.
Utwory "The Battle" i "Barbarian Hord" praktycznie
od razu przeszły do historii. Moim zdaniem jest to najlepsza muzyka akcji w dorobku
kompozytora i jedna z czołowych jakie w ogóle w kinie do tej pory słyszałem.
Do dziś słuchanie tych kawałków wywołuje u mnie ciarki na plecach, po wielu
latach, wsłuchując się w bogatą strukturę tej muzyki odkrywam coś zupełnie
nowego, co sprawia, że po prostu nie chce się przestać tego słuchać. Tak na
przykład miałem z ledwo słyszalną fortepianową partią w "The Battle". Brutalna, podniosła, potęgująca napięcie, a przy tym piękna
i szlachetna. Naprawdę ciężko znaleźć drugą muzykę z tak wyrazistym
charakterem.
"There was a dream
that was Rome. You could only whisper it. Anything more than a whisper and it
would vanish, it was so fragile."
"Might of Rome" to "perła w koronie" tego
soundtracku. W filmie Ridley Scott zestawił ze sobą kontrastujące
sceny walki Maximusa na arenie w Zucchabarze i wjazdu Commodusa do Rzymu w
chwale, która należała się temu pierwszemu. Pewnie nie tylko dlatego, że
jest to kawałek świetnej muzyki, ale też, aby utrzymać tą nieco ironiczną
wymowę, utwór wysławiający potęgę Cesarstwa Rzymskiego zaczyna się od pełnej
napięcia, dynamicznej muzyki, która wcale nie nasuwa skojarzeń z pełnymi
przepychu pałacami Cesarza, ale przypomina słuchaczowi scenę walki na śmierć
i życie ku uciesze tłumów. Natomiast wszystko to, co następuje po tych 3
minutach wstępu jest już dosłownie tym, co sugeruje tytuł utworu. Przepełniona
epickością, wzniosła muzyka ze wspaniałymi chórami doskonale oddaje wyobrażenie
o chwale Rzymu. A utwory takie jak "Slaves to Rome", "Am I Not Merciful?"
czy wieńcząca album piosenka " Now We Are Free" dopełniają obraz tej
kompozytorskiej wizji.
"Strength and Honor"
Muzyka z "Gladiatora" to nie tylko akcja i patos, to
także momenty wyciszenia i wspaniały klimat, za który w głównej mierze
odpowiada mistyczny wręcz wokal Lisy Gerard. Słyszany po raz pierwszy w "The
Wheat" subtelny głos artystki rozsiewa magię i pełen smutku nastrój, oddający
doskonale tęsknotę Maximusa za rodzinnym domem. Za każdym kolejnym razem,
kiedy nadchodzi czas na wokalne partie pani Gerard, bicie serca, którego tempo
znacznie zwiększa się przy dynamicznej muzyce Zimmera, uspokaja się. Najgłębszych
emocji Gerard sięga w "Sorrow" i "Elysium".
Ale i przy tym akapicie należy pochwalić Niemca, bo nie
tylko Lisa Gerrard jest odpowiedzialna za te bardziej stonowane, chociaż nie
mniej intensywne doznania podczas odsłuchu płyty. Czyż nie wspaniale tańczyłoby
się studniówkowego poloneza przy "Earth";)?Czy słysząc nostalgiczne łkanie duduka w "To Zucchabar" nie macie
ochoty wyjść samotnie na pustynię? Nie trzeba być romantykiem, żeby tak było,
wystarczy odrobina wrażliwości, która każdy ma w sobie od urodzenia, a w którą
Zimmer potrafi celnie uderzyć.
Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na, przeze mnie ubóstwiany,
przez krytyków dziwnie pomijany, przepiękny, wyciskający łzy "Strength and
Honor". Jeśli i dla Was jest to tylko jeden z kawałków pomiędzy "The Battle" a "Barbaria Hord", to radzę zamknąć się w totalnej ciszy w
pokoju i wsłuchać w to małe arcydzieło, przywodzące mi na myśl pulsujące
źródło czegoś, co starożytni nazywali Ars.
"What We Do In Life
Echoes In Eternity."
Jeśli chodzi o samo wydanie tejże muzyki przez Decca to
według mnie jest to jeden z najlepiej wydanych soundtracków w ogóle. Muzyka
została zmiksowana bez żadnych przerw między kompozycjami, co daje wrażenie
spójności, nie nudzi, czas trwania jest bardzo optymalny. Zachwyca klarowność
nagrania, pomimo, że w partyturze nie raz aż roi się od dźwięków, mamy
okazję dobrze usłyszeć to, na co nie zawsze pozwalają efekty dźwiękowe w
samym filmie. Doskonale brzmią solowe partie Heitora Pereiry (gitara), Djivana
Gasparyana (duduk), Tonyego Pleetha (wiolonczela) i Maurice Murphyego (trąbka).
Nie dziwi więc ogromny sukces nie tylko artystyczny, ale
także komercyjny tego albumu. Nie ma wątpliwości, że "Gladiator" zrodził nowe
pokolenie miłośników muzyki filmowej, do którego należy także niżej
podpisany. Myślę, że doskonale rozumiem moją fascynację tą muzyką:
partytura Zimmera i Gerard (z małym wkładem Klausa Badelta i Djivana
Gasparyana) łączy w sobie nowoczesność z klasyką; przepełnia ją mistyczny
klimat, monumentalny duch Rzymskiego Cesarstwa i piorunująca muzyka akcji. Taka
mieszanka musi zawrócić w głowie. Wybaczcie więc taką nudę we wrażeniometrze
– nawet obiektywnie patrząc, uważam "Gladiatora" za jeden z najlepszych
soundtracków i nie potrafię wskazać na tym albumie momentów lepszych i
gorszych – każdy dźwięk składa się tu na doskonałą całość. Zimmer
wybudował sobie kolejny muzyczny pomnik, dzięki któremu nie zostanie
zapomniany do końca świata, bo nawet, jeśli w niepamięć pójdzie jego
nazwisko, to jestem pewien, że muzyką z "Gladiatora" zachwycać będą się
nieustannie w milionach domów na całym świecie, przez długie wieki, tak jak
my nadal zachwycamy się starożytnymi dziełami sztuki.