|
Film
"Park Jurajski" był ogromnym, nowatorskim projektem, ulegającym
wielokrotnym zmianom. Modyfikowano wszystko od liczby bohaterów, ich
charakterystyki po technikę "wykonania" dinozaurów.
Jednak trud pracy opłacił się, powstał prawdziwy klasyk kina, o zniewalających
efektach specjalnych. Nigdy przedtem widz nie mógł zobaczyć tak niezwykłych
i fascynujących widoków. Przed Johnem Williamsem stanęło bardzo
trudne zadanie, jego muzyka, by dobrze uwypuklić film musiała być równie
nieziemska i niesamowita.
Na
pierwszy rzut oka muzyka do filmu o dinozaurach powinna być przerażająca.
Przecież na nowo bestie sprzed sześćdziesięciu pięciu milionów lat pustoszą
wszystko, co stanie im na drodze. Jednak Williams zobaczył w nich coś innego,
umówił się ze Spielbergiem, że nie chcą ścieżki dźwiękowej w stylu
"Szczęk". Mimo kilku naprawdę przerażających momentów soundtrack jest o
wiele delikatniejszy i bardziej mistyczny niż film.
Już
po pierwszym odsłuchaniu płyty uwagę przykuwają dwie potężne kompozycje.
Jedną z nich jest wspaniałe "Theme From Jurassic Park". Niewiarygodne połączenie
potęgi orkiestry i delikatności melodii, rozpoczyna się od wejścia wspaniałego
rożka angielskiego. Powoli, aczkolwiek zdecydowanie dołączają się wszystkie
instrumenty, by zwieńczyć dzieło "Anielskim" chórem. Motyw pojawiający
się w tym temacie jest tak piękny, że słuchacz zostaje wciągnięty do "wnętrza"
kompozycji i nie może się od niej oderwać.
Partytura jest nadzwyczaj złożona, nie da się wskazać instrumentu, który by
przewodził. Tylko wszystkie naraz tworzą idealną i pełną całość.
Jest to dowodem, że Williams jak najwięksi mistrzowie
muzyki dogłębnie przemyślał każdą nutę kompozycji i stworzył dzieło wręcz
idealne! Równie cudowny temat ukazuje całe swoje piękno w "End Credits".
Wszyscy doskonale wiemy, że Williams do perfekcji opanował pisanie utworów z
trąbką w roli głównej. Jego skoczne motywy pozostawały w głowie na
długie godziny. W "Parku Jurajskim" chciał pokazać inną stronę tego
instrumentu. Nie stworzył przyjemnej melodyjki jak w "Poszukiwaczach
Zaginionej Arki", a dostojną, niezwykłą i przede wszystkim potężną
kompozycję. Jest ona przepełniona emocjami, wyraża już nie delikatność, a
magię i niezwykłość dinozaurów. Oba utwory świetnie się dopełniają
tworząc mistyczny obraz stworzeń sprzed wielu milionów
lat. Mimo że, ich dźwięki znam już prawie na pamięć, wciąż nie mogę wyjść
z podziwu dla ich geniuszu.
Jednak wspaniałość tej płyty
nie kończy się na dwóch prześwietnych
kompozycjach. Podobnie jak we wszystkich częściach trylogii "Gwiezdnych
Wojen" Williams stworzył mnóstwo pomniejszych, ale bardzo ciekawych tematów.
Wyróżnia się tu "Marsz parku Jurajskiego". Nadzwyczaj długi, bo ponad
trzydziestosekundowy motyw świetnie podkreśla specyfikę sceny, do której
został użyty. Oddaje niepewność rozwoju akcji, szczególnie, że toczy się
ona w tak niezwykłym miejscu jak Park Jurajski. Niestety na płycie możemy
go posłuchać tylko jako krótką, aczkolwiek treściwą wstawkę w "Journey
To The Island".
Jak przystało na dzieło najwyższej
klasy ścieżka dźwiękowa z "Parku Jurajskiego" jest bardzo różnorodna.
Posiada również mroczniejsze oblicze, a do takich niewątpliwie należy "Dennis
Steals The Embryo". Elektronika połączona z pianinem wspaniale oddaje
niepewność i podekscytowanie. Inną stroną tej płyty jest delikatne "A
Tree For My Bed", można je bez wątpienia nazwać kołysanką. Nieczęsto
wykorzystywana, przez Williamsa pozytywka świetnie komponuje się z obojem i
wiolonczelą. Ścieżka oferuje również kilka ciekawych smaczków jak chociażby
liryczne smyczki, czy japońskie bębny Taiko. Wszyscy wiemy jednak, że "Park
Jurajski" to nie historyjka o "milusich zwierzątkach". W końcu potężne
stworzenia zerwały więzy narzucone przez człowieka i pokazały prawdziwą siłę
natury. Rzeczywiście w scenach ataku dinozaurów soundtrack Williamsa jest
bardzo agresywny, przez co świetnie podkreśla specyfikę Welociraptorów. Choć
taka chaotyczna muzyka poza filmem ma się gorzej niż w obrazie, to wciąż
stoi na wysokim poziomie.
Dzieła Williamsa zawsze
idealnie podkreślają specyfikę obrazu. "Parku Jurajskim" jest tego świetnym
przykładem. Gdy trzeba muzyka doskonale pokazuje mistyczność i magię
prehistorycznych stworzeń,
by po chwili zaniepokoić słuchacza. Do tego świetnie zaznacza przebiegłość
Welociraptorów i agresywność T-Rex'a. Ogrom tematów powoduje, że prawie każda
scena ma swój charakterystyczny motyw, a jeśli coś się już nawet powtarza
to jest tak wciągające, że wcale się nie nudzi. Innymi słowy to kolejna ścieżka,
w której muzyka Williamsa wyśmienicie uwypukla i dopełnia obraz.
Niestety soundtrack z "Parku
Jurajskiego" ma kilka gorszych utworów. Chaotyczne dźwięki mogą rzeczywiście
denerwować, choć trzeba oddać Williamsowi, że wspaniale współgrają z filmem. Jednak wszystkie wady tej płyty są bez
znaczenia, kiedy te dwie idealne kompozycje jak poezja sączą się do uszu słuchacza.
Pokazują prawdziwą potęgę orkiestry, a wspaniałe motywy poboczne jak perełki
w koronie dopełniają dzieła. Wydaje mi się, że genialności tej ścieżki
nie da się opisać żadnymi słowami, trzeba ją po prostu wysłuchać. I jeśli
w jakikolwiek sposób można streścić tą płytę to potrafi to tylko
"Welcome To Jurassic Park". Siedmiominutowe połączenie najlepszych utworów
płyty jest pomnikiem tego wspaniałego soundtracku Johna Williamsa. Jeśli
ktokolwiek pragnie mieć pojęcie o muzyce filmowej musi je przesłuchać.
Autor recenzji:
Bartosz Kuśmierz
Przeczytaj
także:
|