"...alternatywa do
wszystkiego, co do tej pory powstało w muzyce filmowej..."
Kompozytor: Susumu Hirasawa
Rok produkcji: 2007
Wytwórnia: Milan Records
Czas trwania: 43:29 min.
Większości
entuzjastów muzyki filmowej, Japonia kojarzy się zaledwie z kilkoma nazwiskami
słynnych kompozytorów. A jeśli do tego doda się jeszcze hasło ‘anime’,
wszyscy połączą je z Joe Hisaishim. Współpraca tego wybitnego kompozytora z
Hayao Miyazakim jest wręcz legendarna. Jednak Studio Ghibli to nie jedyny
producent pełnometrażowych filmów anime w Japonii. Jednym z bardziej znanych
twórców tego gatunku filmowego, który dopiero przebija się na arenę międzynarodową,
jest Satoshi Kon. Podobnie jak Miyazaki od wielu lat współpracuje on z tym
samym kompozytorem, któremu daleko jednak do sławy Hisaishiego.
Susumu Hirasawa jest bowiem praktycznie nieznany, nawet we własnym kraju. Jednak wcale
nie oznacza to, że jest mniej utalentowany...
Najnowszym
wspólnym dziełem Kona i Susumu jest głośne anime "Paprika". Akcja filmu
rozgrywa się w roku 2004, kiedy to wynaleziono nowy rodzaj psychoterapii zwany
PT. Polega on na wchodzeniu do snów pacjenta i manipulowaniu nimi. Jednak tuż
przed legalizacją tej metody terapii, wykradzione zostaje urządzenie umożliwiające
odwiedzanie ludzkich snów. Okazuje się, że może ono być wykorzystane także
w niecnych celach. Jego wynalazcy kolejno tracą zmysły i zostają uwięzieni
między snem a jawą. Sytuację ma naprawić psychoterapeutka Atsuko Chiba, która
pod pseudonimem Paprika wyrusza w świat marzeń sennych, w poszukiwaniu sprawcy
całego zamieszania. Jeśli ktoś oczekuje po najnowszym dziele Kona sielankowej
i pouczającej bajki w stylu Ghibli, to ogromnie się rozczaruje. "Paprika"
to zdecydowanie film dla starszej widowni, która nie zlęknie się demonicznej
wizji świata opanowanego przez ludzkie sny i koszmary. Także muzyka jest
kompletnie inna, od partytur Hisaishiego. Susumu Hirasawa stworzył bowiem dzieło
ekstremalne – takie, które można pokochać lub znienawidzić. Wszelkie pośrednie
odczucia nie wchodzą tutaj w grę. Wielki kicz lub genialna awangarda – wybór
należy do Was.
Praktycznie cała płyta jest przesiąknięta
elektroniką i samplami najdziwniejszych wokali. Instrumenty akustyczne w
zasadzie tutaj nie istnieją. Muzyka ta sprawia wrażenie tandetnego,
plastikowego tworu z lat 80’. Charakterystyczna elektronika, szybkie tempo i
wszechobecna perkusja sprawiają, że stylistycznie to ścieżka dźwiękowa,
jakiej jeszcze nie było. Balansuje ona między tradycyjną szkołą
komponowania muzyki do filmów a techniką samplowania posuniętą do granic
przyswajalności. Temat przewodni filmu to właściwie archaiczne techno,
przesycone beatem i elektroniką, wzbogacone folkowymi chórkami, które w jakiś
pokrętny sposób kojarzą z Goranem Bregoviciem. Trudno jednoznacznie stwierdzić
czy to trip-hop, trance, techno-pop czy cyberpunk. Część utworów sprawia też
wrażenie, jakby nie była pisana pod obraz. Kilkuminutowe kompozycje mają
niezmienne tempo, zwrotki i refreny niczym zwykłe piosenki. Zresztą płytę
otwiera piosenka wykonywana przez samego Susumu – już ona jest zapowiedzią
niesamowitego przeżycia jakim jest słuchanie tej nieszablonowej muzyki.
Obok
zupełnie swobodnych kompozycji, na których akcja filmu nie wymusiła zmiany
formy, pojawiają się tu też typowo ilustracyjne utwory. Niektóre z nich kreują
klimat grozy akcentowany niską dudniącą elektroniką i demonicznymi chórkami.
W takich fragmentach Susumu stosuje często sound-scoring, czyli wplatanie w
muzykę efektów dźwiękowych filmu. W przypadku "Prediction" są to na
przykład niepokojące szepty i demoniczne śmiechy – słuchając tego utworu
dosłownie włos jeży się na głowie. Pojawia się tu także muzyka akcji, która
w warunkach Hollywood zostałaby uznana za niskobudżetowy kicz. Jednak w
odniesieniu do koncepcji muzycznej "Papriki", nachalne sample chórów i
zgrzytająca elektronika, są naprawdę przekonywujące. Brzmienie niczym ze
starej gry telewizyjnej buduje pewnego rodzaju międzywymiarowy most między
widzem a filmem, czy słuchaczem a muzyką. Na płycie można
też znaleźć dwa rodzynki w postaci marszu cyrkowego ("Welcome to the Circus")
i spokojnego, ciepłego jazzu ("Lounge"). Obecność tych kawałków na krążku
zaskakuje, ale ten absurdalny kontrast stylistyczny zadziwiająco zgrabnie
wtapia się w ogólny charakter "Papriki".
"Paprika" to zdecydowanie nie muzyka
dla każdego. Trzeba mieć spory zapas tolerancji i cierpliwości żeby przetrwać
pierwsze przesłuchanie tej płyty i wyzbyć się dotychczasowych schematów,
standardów i przyzwyczajeń. Ta ścieżka dźwiękowa to alternatywa do
wszystkiego, co do tej pory powstało w muzyce filmowej. Jest demoniczna,
niepokojąca i monumentalna a zarazem odpychająca swoją fakturą i chaotycznym
przesytem. Taki zestaw cech sprawia, że "Paprika" to pozycja niebanalna i
obowiązkowa, dla wszystkich, którzy szukają ucieczki od hollywoodzkiej papki
i przereklamowanych partytur znanych kompozytorów. Awangardowa alternatywa –
to chyba określenie, które najlepiej pasuje do tej muzyki.
P.S.: Wyżej można obejrzeć
teledysk do piosenki "The Girl in Byakkoya - White
Tiger Field", kończącej całą płytę. Z kolei
fragmentów "Papriki" można posłuchać na tej
stronie.