|
Wraz z
nadejściem tytułowej 25 godziny bohater filmu Spike’a Lee - dealer
narkotykowy Monty Brogan (rewelacyjny, jak zawsze zresztą Edward Norton) trafi
na 7 lat za kratki. Ostatni dzień poza więziennym murem jest okazją do
rozliczenia się ze swoim życiem i spędzenia tych chwil z najbliższymi.
Wielkie, ale nie krzykliwe dzieło Spike’a Lee przepełnione jest smutkiem i
goryczą. Był to pierwszy większy film kręcony w Stanach po zamachu z 11 września.
Reżyser sam mówi, że nie chciał pokazywać Nowego Yorku tak, jakby te
zdarzenia nie miały w ogóle miejsca. Na całym jego dziele jest więc odciśnięte
piętno tej tragedii. Widać je na twarzach bohaterów i ludzi na ulicach, widać
w znakomitych zdjęciach Rodrigo Prieto…
Słychać je w muzyce, której autorem
jest współpracujący już nie raz z reżyserem trębacz jazzowy Terence
Blanchard. Siłą rzeczy jest to w głównej mierze muzyka przygnębiająca,
chociaż przy tym odprężająca... Wrażenie podobne jak w przypadku "The Thin
Red Line". Posiada nieco monotonny, ale w żadnym wypadku nie nudny, klimat.
Jest on chyba głównym magnesem tej kompozycji. Podszyta jazzem partytura z
pewnością nie spodoba się wszystkim, a wielu zapewne nie od razu (sam jestem
tego doskonałym przykładem), ale kiedy już muzyka Blancharda przedrze się do
Was przez codzienny zgiełk, to gwarantuję, że zostanie w głowie na zawsze.
Jej siła oddziaływania jest tym bardziej niezwykła, że opiera się na jednym
temacie. Świadczy to chyba tylko o jego wybitności. Blanchardowi udało się
stworzyć temat na tyle prosty, że bez problemu można go gwizdać, a przy tym
na tyle głęboki, że gwizdać go nie wypada.
Począwszy od "Open Title", które
przedstawia go w pełnej krasie, przewija się on przez cały album w różnych
aranżacjach i formach. Wracając do "Open Title" – temat odgrywa tutaj
przede wszystkim przeciągła sekcja smyczkowa ubogacona żałobnymi wokalizami
Cheba Mami oraz instrumentami dętymi. Całość przepięknie narasta aż do
prawdziwego katharsis - wielkie emocje gwarantowane, to jeden z najmocniejszych
kawałków płyty, a to dopiero początek.
Temat
powraca bez większych zmian, ale w spokojniejszym wykonaniu już w drugim na płycie
"Doyle's Walk". Następnie w "The Apartment" #1 i #2, w których poprzez
fortepian (#1) i kontrabas (#2) na razie skromnie zaznacza swoją obecność
jazzowa dusza partytury. Śmiałości nabiera ona w "Fu Montage" i "Playground",
gdzie dzięki jazzowemu instrumentarium główny motyw brzmi znacznie pogodniej.
Do takich lżejszych momentów płyty zaliczyć należy jeszcze "Bridge";
romantyczne, fortepianowe "Sleeping is Naturelle" i przede wszystkim
zaskakująco optymistyczny "Jake's Classroom"- jeden z moich ulubionych kawałków
na płycie. Pomijam tutaj zamykające całość "Double Happiness", bo jest
to raczej swoisty "bonus track" niż spójna część ścieżki dźwiękowej
(ten utwór nie znalazł się w filmie). Jest to już czysto jazzowa,
fenomenalna wersja głównego tematu, w której Blanchard ze swoją trąbką
wyciska z niego ostatnie soki.
Dwoma najjaśniejszymi punktami
kompozycji są utwory "Ground Zero" i "25th Hour Finale". "Ground
Zero" to hołd oddany przez Blancharda ofiarom ataków na WTC. Utwór długo
trzyma w ogromnym napięciu a pod koniec wybucha z niesamowitą ekspresją. Z
jednej strony jest tu lamentacja i żal ukazany przez wokalizy Mamiego, z
drugiej przebijająca się jakby przez gruzy nutka patriotyzmu, którą wyrażają
werble i dudy, oddając przy tym cześć członkom służb cywilnych biorącym
udział w akcji ratunkowej po zamachu, także tym, którzy sami zginęli ratując
życie innych.
"25th Hour Finale" to trwające
ponad 10 minut podsumowanie wszystkiego, co do tej pory na albumie słyszeliśmy,
które towarzyszy scenie zamykającej film. Towarzyszy to mało powiedziane, gdyż
w ostatnich minutach filmu mamy do czynienia z prawdziwie magicznym uzupełnianiem
treści obrazu przez muzykę właśnie.
Aż do tych ostatnich minut muzyka
Blancharda nigdy nie narzuca się w trakcie seansu. Bardzo subtelnie zaznacza
swoją obecność, nie stara się przegadać bohaterów. W finale za to zdaje się
przemawiać wraz z ojcem Monty’ego wygłaszając niejako swój odrębny
monolog. Jeżeli o to chodzi, to trzeba Blanchardowi przyznać wielkie wyczucie.
Czuć, że "25th Hour" to muzyka
doskonale przemyślana, która zachwyca elegancją w korzystaniu z orkiestry i
elektroniki oraz swobodą w przypadku jazzowych aranżacji. Zadziwia mnie ile
Blanchard zdołał osiągnąć przy pomocy jednego prostego tematu, który okazał
się workiem mieszczącym w sobie wiele zupełnie odmiennych emocji. Polecam
zakochać się w tej muzyce, chociaż jak już wspominałem nie wszystkim
przyjdzie to z łatwością.
Autor
recenzji:
Damian Słowioczek
|