|
Już
niemal tradycją stał się fakt, iż muzyka do filmów PIXARA otrzymuje
nominację do Oscara. Zapoczątkował ją Randy Newman, a teraz z
powodzeniem kontynuują Thomas Newman i Michael Giacchino. W owej
tradycji można się doszukiwać dziwnych zależności interesów
kształtujących się w swoistą teorię spisku. Sądzę jednak, że łatwiej
jest stwierdzić, iż te ścieżki są po prostu dobre. Dziś już będący
niemal pewnikiem wśród tegorocznych nominacji, nie tylko w kategorii
muzyki filmowej, "Odlot", stanowi tego świetny dowód.
Znakomita, nietypowa animacja
doczekała się równie znakomitej, choć trzeba przyznać, wcale nie
nowatorskiej muzyki. Nie stanowi to jednak wady. Giacchino doskonale
wyczuł, iż klimat filmu doskonale podkreśli muzyka przywołująca na
myśl lata 30. ubiegłego stulecia. Korzystając z tego tropu stworzył
dwa przeurocze tematy. Pierwszy z nich, który dla wygody nazwiemy
tutaj tematem przygody, to skoczna, wesoła melodia, o wyraźnie
komediowym wydźwięku. W nim najsilniej odbiło się źródło muzycznych
inspiracji. Drugi, temat Carla, jest pod wieloma względami
ciekawszy. Pojawia się on w filmie i na ścieżce częściej. Giacchino
bowiem udało się stworzyć melodię niezwykle chłonną. Nadaje się
zarówno do scen pogodnych, jak i smutnych, nostalgicznych, a nawet
we fragmentach pojawia się w muzyce akcji. Warto zwrócić uwagę na
utwór "Married Life", gdzie temat ów prezentuje całe swe bogactwo i
elastyczność.
Obydwie melodie
towarzyszą widzowi i słuchaczowi cały czas, ze względu jednak na
swoją lekkość nie stają się nużące, za to świetnie zapadają w
pamięć. Nie znaczy to, że Giacchino nie napisał jeszcze innych,
świetnych melodii. "Odlot" to ścieżka szalenie eklektyczna, każdy
znajdzie tu coś dla siebie. Są i dowcipne, rytmiczne utwory
("Walkin’ the House"), i pełne epickiego liryzmu muzyczne pejzaże
("Paradise Found"), kompozytor sięga po instrumenty etniczne
(doskonale dopasowane do filmu "Kevin Beak’n") i oczywiście
przedstawia całą paletę umiejętności konstruowania muzyki akcji.
W "Odlocie" niepokojącej,
groźnej, przekształcającej się później w dynamiczne utwory akcji
muzyki, jest dość dużo. Giacchino poradził sobie z nią jednak
znakomicie. Uniknął, obecnego w "Ratatuju", nadmiernego
Mickey-Mousingu, starając się nadać kolejnym fragmentom autonomiczny
charakter. Zadbał, by w tak niewdzięcznej dla tematyki muzyce, nie
zabrakło rozpoznawalnych melodii. Udaje mu się również z powodzeniem
wykreować nastrój niemal grozy, jak choćby w wyróżniającym się
temacie Muntza ("Canine Conundrum"), gdzie doskonale uzupełniają się
frazy trąbki i fletu. Pamięta przy tym, że "Odlot" to przede
wszystkim film dla dzieci, nie szarżuje więc z udanie kształtującym
grozę instrumentarium, a sięga po sprawdzone przez Williamsa środki
kształtujące "familijną grozę", nie popadając przy tym w przesadne
naśladownictwo.
Nie mam żadnych wątpliwości,
że "Odlot" to, jak na razie, najlepsza ze ścieżek Giacchino -
elegancka tematycznie, pięknie zinstrumentalizowana, wielobarwna i
przemyślana. Jedyny zgrzyt to znajdujące się na końcu, nie mam
pojęcia dlaczego, fragmenty dźwięków z filmu. Nie ma to jednak
znaczenia przy odbiorze całości. Kompozytor zadbał, by w jego pracy
nie zabrakło tego wszystkiego, co stanowi siłę samego filmu:
subtelnego liryzmu, nostalgii, dowcipu i przygody, a wybrzmiewająca
na końcu cudownie stylizowana piosenka "The Spirit of Adventure"
wywołuje niespodziewaną żądzę przygód, a jak uczy film, wszystko
może być przygodą. Muzyka Giacchino z powodzeniem o tym przypomina.
Autor
recenzji: Jan Bliźniak
|