|
Wśród wielu
wyróżnień i nagród, jakie otrzymał "Rewers" Borysa Lankosza, znalazły się
również liczne słowa uznania dla Włodka Pawlika za jego ścieżkę dźwiękową.
Doceniony został między innymi wysiłek, jaki kompozytor włożył w odpowiednią
stylizację muzyki, nawiązania do niejednoznacznej konwencji filmu czy kunszt
wykonawczy. "Rewers" dla Pawlika okazał się przestrzenią do eksperymentów i
wyzwaniem wymagającym eklektycznych rozwiązań. Połączenie przeszłości z
teraźniejszością, czarnej komedii z dramatem, teatru z materią filmową wymagało
od kompozytora obrania inteligentnej drogi, jaką powinna podążać muzyka. Włodek
Pawlik jako doświadczony kompozytor i wykładowca Akademii Muzycznej im. F.
Chopina w Warszawie, doskonale wyczuł potrzeby "Rewersu" pisząc muzyczny
scenariusz idealnie pasujący do tego filmowego.
Idea muzyki w "Rewersie" jest przykładem
głębszej myśli, jakiej próżno szukać w większości polskich produkcji. Nawiązując
do miejsc i okresów, w których dzieje się akcja filmu, ścieżka dźwiękowa Włodka
Pawlika lawiruje między różnymi stylistykami i skojarzeniami. Można tutaj
usłyszeć zarówno klasyczny kwartet jazzowy, jak i orkiestrę smyczkową czy solo
fortepianu. Kompozytor zaskakuje nawiązaniami do form barokowych, klasycznych
ilustracji filmowych, jednocześnie często wracając do brzmień stricte jazzowych.
To właśnie one spinają filmową historię angażując szeroki przekrój tego gatunku
muzyki – od form bardzo klasycznych, aż po te nowoczesne i bardziej
eksperymentane. Tak naprawdę muzyka nigdy jednoznacznie nie wiąże się z obrazem pełniąc rolę
pewnej metafory, która pozostawia widzowi szeroki margines interpretacji obrazu.
Pod tym względem ścieżka dźwiękowa Pawlika ma w sobie wiele teatralności.
Sposób,
w jaki muzyka często odbiega od obrazu może jednak miejscami budzić negatywną
reakcję widza. "Rewers" nie jest filmem łatwym w odbiorze, choćby ze względu na
sposób realizacji i kolaż koncepcyjny stanowiący o jego wyjątkowości.
Teatralność muzyki przeplatana z jej podstawową, ilustracyjną funkcją sprawia,
że w kilku scenach wychodzi ona przed obraz. Ścieżka dźwiękowa staje się tym
sposobem zauważalna, co w przypadku tak nietypowego filmu, może prowadzić do
zachwiania pewnej delikatnej równowagi. Przykładem tego jest scena rozmowy matki
z córką, w której pojawia się utwór "Moneta" – oglądając ją jesteśmy atakowani
krótkimi dźwiękami trąbki, które mają potęgować poczucie zagrożenia. W rezultacie
scena ta tak bardzo odbiega koncepcyjnie od reszty filmu, że dezorientuje widza
i odwraca uwagę od jej rzeczywistego sensu i treści dialogu.
O ile nie można mieć większych
zastrzeżeń do koncepcji muzyki w "Rewersie" i sposobu w jaki Włodek Pawlik
poprowadził ją przez zmiany stylistyczne filmu, to pewien niepokój budzi jej
treść. Realizacja idei ścieżki dźwiękowej, jaką zaplanował kompozytor, zdaje się
być ważniejsza od oryginalności i świeżości. Słuchając jej można bowiem odnieść wrażenie
nieustannego czerpania z doskonale znanych brzmień. Większość pojawiających się
w filmie utworów można wręcz postrzegać jako imitacje pewnych stylistycznych
wyznaczników, które kompozytor przewidział w swoim planie. W rezultacie ścieżka
dźwiękowa stała się zbiorem motywów, aranżacji i form, które identyfikując
zamiary twórcy, same w sobie nie mają żadnej treści. Słucha się ich przyjemnie,
poprawnie spełniają swoje założenia w "Rewersie", niemniej pozbawione filmowego
kontekstu, niewiele mają do zaoferowania. Rozważane autonomiczne zaczynają wręcz
przypominać prace innych twórców, ze szczególnym wskazaniem Yoko Kanno i jej
równie eklektycznych prac do anime. Być może to odważne porównanie, jednak
zarówno pod względem koncepcyjnym jak i w ostatecznym kształcie brzmienia, można
znaleźć mnóstwo podobieństw.
"Rewers" to zaiste zabawa kinem. Film
godny polecenia ze względu na nietypowy sposób realizacji, kolaż koncepcyjny i
doskonałą grę aktorską. W jego niezwykłość wpisuje się również muzyka Włodka
Pawlika, której daleko do tradycyjności i sztampy. To muzyczny poligon
doświadczalny, na którym kompozytor dobrze zaplanował i przeprowadził kilka
eksperymentów. Część z nich zakończyła się sukcesem, kilka niekoniecznie zdało
egzamin, ale ostateczny efekt okazał się satysfakcjonujący. Na płycie są
kompozycje, których słucha się rewelacyjnie, ale nie brakuje też drażniących
eksperymentów. Obok romantycznych tematów, przypisanych konkretnym postaciom
można bowiem znaleźć też mniej przyjazne dla ucha muzyczne równoważniki
kojarzące się z teatralną awangardą. Niemniej to krążek warty polecenia, mimo że prawdziwa siła tej
muzyki tkwi w jej nietypowych relacjach z filmem.
Autor recenzji:
Łukasz Waligórski
|