John
Williams napisał wiele genialnych ścieżek dźwiękowych, które są dziś uznawane
za klasyki, a jego tematy znają wszyscy, bez względu na muzyczne preferencje.
Historia kina bez jego partytur stałaby się o wiele uboższa i mniej
interesująca. W całym Hollywood nie znajdziemy drugiego na tyle profesjonalnego
kompozytora, który zawsze doskonale wczuwa się w każdy film i uwypukla wszystkie
jego aspekty. O perfekcyjności Amerykanina niech świadczy to, że jeszcze nigdy
żaden reżyser nie odrzucił jego pracy... Williams jest bardzo popularnym twórcą
i trudno się temu dziwić. W końcu to on z dwóch prostych dźwięków stworzył
sygnaturę krwiożerczego rekina. Dzięki niemu każdy krok Lorda Vadera mrozi krew
w żyłach, a dinozaury z "Parku Jurajskiego" są tak magiczne. Nawet sam Superman
jest winny kompozytorowi przysługę, gdyż to Maestro wykreował jego muzyczną
wizytówkę, temat dzięki któremu każde wejście Człowieka ze Stali jest tak
spektakularne i efektowne...
Ścieżka dźwiękowa z "Supermana" to bez
wątpienia jedna z najlepszych prac Williamsa, a jedynym poważnym brakiem, jaki
doskwiera tej partyturze, jest... brak Oscara, który niewątpliwie jej się
należał. Muzyka z filmu o Człowieku ze Stali posiada wszystko, za co miliony
fanów na całym świecie kochają dzieła kompozytora. Doskonały i wpadający w ucho
temat główny, cały kuferek motywów pobocznych, potężne orkiestracje i
niesamowity klimat. Oraz, co najważniejsze - "ten" niezwykły, williamsowski
pierwiastek magii, który sprawia, że całości słucha się z nieukrywaną radością.
Na początku recenzji chciałbym
wspomnieć o wydaniach ścieżki dźwiękowej z "Supermana", gdyż było ich kilka.
Przez długi okres czasu score Williamsa był dostępny tylko na winylu, a w wersji
kompaktowej pojawił się dopiero w roku 1987, dzięki Warner Brothers. Wypakowany
po brzegi album (73 minuty) nie był jednak kompletny i nie wszyscy fani zostali
usatysfakcjonowani. Tak, więc w dwudziestą rocznicę powstania obrazu wytwórnia
Varese Sarabande zdecydowała się wydać re-recording dzieła Williamsa. W projekt
został zaangażowany człowiek doskonale znający się na ponownym nagrywaniu
klasyków muzyki filmowej - John Debney oraz The Royal Scottish National
Orchestra. Mimo lepszej jakości dźwięku niektórzy wciąż byli niezadowoleni,
gdyż oryginalnego brzmienia The London Symphony Orchestra nie da się podrobić,
co więcej album pominął kilka świetnych kompozycji. Dzieło Amerykanina w całej
okazałości zaprezentowała po raz pierwszy wytwórnia Rhino Movie Music, która w
roku 2000 bardzo starannie przygotowała Complete Score wzbogacony o kilka wersji
alternatywnych. Godnym wspomnienia jest również niedawno wydany "Superman Blue
Box", na który składa się aż osiem płyt CD. Krążki zawierają muzykę z czterech
pierwszych filmów o Człowieku ze Stali, oraz serialu animowanego, który
zilustrował Ron Jones. "Niebieskie Pudełko" pojawiło się na rynku dzięki Film
Score Monthly, a całość wzbogacono o 160 stronicową książeczkę! Niestety, dla
przeciętnego zjadacza chleba zestaw jest niedostępny. Nie tylko ze względu na
cenę (120 $), ale przede wszystkim z powodu, małego nakładu (edycja limitowana
do 3000 egzemplarzy). W tym tekście chciałbym opisać Complete Score od Rhino.
Wyżej
wspomniany kuferek pełen tematów wcale nie jest jakąś małą szkatułką. Przypomina
bardziej ogromną skrzynię, gdyż pod względem liczby motywów "Supermana" można
porównywać z kultową "Nową Nadzieją"! Prym wśród melodii Williamsa wiedzie
znakomity Marsz. Jest to jeden z najlepszych tematów poświęconych superbohaterom
jakie kiedykolwiek powstały. Śmiało można go nazwać muzyczną kwintesencją
heroizmu i dynamiki. Majestatyczny motyw stał się wizytówką Człowieka ze Stali i
chyba nikt nie wyobraża sobie, by mogła go reprezentować inna melodia. Williams
w swojej późniejszej karierze napisał jeszcze wiele doskonałych utworów, mimo to
"Superman March" zawsze pozostał jednym z najlepszych. Do dziś jest
niedoścignionym wzorem dla dziesiątek młodych kompozytorów i pewnie jeszcze
długo tak pozostanie... Drugim niewątpliwym hitem tej partytury jest znakomity "Love Theme from Superman". W moim życiu wysłuchałem wielu znakomitych tematów
miłosnych i z całą stanowczością mogę stwierdzić, iż melodia z filmu Richarda
Donnera jest jedną z najpiękniejszych. Jej niezwykłe, miękkie brzmienie
doskonale uwypukla sceny z udziałem Supermana i Lois. Sprawia, że uczucie ich
łączące wychodzi poza obraz i udziela się odbiorcom. Jednym z najlepszych
tracków płyty jest "The Flying Sequence", w którym Williams wykazuje się
wirtuozerią charakterystyczną dla największych twórców muzyki klasycznej.
Maestro rozpoczyna ponad ośmiominutową kompozycję delikatnie, jakby chciał tylko
zapoznać słuchacza z przepiękną i subtelną melodią miłosną. Później nadaje jej
dynamiki za pomocą charakterystycznych dzwonków i szybko grających fletów. Na
płycie znajdziemy dwie wersje tego niesamowitego utworu. Pierwsza jest wersją w
pełni instrumentalną, a druga (słyszana w filmie) kończy się wejściem piosenki "Can You Read My Mind" (ta wersja znajduje się w bonusach). Dwa główne tematy -
marsz i miłosny pasują do siebie idealnie i doskonale się dopełniają. Najlepiej
pokazuje to genialna kompozycja "Prelude and Main Title March". Utwór
otwierający "Supermana" to czysty geniusz pokazujący jak ważną rolę pełni w
filmie muzyka. Przez prawie 5 minut efektownych, aczkolwiek monotonnych
napisów początkowych, niesamowity track utrzymuje widza w napięciu i
przygotowuje na obraz. Chyba tylko Williams był w stanie sprawić, że odbiorca
mimo tego, iż na ekranie nic się nie dzieje, jest do niego wręcz przyklejony...
John Williams, jak sam podkreśla, starał
się podejść do ścieżki dźwiękowej z "Supermana" nie do końca "na serio". Film
miał być rozrywką i zabawą, więc chciał aby jego muzyka też taka była. Luźne
podejście do ilustracji filmu doskonale pokazuje pseudo wojskowy marsz, napisany
dla przeciwników Supermana – "The March of the Villains". Niepoważny, a
chciałoby się nawet rzec pokraczny puzon prowadzący utwór doskonale opisuje
nieporadne, czarne charaktery filmu. Dzięki charakterystycznemu brzmieniu, marsz
wyróżnia się na tle płyty i pozostaje w pamięci. Spotkałem się z opiniami, iż "The March of the Villains" jest najsłabszą częścią partytury. Prawdą jest, że
jego dziwaczne brzmienie może nie wszystkim przypaść do gustu. Jednak moim
zdaniem właśnie takiej melodii potrzebował film Richarda Donnera. Równie
fascynujący jest Temat Kryształów. Maestro doskonale połączył w nim mrok i
tajemnicę z odrobiną mistyki (w trochę innych proporcjach Maestro zmiesza te
emocje w roku 1981, pisząc bardzo podobnie zbudowany motyw Arki z pierwszej
części przygód Indiany Jonesa). Melodii można wysłuchać w wielu kompozycjach, za
każdym razem, gdy się pojawia, niesie ze sobą napięcie. Najbardziej podniosłym
utworem płyty jest "The Planet Krypton". Rozpoczyna go cudowny temat ojczystej
planety Supermana. Nie trudno odgadnąć, iż był on wzorowany na majestatycznym "Tako Rzecze Zaratustra" Straussa, otwierającym kultowy film Kubricka
"2001:
Odyseja Kosmiczna". Dzieło Williamsa w niczym nie ustępuje słynnemu
pierwowzorowi, jest równie podniosłe i potężne, a w moim przekonaniu nawet
dostojniejsze.
Jednym z najgenialniejszych utworów
płyty jest "The Fortress of Solitude". Kompozycję można przyrównać do pełnego
operowego rozmachu, mistycznego i tajemniczego "The Visitors /Bye/End Title: The
Special Edition" z "Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia". Williams rozpoczyna
partyturę od mrocznego wstępu z Tematu Kryptonu i Kryształów. Po nim prezentuje
doskonałą fanfarę, wzorowaną na motywie Gwiazdy Śmierci z "Nowej Nadziei" i
wieńczy dzieło w iście operowym stylu. Jest to jedna z najlepszych kompozycji
Amerykanina w całej karierze... Uwagę słuchacza przykuje zapewne "Growing Up".
To wspaniałe scherzo, jest kwintesencją dynamicznej muzyki Williamsa. Bardzo
dobrze prezentuje się melodia poświęcona rodzinnej miejscowości Clarka Kenta –
Smallville. "Death of Jonathan Kent" i druga część "Leaving Home" oparte na tym
temacie, to obok "Love Theme", najdelikatniejsze momenty płyty.
Muzyka akcji Williamsa jest niezwykle
dynamiczna. Podtrzymuje widza w napięciu równie dobrze, co najlepsze utwory
"Gwiezdnych Wojen". Wprawdzie action score Amerykanina jest jak zawsze okraszony
odrobiną nad ilustracji (co jest jedną z niewielu wad soundtracku), jednak żadna
z kompozycji nie powinna sprawić słuchaczowi najmniejszego kłopotu. Nawet w tak
rozległej, bo prawie dwu i pół godzinnej pracy nie znalazł się choćby jeden
utwór słaby. Ba, próżno tu szukać nawet średnich czy przeciętnych! Wszystkie
tracki mają w sobie tyle dynamiki, iż nie sposób się przy nich znudzić.
Wystarczy wspomnieć tylko "Super Rescues", "Chasing Rockets" czy "Superfeats",
by udowodnić, że action score Williamsa jest jak złoto pierwszej próby.
Niestety soundtrack nie należy do
najoryginalniejszych. Czerpie garściami z wielu wcześniej powstałych dzieł.
Styl, w którym Williams utrzymał "Supermana", został zaczerpnięty z o rok
starszej "Nowej Nadziei". Nikogo więc nie powinno dziwić, że oba soundtracki
nawiązują do tych samych źródeł – twórczości kompozytorów romantycznych (Wagner,
Dworak) i muzyki filmowej Złotej Ery (w szczególności Miklosa Rozsy). Prócz tego
na płycie można odnaleźć kilka tajemniczych fragmentów przypominających inną
pracę Williamsa - "Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia". Jednak w przypadku "Supermana" ważniejszy od liczby zapożyczeń jest jej wpływ na późniejszą karierę
kompozytora. Sam tylko "The March of the Villains" będzie inspiracją dla wielu
komediowych melodii Amerykanina, między innymi doskonałego "Parade Of The
Ewoks", "The Basket Game" z "Poszukiwaczy Zaginionej Arki" czy tematu
tytułowego bohatera z filmu "Hook". Na płycie dostrzegalne są elementy
późniejszego "The Asteroid Field" ("Superfeats") i liryczna trąbka z "Amistad"
czy "Szeregowca Rayana". Nawet niezbyt uważny słuchacz dostrzeże sporo brzmień
charakterystycznych dla trylogii przygód Indiany Jonesa, czy V i VI części
Gwiezdnej Sagi Lucasa. Można tu wymienić jeszcze kilka przykładów prac, w
których Williams inspirował się "Supermanem", a świadczy to tylko o tym jak
istotna dla kompozytora była ta ścieżka dźwiękowa.Niezmiernie żałuję, że to nie
Williams napisał muzykę do sequeli przygód Supermana. Ken Thorne, Alexander
Courage i John Ottoman (ilustrujący te filmy), mimo ułatwionego zadania (gdyż
mieli do dyspozycji materiał Maestro), nie napisali partytur dorównujących
rozmachem i epiką dziełu Amerykanina. Co więcej, to właśnie materiał Williamsa
był najlepszą częścią ich prac. Gdyby to nadworny kompozytor Spielberga
zilustrował wszystkie obrazy, najpewniej powstałaby muzyczna saga wszech czasów
dorównująca, a być może przewyższająca "Gwiezdne Wojny"...
Partyturę z "Supermana" można odbierać
dwojako. Jeżeli podejdzie się do niej jak do czystej rozrywki to oczywiście
spełni swoje zadanie w stu procentach. Williams jak mało kto potrafi napisać
przebojową kompozycję, której słuchanie będzie wyśmienitą zabawą. Ten score jest
wspaniałym przykładem jak muzyka filmowa może rywalizować pod względem
słuchalności z popularną. Kiedy słuchacz nie ma zbytniej ochoty zagłębiać się w
skomplikowaną strukturę "Supermana", nieco ponad godzina ilustracji Williamsa z
wydania Warner Bros może mu wystarczyć. Jednak partyturę Amerykanina można też
odbierać jako przeżycie artystyczne, muzyczne arcydzieło. Wielowątkową i
skomplikowaną całość przepełnioną przeróżnymi tematami, wspaniałymi
orkiestracjami, operowym rozmachem i symfonicznym majestatem. Tak niezwykłe
kompozycje powstają bardzo rzadko i są pisane tylko przez największych geniuszy.
Dla mnie ścieżka dźwiękowa z "Supermana" może stanąć obok takich arcydzieł
muzyki klasycznej jak Dziewiąta Symfonia Beethovena, Symfonia "Z Nowego Świata"
Dvoraka czy Requiem Mozarta. Wszystkie te prace sprawiają, że mam wrażenie
obcować z czymś więcej niż zwykłą partyturą... Kiedy score Williamsa będziemy
odbierać w taki sposób okaże się, iż wydanie Rhino Movie Music jest nie tylko
odpowiednim, ale jedynym słusznym. Co bym więcej nie powiedział i tak nie oddam
prawdziwej wartości tej kompozycji, gdyż niektórych rzeczy nie da się opisać
słowami. Podsumuję więc moją recenzję jednym zdaniem: "Superman" to jedna z
najlepszych partytur z filmów o superbohaterach jakie kiedykolwiek powstały,
muzyczny geniusz który zauroczy każdego...
P.S.: Autor recenzji nie
odpowiada za jej treść, gdyż w trakcie jej pisania był pod wpływem działającej
jak narkotyk muzyki z filmu "Superman" autorstwa Johna Williamsa.